Demograficzna szklana kula nie zostawia wątpliwości: będzie nas coraz mniej. Co z rynkiem pracy?
W tym artykule wszyscy się policzymy. Sprawdzimy też, ile mamy lat, ilu się rodzi, a ilu umiera, ilu wyjeżdża na stałe, a ilu obcokrajowców przyjeżdża na dłuższy czas. Oraz wyjaśnimy, co z tego wynika. To będzie opowieść o tym, dlaczego mamy szansę na pobicie polskiego rekordu wszech czasów w kategorii: bezrobocie. I to w czasie ewidentnego spowolnienia gospodarki, nie najlepszej kondycji konsumentów, a co za tym idzie handlu. I jeszcze gorszej kondycji, najprężniejszych do tej pory branż eksportowych.
Ta historia zaczyna się w kołysce. Dosłownie. W Polsce z rodzi się coraz mniej i mniej dzieci. W ciągu 12 miesięcy do września w Polsce przyszło na świat 280 tysięcy dzieci. W tym samym czasie zmarło 414 tysięcy osób. Rachunek jest prosty. Różnica wynosi ponad 130 tysięcy ludzi. I o tyle skurczyłaby się w ubiegłym miesiącu ludność kraju, gdyby nie migracje. Czyli ruch do Polski, szczególnie ze wschodu. A to znaczy, że tempo spadku urodzeń po raz pierwszy jest dwucyfrowe. I tu mamy pierwszy rekord. Na pierwszy rzut oka wyglądający niepozornie. Ale stoją za nim tak poważne konsekwencje dla całej gospodarki i każdego obywatela kraju, że sprawy - nazwijmy je ogólnie rodzinnymi, znalazły się w centrum polskiej polityki. A że niewiele z tego wynikało, to już zupełnie inna sprawa.
Nie 38, a 30 milionów Polaków
W ciągu sześciu ostatnich lat liczba urodzeń spadła w Polsce o jedną trzecią. Część tego spadku to pokłosie poprzedniego niżu demograficznego, sprzed 20-30 lat. Druga sprawa to fakt, że spośród tych Polaków, którzy mogliby posiadać potomstwo, coraz mniej ma dzieci lub decydują się tylko na jedno dziecko. A to oznacza brak zastępowalności pokoleń. Polaków jest coraz mniej i mniej. A ten liczbowy ubytek będzie tylko przyspieszać. I tutaj czas na wgląd w statystyczną szklaną kulę.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Główny Urząd Statystyczny przygotował nową prognozę demograficzną dla Polski. I tutaj... seria smutnych liczb.
Do 2060 roku w scenariuszu najbardziej prawdopodobnym będzie nas 30 milionów. Czyli o 8 mln mniej. Jeśli wszystko potoczyłoby się w najgorszy z możliwych sposobów, liczba ludności Polski spadnie do 26 milionów, to o jedną trzecią mniej niż dzisiaj. Najmniej ludzi ubędzie w województwie: świętokrzyskim, zniknie stamtąd co trzeci mieszkaniec. Czy potraficie to sobie wyobrazić? To wyludnione całe miejscowości, brak możliwości rozwoju w każdym możliwym wymiarze. Nowoczesność ograniczona do największych aglomeracji. Brak rąk do pracy. Bo ludzi w wieku produkcyjnym będzie za mało. Dzisiaj na każde 100 pracujących osób przypada 70 seniorów, za ćwierć wieku będzie ich 105. A to znaczy, że więcej Polaków będzie wtedy na emeryturze niż 'na pensji'. Polska już jest, a w kolejnych lata jeszcze bardziej niż teraz krajem migracyjny z dodatnim saldem migracji. Cóż to takiego?
