Teatr Polski zszedł do podziemia. Jak na pustkowiu po politycznej bitwie powstało coś zupełnie nowego

Na trupie Teatru Polskiego we Wrocławiu, na tym pustkowiu, powstało coś nowego, dobrego, ambitnego. To Teatr Polski w Podziemiu - mówi Katarzyna Majewska, była pracownica działu literackiego, zwolniona w pierwszym rzucie zwolnień.

Aktorzy wyliczają, że w sumie od 2016 roku w teatrze przestało pracować około 50 osób. 20 aktorów i 30 pracowników, m.in.: literatów, marketingowców i grafików.

Protestują autorytety

Latem 2016 roku artyści we Wrocławiu zaczynają protestować. Konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu wygrywa popierany przez Solidarność, znany z serialu "M jak Miłość", Cezary Morawski.

Protestują aktorzy, reżyserzy, krytycy teatralni i publiczność. Nie godzą się na prowadzenie teatru przez Cezarego Morawskiego i na ingerencję polityki w kulturę. Przez wiele miesięcy pikietują, manifestują, zaklejają usta czarną taśmą. Apele podpisują największe nazwiska świata kultury: Maja Komorowska, Małgorzata Omilanowska, Krystian Lupa, Krzysztof Warlikowski, Dorota Buchwald, Olgierd Łukaszewicz, Paweł Łysak, Maciej Nowak, Konrad Imiela, Jan Klata.

Protesty wspierają też artyści za granicą, m.in. aktorki Juliette Binoche, Isabelle Huppert, reżyser teatralny Peter Brook, dyrektorzy paryskiego Odeonu i Teatru Narodowego w Strasburgu, szefowie festiwalu w Awinionie oraz Unii Teatrów Europejskich.

Na początku był bunt

W tym czasie część załogi zostaje zwolniona, część odchodzi, dotychczasowe tytuły znikają z afisza. - Przez pierwszy rok był bunt. Do swoich manifestów używaliśmy języka teatru, zrobiliśmy siedem performansów. A potem postanowiliśmy przekuć tę energię w coś trwalszego. Wszyscy chcieliśmy robić teatr. Tak powstał Teatr Polski w Podziemiu - mówi Piotr Rudzki, były kierownik literacki Teatru Polskiego, dziś kurator artystyczny Teatru Polskiego w Podziemiu.

Igor Kujawski w Teatrze Polskim pracuje od 1984 roku, gra też w Podziemiu. - Miałem w tym mieście trzy żony, osiem mieszkań, dziesięć samochodów i jeden teatr. Wszystko w moim życiu kręciło się wokół tego teatru. I nagle przestało. Teraz, na stare lata, schodzę do podziemia, zaczynam robić off, bawię się w harcerzyka. To początek trudnej, ale ciekawej drogi - mówi aktor.

Solidarnie z aktorami do podziemia schodzą reżyserzy: Monika Pęcikiewicz, Krzysztof Garbaczewski, Seb Majewski, Łukasz Twarkowski i Tomasz Węgorzewski. Na afiszu m.in.: "Postać dnia", "Poskromienie", "Książę" i "Mojżesz".

Kadr ze spektaklu 'Postać dnia'Kadr ze spektaklu 'Postać dnia' Natalia Kabanow

Symboliczna nazwa

Teatr Polski w Podziemiu to, jak tłumaczą artyści, symboliczna nazwa. - Nazwa naszego sprzeciwu. Powstała w opozycji do tego, co się dzieje w teatrze. Nie tak dawno podziemie oznaczało sprzeciw wobec władzy, wobec systemu. A my mówimy o sztuce. Nagle przyszło coś, odcięło prąd, a my musieliśmy się jakoś w tym odnaleźć - kwituje aktor, Tomasz Lulek. W Teatrze Polskim pracowała też jego żona, Halina Rasiakówna. Dziś pracuje w Warszawie, w Teatrze Studio. Aktorzy zdecydowali się żyć na dwa domy, dwa miasta. Razem grają w Podziemiu.

A jest to teatr bez dyrektora, bez stałego zespołu, bez zaplecza technicznego. - Tworzenie w takich warunkach jest trudne. Bardzo trudne. Zwłaszcza gdy człowiek funkcjonował w instytucji i nie musiał się martwić tym, czy są ręczniki, czy podłoga na scenie jest czysta. Bo to po prostu było. Jak powietrze. A teraz to powietrze musimy sobie stworzyć - wyjaśnia Igor Kujawski.

Przyjaciele z czasów wojny

Artystów, którzy tworzą w Podziemiu, łączy niezwykła więź. - Ta masakra, która im się przytrafiła, to zło i zniszczenie, to wszystko niezwykle zintegrowało zespół. Tak, jakby to była grupa przyjaciół, która była razem na wojnie i przeżyła coś okropnego. To ludzie, którzy nie chcieli się rozstać. Chcieli to wszystko odwrócić i przez wspólne działanie postanowili ocalić dawne wartości - wyjaśnia Katarzyna Majewska.

Teatr Polski w Podziemiu cały czas się zmienia. Na początku jest to tylko profil na Facebooku -zbuntowana część zespołu publikuje pod tą nazwą kolejne protesty i relacjonuje kolejne odsłony konfliktu w teatrze. Pierwszą podziemną produkcję wymyśla Krzysztof Garbaczewski, realizując "Tak zwaną ludzkość w obłędzie". Próby trwają zaledwie kilkanaście godzin, gościnnie występują: Agata Buzek, Marta Ojrzyńska i Bartosz Bielenia. Przestrzeni użycza Teatr Muzyczny Capitol.

