Niepokojący dokument na granicy. Za Tuska "są zmuszani do podpisywania"
Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Donald Tusk obiecał zmianę w traktowaniu migrantów na polsko-białoruskiej granicy. Zapowiedział, że będą humanitarnie traktowani. Po roku jego rządów organizacja 'We Are Monitoring' wydała raport, który podsumował działania administracji Tuska na granicy i de facto sprawdził, co z obietnic premiera zostało.
Do rozmowy o tej publikacji Anna Piekutowska zaprosiła w TOK FM Aleksandrę Gulińską z 'We Are Monitoring'. Prowadząca audycję zwróciła uwagę, że raport to opis 'konsekwentnie stosowanej przemocy przez żołnierzy i pograniczników. Z jednej strony jest bicie i poniżanie, a z drugiej Donald Tusk mówi, że na granicy są zachowane humanitarne standardy'.
- Bardzo trudno nam zrozumieć, jak może się to składać politykom obozu rządzącego - przyznała aktywistka.
Szokujące sekrety zakonnic. W tle zakupy broni i służby Łukaszenki
Jak podkreśliła, nieprawdą są zapewnienia polityków obozu rządzącego, że w podlaskich lasach jest mniej śmierci migrantów. - Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem. Chociażby w ostatnich dniach na granicy zostały znalezione kolejne zwłoki - stwierdziła i dodała, że tych śmierci jest więcej za zaporą oddzielającą Polkę i Białoruś. Politycy skupili się na jej uszczelnieniu i - zdaniem aktywistki - nie obchodzi ich, co dzieje się za tym płotem.
Na granicy "upowszechnił się" ten dokument. "Są zmuszani do pospisywania"
Straż Graniczna i rządowi politycy twierdzą, że osoby przekraczające granicę nie chcą azylu i ochrony międzynarodowej w Polsce. W ten sposób umywają ręce. Natomiast aktywiści ciągle słyszą od migrantów, że chcą o taką ochronę poprosić, ale nie mają możliwości.
- Pokazaliśmy tę bardzo uderzającą rozbieżność między narracją rządową a tym, co widzimy. To stoi w jaskrawej sprzeczności. To nieprawda, że przez ostatni rok każdy, kto chciał złożyć wniosek o ochronę, miał taką możliwość. To nieprawda, że sytuacja się zmieniła - podkreśliła gościni TOK FM.
Zwróciła uwagę, że w tym roku na granicy "upowszechnił się" pewien dokument, "do podpisywania którego są skłaniani, a czasem nawet zmuszani migranci". - Mówi, że nie chcą ubiegać się w Polsce o ochronę, a ich celem jest inny kraj Unii Europejskiej. Ten dokument podsuwany jest do podpisu tuż przed wywózką (na białoruską stronę). To ma być rodzaj podkładki pod pushback. Bo skoro ktoś podpisał, że nie chce ochrony, to naturalne jest, że go wywozimy - tłumaczyła.
Tymczasem - jak dodała - aktywiści z granicy przez ostatni rok "nasłuchali się od migrantów, że nie rozumieją tej procedury i po co właściwie podpisują ten dokument". - Częściej jednak mówili, że rozumieli i nie chcieli go podpisać, ale zostali do tego zmuszeni. Czasem nie podpisywali, a i tak zostali wywiezieni - relacjonowała i podkreśliła, że wywożone są też osoby, które po stronie białoruskiej mogą umrzeć, bo są w złym stanie.
- Trudno zrozumieć, jaki cel ma w tym rząd. Jeśli ludzie nie mają możliwości przekroczenia granicy i złożenia w Polsce wniosku o ochronę, to być może będą starali się niezauważenie dotrzeć do Niemiec - podsumowała gościni TOK FM.