,
Obserwuj
Kultura

Wirtualne influencerki przejmują rynek. Poznasz je po dwóch rzeczach

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
17.12.2023 10:54
Dzięki sztucznej inteligencji coraz łatwiej i taniej tworzyć w internecie sztuczne byty. Wirtualne influencerki podbijają dziś social media. Czasem można je zdemaskować, czytając podpisy i licząc zęby. - Mam problem natury mocno etycznej - mówi Wojciech Kardyś pytany o Aitanę Lopez i inne "AI Girls".
|
|
fot. instagram.com/fit_aitana

Rosnąca popularność wirtualnej influencerki Aitany Lopez spowodowała, że na nowo wybuchła dyskusja o granicach fikcji w social mediach i przyszłości influencerstwa. Gość Karoliny Głowackiej w Poranku Radia  TOK FM - Wojciech Kardyś, ekspert do spraw komunikacji internetowej i social mediów z Akademii im. Leona Koźmińskiego, przyznaje, że coraz ciężej dziś odróżnić prawdziwych influencerów od tych wirtualnych.

- Niczym się nie różnią, oprócz tego, że nie istnieją w rzeczywistości - stwierdził ekspert. - Social Media to jeden wielki teatr i tak naprawdę mało kto, jest tam prawdziwy - przekonywał ekspert.

Gość audycji tłumaczył, że w sieci, a zwłaszcza w social mediach każdy nakłada maskę. A teraz już mamy świetne środki, by ją po prostu stworzyć. Kardyś przyznał zresztą, że niekiedy również to robi.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Bardzo ważna jest płeć

- Jeśli chodzi o trend wirtualnych influencerów, to jest on ciekawy. - przyznał ekspert, ale zauważył, że nie jest to kwestia ostatnich miesięcy. - On istnieje od 2016 roku. Tylko sztuczna inteligencja przyśpieszyła cały ten proces. Teraz stworzenie takich postaci jest bardzo, bardzo tanie - wyjaśnił.

- Żeby stworzyć wirtualnego influencera między 2016 a 2021 rokiem trzeba było wykorzystać specjalny silnik graficzny, którego używa się do produkcji wymagających gier komputerowych. Stworzenie takiej postaci, zanimowanie jej i generowanie to był koszt między sto a dwieście tys. złotych - powiedział ekspert. - Dlatego nie ma za wielu wirtualnych influencerów - tłumaczył.

Przełom nastąpił niedawno dzięki szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji. Pozwoliła ona na sprawne generowanie mnóstwa tzw. "AI Girls". Okazuje się bowiem, że w tej dziedzinie kwestia płci jest bardzo istotna. - Wygenerowanie wirtualnej dziewczyny jest o wiele prostsze, szybsze i dokładniejsze niż wygenerowanie wirtualnego faceta - stwierdził Kardyś. Dlaczego? Zdaniem eksperta odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. - Sztuczna inteligencja musi się nauczyć, jak dana postać wygląda. A o wiele chętniej w internecie udostępnianie są zdjęcia kobiet np. na Instagramie niż mężczyzn - tumaczył. To oznacza, że sztuczna inteligencja "łatwiej się nauczyła kobiety niż mężczyzn". 

W efekcie pani Aitana Lopez wygląda naprawdę realnie, przyznał gość audycji. Ale zauważył też, że bardzo często pozuje tak, że nie widzimy jej rąk.

 

- Jeżeli ktoś chce sprawdzić, czy dane zdjęcie jest stworzone przez sztuczną inteligencję, to warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to uśmiech. Liczymy zęby, bo z zębami sztuczna inteligencja ma zawsze problem - tłumaczył ekspert. - No i oczywiście też liczba palców. Podobno te nowsze wersje nauczyły się i już radzą sobie z palcami, ale jeśli idzie o zęby, dalej jest problem - mówił Kardyś. Dlatego Aitana nie uśmiecha się szeroko i raczej nie pokazuje palców.

Drobne problemy nie zmieniają faktu, że większość odbiorców internetu daje się nabrać, a uroda wirtualnych influencerek robi wielkie wrażenie. Ponoć do Aitany z prośbą o randkę napisał pewien popularny aktor (z pięcioma milionami followersów). - Tak przynajmniej twierdzą jej twórcy - zaznaczył rozmówca Karoliny Głowackiej. 

- Jest taka influencerka stworzona na rynek chiński, na Instagramie nazywa się imma.gram. Jest tak dobrze zrobiona, że widać meszek nad górną wargą - zachwycał się ekspert. - Ja zwariowałem, gdy zobaczyłem jej portret. Absolutnie nie odgadłbym, że jest stworzona wirtualnie - przyznał

 

Narastającym problemem jest uświadomienie odbiorcom, że to postacie sztucznie wykreowane. - Na razie nie ma żadnych regulacji i to jest moim zdaniem problem - powiedział Kardyś. - Jeżeli chodzi o te bardziej znane, czyli te, które posiadają powyżej 100 tys. followersów, osoby generowane przez sztuczną inteligencję, mają w biogramach albo że są robotem, albo że są stworzone przez AI. To jest taka furtka, żeby Instagram nie usunął im tego konta - tłumaczył ekspert. Ale dodał, że te podpisy są "na wszelki wypadek", bo nie ma żadnych przepisów wymagających takiego podpisywania. 

Problem natury etycznej

- Mam problem natury mocno etycznej -  przyznał gość. Kardyś nakreślił szerszą perspektywę, z której wynika (to efekt badań), że niezależnie od naszego wieku, czy nawet świadomości fałszu i tak media społecznościowe, a zwłaszcza Instagram wpływają na nasze samopoczucie, zawyżając nasze wymagania wobec samych siebie. - Wszyscy wiemy, że Instagram to różowy świat. Wszyscy tam są szczęśliwi, nikt nie myśli o tym, że to pomalowane osoby, które wykorzystują filtry, programy do obróbki zdjęć. A teraz oprócz tych wspaniałych, prawdziwych influencerów, którzy są najlepszą wersją siebie, będziemy mieć influencerów, którzy są wirtualni i którzy są piękni przez 24 godziny na 7 dni w tygodniu - opowiadał.

- Ludzie są wzrokowcami -  mówił Kardyś, tłumacząc brak świadomości, tego, że "AI Girls" nie są prawdziwe, koncentrowaniem się na obrazkach i pomijaniem jakiejkolwiek lektury. - Zwłaszcza w Polsce. Nie mamy edukacji social mediowej. W Finlandii to się nazywa "digital skills", gdzie w szkołach są specjalne lekcje dotyczące fact-chekingu, sprawdzania, badania źródła, weryfikacji. U nas tego nie ma - przyznał.

Dodatkowym aspektem wirtualnych influencerów, który trzeba zacząć brać pod uwagę, jest podejście do nich reklamodawców. Kardyś przyznał, że rozmawiał z ludźmi na wysokich stanowiskach w kilku korporacjach i marki patrzą na to zjawisko przychylnym okiem. - Kilka miesięcy temu mieliśmy ogromną aferę na polskim YT. Aferę pedofilską, w którą byli zaangażowani topowi gwiazdorzy - przypomniał ekspert. - Mając wirtualnego influencera, marka jest bezpieczna. Bo on się nigdy nie upije, nie powie niczego złego, będzie zawsze grzeczny, nie będzie marudzić, będzie zawsze gotowy, żeby współpracować i zrobi wszystko to, co marka zażąda - spuentował.