 

Potem Podziemie wystawia "Pluskwę" w reżyserii Michała Borczucha i "Makbeta" Pawła Świątka. Na czwartą premierę - "Kryształy stałe" - składają się fragmenty wszystkich spektakli zdjętych z afisza przez ówczesnego dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, Cezarego Morawskiego.

Miażdżący raport NIK

Po ponad dwóch latach walki o odwołanie dyrektora, ostatecznie Marszałek Województwa Dolnośląskiego, Cezary Przybylski, odwołuje go ze stanowiska w listopadzie 2018 roku. Dzieje się to dopiero wtedy, gdy kontrolerzy NIK-u negatywnie oceniają działalność teatru. Wykazują nieprawidłowości w wydatkach, ponad milion złotych długu i spadek frekwencji. Raport wykazuje, że liczba odbiorców spadła niemal o połowę - z 96 tysięcy widzów w 2015 r. do jedynie 48,3 tysięcy w 2017 r.

Od tego czasu Teatr Polski we Wrocławiu cały czas nie ma dyrektora. Instytucja prowadzona jest wspólnie przez Urząd Marszałkowski (w regionie rządzi koalicja Bezpartyjnych Samorządowców i Prawa i Sprawiedliwości) oraz Ministerstwo Kultury.

Potrzebne pospolite ruszenie

Krytycy teatralni nie kryją rozczarowania. - Czy stać nas wszystkich na to, żeby największy teatr na Dolnym Śląsku, jeden z większych w Polsce, zdychał? Ja nie rozumiem, dlaczego mamy na to pozwalać. Tli się we mnie jeszcze nadzieja, że nie będzie na to zgody i nastąpi pospolite ruszenie ludzi kultury - mówi dziennikarka, Magda Piekarska

O stracie mówią też aktorzy. - Tracimy ważną instytucję. Nie tylko ważną dla Wrocławia, ale dla całego kraju. Czternastogodzinne "Dziady", pokazane w całości, bez skrótów, są arcydziełem, które trzeba cenić. Dziś leżą w piwnicy. To tak, jakby ktoś schował w Muzeum Narodowym "Damę z łasiczką" i powiedział, że teraz tu nie będzie wisieć - mówi aktor Michał Opaliński. - Niestety w tym teatrze widać Polskę w pigułce. Jak w soczewce - kwituje.

Kadr ze spektaklu 'Ludzkość w obłędzie'Kadr ze spektaklu 'Ludzkość w obłędzie' Natalia Kabanow

Pogrom, pogrzeb, kataklizm

Część artystów teatru na nic już nie czeka. Znajdują pracę w innych miastach, większość przenosi się do Warszawy, m.in: Anna Ilczuk, Marta Zięba, Halina Rasiakówna, Katarzyna Strączek, Ewa Skibińska, Bartosz Porczyk, Michał Opaliński, Adam Cywka, Andrzej Kłak i Adam Szczyszczaj. - To był pogrom. To był pogrzeb. Coś się skończyło. Dla mnie prywatnie to był kataklizm - mówi Adam Szczyszczaj, dziś aktor Teatru Narodowego w Warszawie. - Długo się broniłem, ale ta sytuacja ostatecznie zmusiła mnie do przeprowadzki, do zmiany wszystkiego w moim życiu. Musiałem to zrobić, bo aktor, który nie gra, umiera - dodaje.

Rozrzuceni po kraju aktorzy, spotykają się we Wrocławiu, w Teatrze Polskim w Podziemiu. - Ta dewastacja, która teraz dzieje się w kulturze, przyniesie coś nowego, odrodzi się coś dobrego. Ja w to wierzę - mówi profesor Mirosław Kocur, dyrektor Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego.

Dawna publiczność Teatru Polskiego też wybiera Podziemie. - Tam tworzą artyści, którzy gwarantują jakość - mówi Magdalena Chlasta-Dzięciołowska, która reprezentuje publiczność teatru. - Ta sztuka czasem jest trudna, czasem nieoczywista, czasem uwiera, ale to zawsze jest ważny czas. Nie możemy teraz odpuścić, nie możemy zrezygnować. Jesteśmy publicznością, która wie, dlaczego ten teatr jest ważny. Mamy siłę, żeby o ten teatr walczyć. A serce publiczności Teatru Polskiego bije w Podziemiu.

Kadr ze spektaklu 'Mojżesz'Kadr ze spektaklu 'Mojżesz' Natalia Kabanow

Szansa na nowe?

Urząd Marszałkowski, po ponad roku, wysuwa swoją kandydaturę na stanowisko dyrektora teatru - urzędnicy chcą, żeby dyrektorem naczelnym został Jacek Gawroński, były dyrektor dolnośląskiego wydziału kultury. Dyrektorem artystycznym miałby zostać wtedy Jan Szurmiej. Kandydata musi zaakceptować Ministerstwo Kultury, potrzebne są też opinie związków zawodowych. - Gdy formalności się dopełnią, wtedy będzie można oficjalnie powołać dyrektora. To kompromis zawarty przez dwie strony współprowadzące teatr, czyli urząd marszałkowski i ministerstwo - tłumaczy Michał Bobowiec z zarządu województwa.

Dziennikarka i krytyczka teatralna, Magda Piekarska przekonuje, że największa scena Dolnego Śląska zasługuje na lepszych kandydatów – Po tylu miesiącach czekania,  można było się spodziewać nazwisk na miarę Jana Klaty, Krzysztofa Warlikowskiego, Grzegorza Jarzyna. Tymczasem mamy Jacka Gawrońskiego i Jana Szurmieja.  To wielkie rozczarowanie, złość i smutek - kwituje.

***

Więcej o aktorach i Teatrze Polskim we Wrocławiu w reportażu Małgorzaty Waszkiewicz TEATR JEST NAJWAŻNIEJSZY:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM