,
Obserwuj
Polityka

"Zabawa zapałkami w magazynie fajerwerków". Kto zadecyduje o ważności wyborów?

Marek Podmokły
5 min. czytania
25.01.2025 12:07
Prezydent Andrzej Duda nie godzi się na różnicowanie sędziów - tak o uchwalonej przez Sejm ustawie incydentalnej mówi w TOK FM jego doradca Łukasz Rzepecki. Jaki jest sens przeprowadzenia tej ustawy, jeżeli nie jest to dogadane z prezydentem Dudą?
|
|
fot. Pawel Wodzynski / Pawel Wodzynski/East News

 

  • Sejm większością głosów podjął decyzje, że to 15 najstarszych stażem sędziów podejmie decyzję o m.in. ważności wyborów prezydenckich, a nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej
  • Łukasz Rzepecki, doradca Prezydenta RP przypomniał, że prezydent do tej pory wielokrotnie mówił, że nie godzi się na różnicowanie sędziów. - Ta ustawa, w mojej opinii, niestety do tego prowadzi. Bo dlaczego akurat 15 najstarszych stażem sędziów Sądu Najwyższego miałoby orzekać o ważności wyborów, a nie 5, 10? Albo w ogóle najmłodszych? Co takiego się wydarzyło od grudnia ubiegłego roku, że nagle ta izba jest już nieakceptowana? - pytał retorycznie w TOK FM.
  • Jaki jest sens przeprowadzenia tej ustawy, jeżeli nie jest to dogadane z prezydentem Dudą? - pytała polityków Dominika Wielowieyska, prowadząca "Wybory w TOK-u".

 

Sejm uchwalił w piątek tzw. ustawę incydentalną, zgodnie z którą o ważności wyboru prezydenta w 2025 r. ma orzekać 15 sędziów najstarszych stażem w Sądzie Najwyższym, a nie - jak dotychczas - Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Za przyjęciem ustawy głosowali posłowie Koalicji Obywatelskiej (z wyjątkiem dwóch posłanek Klaudii Jachiry i Małgorzaty Tracz, które wstrzymały się od głosu), Polski 2050-TD, PSL-TD i Razem. Lewica wstrzymała się od głosu, a posłowie PiS, Konfederacji i Republikanie byli przeciw. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Łukasz Rzepecki, doradca Prezydenta RP pytany w TOK FM o ruch Andrzeja Dudy odpowiedział krótko. - W momencie, kiedy dokument trafi na biurko głowy państwa, pan prezydent będzie podejmował ostateczną decyzję. Czekamy na konkretny projekt ustawy. Co tydzień widzimy fundamentalne zmiany proponowane przez parlamentarzystów. Na ten moment ustawa, co prawda, znalazła większość w Sejmie, ale trafi do Senatu. Zobaczymy, czy będą jeszcze jakieś zmiany w Senacie - mówił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Przypomniał jednak od razu, że prezydent do tej pory wielokrotnie mówił, że nie godzi się na różnicowanie sędziów. - Ta ustawa, w mojej opinii, niestety do tego prowadzi. Bo dlaczego akurat 15 najstarszych stażem sędziów Sądu Najwyższego miałoby orzekać o ważności wyborów, a nie 5, 10? Albo w ogóle najmłodszych? Co takiego się wydarzyło od grudnia ubiegłego roku, że nagle ta izba jest już nieakceptowana przez większości parlamentarną, a przez ostatnie kilka lat funkcjonowała dobrze, stabilnie.? Bo nie było żadnych problemów z ważnością wyborów czy to wyborów parlamentarnych, europejskich czy prezydenckich - pytał retorycznie.

Dodał przy tym, że ciężko w tej sytuacji nie być krytycznym. Tym bardziej, jak zastrzegł, że na trzy miesiące przed wyborami prezydenckimi dokonuje się tak "fundamentalnych" zmian. - Pragnę też przypomnieć orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2006 roku, z 2009 roku, kiedy prezesem Trybunału Konstytucyjnego był pan prof. Andrzej Rzepliński. To wtedy Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenia mówiące jasno i wyraźnie, że nie wolno tak ważnych zmian w procedurze wyborczej przeprowadzać na krócej niż sześć miesięcy - podkreślił.

