Atak na giełdę Binance. "Skażone portfele mają być wpisane na czarną listę"
Giełda kryptowalut Binance padła ofiarą największego ataku hakerskiego w historii. Skradziono kryptoaktywa o wartości ponad 6 miliardów dolarów. - Z dobrych wiadomości giełda twierdzi, że ma środki na pokrycie strat, które ponieśli klienci - mówił w TOK FM dr Michał Kaczmarski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile kryptoaktywów ukradziono z giełdy Binance?
- Jak doszło do ataku hakerskiego?
- Kto może stać za atakiem na Binance?
- Czy aktywa z Binance da się odzyskać?
To największy atak hakerski w historii - tak światowe media piszą o zuchwałej kradzieży kryptoaktywów wartych 6,3 mld dolarów z giełdy Binance. Za atakiem stoją prawdopodobnie hakerzy z Korei Północnej.
- Kryptowaluty warte ponad 6 mld dolarów zostało skradzionych tzw. hot walletów, czyli z gorących portfeli. To są portfele, które są podłączone do sieci. Mamy jeszcze cold wallety, które są offline, manipulacje nimi są trudniejsze, ale one mogą po prostu zniknąć - tłumaczył w "TOK360" dr Michał Kaczmarski, adwokat i ekspert w dziedzinie kryminalistyki z Instytutu Rachunkowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jak twierdzi zarząd giełdy, zespołowi ekspertów z kilku firm kryptowalutowych udało się zamrozić blisko połowę skradzionych pieniędzy. - Część tych kryptoaktywów zostało przetransferowane i przekształcone na tzw. stablecoiny, czyli kryptoaktywa, które są powiązane z walutą fiducjarną, np. amerykańskim dolarem. Stablecoiny mają swoich emitentów i to oni zgodzili się te kryptoaktywa zamrozić jako de facto przedmiot czynu zabronionego - wyjaśnił rozmówca Filipa Kekusza.
Pozostałe ok. 2,4 mld dolarów w kryptoaktywach zostały zamienione na ethery i bitcoiny. - Te kryptowaluty będą bardzo trudne do odzyskania, bo są to waluty zdecentralizowane, czyli nie mają centralnego emitenta - mówił dr Michał Kaczmarski w "TOK360".
Skradzione kryptowaluty. Czy da się je odzyskać?
Gość TOK FM podkreślił, że nie ma żadnej kontroli nad zdecentralizowanymi aktywami. - Czysto hipotetycznie, z matematycznego punktu widzenia, gdyby większość osób, które przetwarzają te kryptozasoby zgodziła się, żeby cofnąć te transakcje, dałoby się to zrobić - teoretyzował specjalista.
Jak dodał dr Kaczmarski, regulowane giełdy kryptoaktywów zobowiązały się do tego, by traktować zasilone skradzionymi z Binance kryptoaktywami portfele jako tzw. skażone. - Te portfele są wpisane na czarną listę i teoretycznie nie mogą uczestniczyć w legalnym obrocie - stwierdził gość TOK FM. Jednak - jak wyjaśnił - istnieje też możliwość dokonywania operacji na kryptoaktywach poza regulowanymi giełdami. - Wtedy te operacje będą poza radarem organów ścigania czy nadzoru. I niestety mogą być stracone - mówił dr Michał Kaczmarski.
Jak doszło do ataku na giełdę krypto Binance?
Sprawcy ataku - jak wyjaśnił gość TOK FM - uzyskali dostęp do systemu poprzez przejęcie laptopa inżyniera odpowiedzialnego za zaplecze operacyjne giełdy, co pozwoliło im zmapować zabezpieczenia i wykorzystać słabe punkty w infrastrukturze. - Z cyberbezpieczeństwem jest tak, że najsłabszym ogniwem jest to, które jest najmniej odporne na atak - mówił w "TOK360" ekspert w dziedzinie kryminalistyki.
Specjalista z Instytutu Rachunkowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie opowiedział o tzw. trójkącie Cressey’a. - Jest możliwość, presja i usprawiedliwienie, to dochodzi do nieprawidłowości. W tym przypadku sprawcy, włamując się do laptopa inżyniera, byli w stanie poznać środowisko kontroli, w związku z tym poznali też słabości tego środowiska. Uderzyli tam, gdzie to środowisko było najmniej odporne i tam dokonano szeregu operacji, które spowodowały, że 6 mld dolarów w kryptoaktywach odpłynęło z tej giełdy - podsumował dr Michał Kaczmarski.
Ekspert w dziedzinie kryminalistyki przypomniał, że kapitalizacja Binance sięga nawet 150 mld dolarów. Giełda ta liczy obecnie 335 milionów użytkowników zarejestrowanych na całym świecie. Do czasu wyjaśnienia sprawy giełda wstrzymała wszystkie wpłaty i wypłaty.
Źródło: TOK FM