Niedźwiedzie wystraszyły turystów w Bieszczadach? "Już dwie grupy dzwoniły z tym pytaniem"
Śmiertelny atak niedźwiedzia w Płonnej koło Sanoka wywołał dyskusję o bezpieczeństwie w Bieszczadach. Choć do zdarzenia doszło z dala od szlaków turystycznych i zabudowań, jego skutki zaczynają odczuwać lokalni przedsiębiorcy. - Już dwie grupy dzwoniły z pytaniem, czy na pewno jest bezpiecznie - mówi TOK FM Mariusz Janik z biura podróży Bieszczader. Jednocześnie przyrodnicy podkreślają: nie wolno wyciągać pochopnych wniosków i utożsamiać pojedynczej tragedii z realnym zagrożeniem dla turystów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak atak niedźwiedzia w Płonnej wpłynął na branżę turystyczną w Bieszczadach?
- W których rejonach Bieszczadów widać zainteresowanie ze strony turystów?
- Co pokazuje filmik opublikowany przez Bieszczadzki Park Narodowy?
Do zdarzenia w Płonnej doszło w głębi lasu, poza wyznaczonymi trasami turystycznymi. Z ustaleń wynika, że kobieta przebywała w terenie leśnym, najprawdopodobniej szukając zrzutów poroża. To istotne, bo taka aktywność wiąże się z poruszaniem w miejscach, gdzie człowiek rzadko się pojawia i gdzie łatwo o przypadkowe spotkanie z dzikim zwierzęciem.
Branża turystyczna: więcej pytań niż rezerwacji
Pierwsze sygnały, że tegoroczna majówka może nie skończyć się turystycznym szturmem na Bieszczady są zauważalne już od kilku dni. - Jak na razie tych rezerwacji mam dosłownie po kilkanaście osób na poszczególne wycieczki jednodniowe - mówi Mariusz Janik.
Jednak to nie same liczby są największym problemem. Przedsiębiorcy zwracają uwagę na zmianę nastrojów turystów. - Już dwie grupy do nas dzwoniły z pytaniem, czy na pewno jest u nas bezpiecznie - przyznaje przedstawiciel biura Bieszczader.
Zdaniem branży to właśnie obawy - napędzane przez medialne doniesienia i internetowe komentarze - mogą mieć największy wpływ na decyzje wyjazdowe.
Są też bardziej optymistyczne głosy. Aleksandra Sałapatek - związana z turystyką w rejonie Olszanicy i Wańkowej - mówi, że ma sporo sygnałów od turystów, którzy w tym roku mogą przyjechać w rejon zapory w Solinie. - Jest bardzo dużo zapytań… Myślę, że będzie fajna [majówka], mimo że jest krótka w tym roku - mówi.
Ostateczny bilans majowego weekendu pozostaje więc otwarty. - Mam nadzieję, że podwyżki ceny biletów lotniczych sprawią, że ludzie pojadą na Podkarpacie, a w szczególności w nasze Bieszczady - mówi Janik. - Oby tylko się obudzili. Żeby nie było takiej sytuacji, jak w poprzednich latach, że przyjeżdżają wszędzie na ostatnią chwilę - dodaje.
"Proszę się nie bać"
Wójt gminy Lutowiska, na terenie której leży Bieszczadzki Park Narodowy, uspokaja i podkreśla, że region od lat funkcjonuje w bezpośrednim sąsiedztwie dzikiej przyrody. - Proszę się nie bać niedźwiedzi, bo my z niedźwiedziami umiemy tam żyć - zapewnia Janusz Krupa. Jego zdaniem pojedyncze zdarzenie nie powinno wpływać na postrzeganie całego regionu. - U nas takiego zagrożenia nie ma, proszę przyjeżdżać - zachęca.
Film Parku Narodowego: problemem jest zachowanie ludzi
Na tle tej tragedii szczególnie wymowny jest materiał opublikowany przez Bieszczadzki Park Narodowy. Nagranie pokazuje sceny, które są bardzo niebezpieczne. Widać na nim m.in. osobę szukającą poroża w lesie, a także mężczyznę, który lekkomyślnie podchodzi do gawry i zagląda do środka.
- Kluczowe jest to, że wchodzenie w ostępy i w miejsca schronienia zwierząt znacząco zwiększa ryzyko niebezpiecznego spotkania - ostrzegają pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
To właśnie takie zachowania są wskazywane przez przyrodników jako główne źródło ryzyka. Niedźwiedź, zaskoczony obecnością człowieka w swoim naturalnym środowisku, może zareagować instynktownie - szczególnie jeśli czuje zagrożenie. Przekaz filmu jest jednoznaczny: problemem nie są zwierzęta, ale brak ostrożności ludzi.
To nie są sytuacje ze szlaków
Eksperci od lat podkreślają, że niedźwiedzie unikają ludzi, a do niebezpiecznych spotkań dochodzi najczęściej poza szlakami - w miejscach, gdzie człowiek pojawia się sporadycznie. Szukanie poroża, wchodzenie w gęsty las czy zachowywanie ciszy znacząco zwiększa ryzyko. Tymczasem typowy ruch turystyczny odbywa się na oznakowanych trasach, gdzie do takich sytuacji nie dochodzi.
Mimo to pojedyncze zdarzenie wywołało efekt, który może wpłynąć na cały region. W przestrzeni publicznej pojawiło się uproszczenie - jakoby Bieszczady stały się miejscem niebezpiecznym. Eksperci podkreślają, że to nieprawdziwy obraz. Śmiertelne ataki niedźwiedzi w Polsce należą do absolutnych wyjątków i zdarzają się niezwykle rzadko.
Źródło: TOK FM