"Towarzystwo wzajemnej adoracji"

- Jaki jest sens przeprowadzenia tej ustawy, jeżeli nie jest to dogadane z prezydentem Dudą? - chciała wiedzieć prowadząca "Wybory w TOK-u".

- Ryzyko manipulowania i wpływania na nasze wybory może być ogromne, więc wszelkim niepewnościom, które już dzisiaj jawią się nam na horyzoncie, powinniśmy zapobiegać - odpowiedziała Ewa Schädler (Polska 2050-Trzecia Droga).

Dariusz Joński (Koalicja Obywatelska) radził z kolei, by popatrzeć, kto w izbie jest. - Pani Joanna Lemańska stoi na czele, to znajoma pana prezydenta Andrzeja Dudy, oczywiście powołana przez neo-KRS, przez dwa lata wykładała w tej samej katedrze - wskazał dla przykładu. Po czym wyliczył kilka innych nazwisk. Tomasz Demendecki, przypomniał, to znajomy z uczelni wiceministra Łukasza Piebiaka, Marek Dobrowolski - członek rady legislacyjnej przy premierze Mateuszu Morawieckim, Oktawian Nawrot - ekspert przy ministrze nauki za czasów PiS, Aleksander Stępkowski - wiceminister spraw zagranicznych w rządzie PiS i np. Elżbieta Karska, żona byłego europosła Karskiego.

- Chodzi o to, że ta izba to po prostu towarzystwo wzajemnej adoracji. Jest tak, jak w Trybunale kiedyś Konstytucyjnym, dzisiaj Kaczyńskiego. Ona jest nieuznawana m.in. dlatego, bo została powołana, żeby ratować skórę PiS-owi - podkreślił.

Ocenił przy tym, że choć "dobrze byłoby wymiar sprawiedliwość mieć naprawiony, to prezydent Andrzej Duda nie jest gotowy by usiąść przy jednym stole z ministrem Bodnarem". - A propozycja marszałka Hołowni wydaje się sensowna. 15 najstarszych stażem pewnie dlatego, że mają największe doświadczenie. Bo co ma rozmawiać najmłodszym?! - ironizował.

"Zdemolowane bezpieczniki konstytucyjne"

Zdaniem Witolda Tumanowicza (Konfederacja) błędem jest jednak różnicowanie sędziów. - Nie uważam, że akurat ci z najstarszym stażem to lepsi sędziowie niż ci, którzy zostali wybrani później. Jeżeli wierzymy bardziej sędziom, którzy rozpoczynali swoje kariery za czasów PRL-u niż tym, którzy rozpoczynali swoje karierę za czasów PiS, to mam wrażenie, że to jest jednak mimo wszystko hipokryzja - ocenił.

Przypomniał przy tym, że partia złożyła poprawkę, by decydował cały skład Sądu Najwyższego (ta została odrzucona). Jak dodał, sytuacja cały czas jest bardzo niebezpieczna. Tym bardziej, że druga strona - w zależności od tego, kto wygra - będzie kwestować wynik wyborów. - Mógłbym stwierdzić, że to niemożliwe, bo jednak nie powinniśmy się bawić zapałkami w magazynie fajerwerków, ale już mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją pięć lat temu. W innych okolicznościach, ale jednak. Mimo wszystko do wyborów zaplanowanych na 10 maja 2020 roku nie doszło - mówił też.

Zdaniem Anity Kucharskiej-Dziedzic (Nowa Lewica) te lęki są nadmiarowe, bo - jak zapewniła - nie "wszystkie bezpieczniki konstytucyjne zostały zdemolowane przez rządy PiS u". - W przypadku wyborów prezydenckich one istnieją. Inna rzecz, że zmian, które poszły w złym kierunku, a ich efekty budzą teraz wątpliwości prawne nie tylko w Polsce, ale i w Europie, nie poprawia się incydentalnymi ustawami, ale raczej systemowymi rozwiązaniami - podsumowała w TOK FM.

Zgodnie z ustawą o SN kwestię ważności wyboru prezydenta rozstrzyga Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych - w izbie tej orzekają osoby powołane na urząd sędziego w procedurze po zmianach z 2017 r. Dlatego jej status jest kwestionowany m.in. przez obecne władze, które powołują się w tej sprawie na orzecznictwo TSUE i ETPC. Tzw. ustawa incydentalna ma ten problem rozwiązać, by stwierdzenie ważności wyboru prezydenta nie budziło wątpliwości.