Konkurencja staje się coraz ostrzejsza
To różnica liczby osób, które przyjeżdżają do Polski na stałe i liczby wyjeżdżających z kraju. Od siedmiu lat wynik tego działania jest dodatni. Częściowo dlatego, że mniej Polaków emigruje. Bardziej dlatego, że rośnie liczna imigrantów. Głównie z krajów na wschód od Polski z Białorusi, Ukrainy, Gruzji, Armenii, Kazachstanu czy Indii. Nie ma natomiast zmiany, gdy chodzi o powroty Polaków z Zachodu. Innymi słowy, kto wyjechał, raczej nie wraca, ale coraz szerszym strumieniem płynie do Polski rzesza przyjezdnych ze Wschodu. Bo w gospodarce coraz więcej ich potrzeba. Na dodatek konkurencja o ręce migrantów, które są potrzebne do pracy, staje się coraz ostrzejsza.
Bo ludzi do pracy szukają wszyscy polscy sąsiedzi. Czechy poluzowały ostatnio prawo dla przyjeżdżających z Ukrainy. Niemcy podpisały też porozumienie z Kosowem o kształceniu lekarzy. Będą finansować uczelniom prowadzenie wydziałów medycznych w zamian za naukę zgodną z niemieckimi standardami i ułatwienia w zatrudnieniu kosowskich lekarzy. Wprowadzają też specjalny program migracyjny na wzór Kanady czy Australii, będą pomagać w sprowadzeniu się na stałe obcokrajowców spoza Unii Europejskiej z wykształceniem w konkretnych zawodach. A że i Czesi i Niemcy płacą więcej niż Polacy, więc migracyjna przyszłość Polski rysuje się w coraz ciemniejszych barwach. I tu jest miejsce na kolejny rekord. I znów może to być rekord wszech czasów.
Demograficzne 'odchudzanie' siły roboczej
Bezrobocie w październiku może spaść w Polsce poniżej 5 procent. Mielibyśmy zatem rekord. Bo to najmniej od 1990 roku. Wcześniej było mniej, bo gospodarka byłą centralnie sterowana, w tamtym modelu pracowali podobno wszyscy.
I teraz wyjaśnienie: w Polsce spada liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne, bo gospodarka cierpi na brak rąk do roboty. Niemal wszyscy, którzy chcą i mogą - oprócz jednej grupy: kobiet z mniejszych miejscowości - już pracują. Każdego roku z rynku znika około 100 tysięcy pracowników. To różnica pomiędzy liczbą pracowników odchodzących na emeryturę oraz kończących szkoły i zaczynających pracować. I to właśnie ten fakt, czyli demograficznego odchudzania siły roboczej to najważniejszy z powodów, dla których Polska może się pochwalić rekordowo niskim bezrobociem. Po prostu pracy jest więcej niż chętnych. Z tego samego zresztą powodu możemy spać spokojnie: nie będą nas masami zwalniać, co najwyżej nie zatrudnią nowych, gdy starzy odejdą. Nie będą też ciąć pensji. Co najwyżej nie będą mocno podnosić, ale podnosić muszą. Bo dobra pensja to jedyny sposób, by w ogóle mieć pracowników. A już zwłaszcza tych najbardziej doświadczonych i najlepiej wykształconych.
Zwłaszcza że hamuje też migracja. Kto miał przyjechać do Polski z Ukrainy czy Białorusi i zacząć tutaj pracować już przyjechał. Liczba obcokrajowców rejestrowanych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych do ubezpieczenia jesienią zaczęła hamować. Zresztą po latach nieustannych wzrostów. Mamy więc około 1 miliona pracujących legalnie cudzoziemców, w tym około 700 tysięcy obywateli Ukrainy. Tych ostatni więcej nie będzie. A może być mniej, bo z pierwszego miejsca jako cel ukraińskiej migracji wojennej Polska spadła na miejsce drugie. Mamy dzisiaj mniej niż milion uchodźców, za to Niemcy mają ponad milion. W Niemczech po prostu zarabia się więcej.
Mamy więc klops. Pracy nie brakuje, płace rosną, ale przesadnie cieszyć się nie ma z czego. Bo jeśli nie stanie się demograficzny cud, już za chwil kilka będzie nas połowa. I połowa gospodarki.