Silny jak polski złoty, mocny jak giełda. Padają rekordy za rekordami
Dziś będzie o rekordach — rekordzie wszech czasów, jaki padł ostatnio na warszawskiej giełdzie oraz wieloletnim rekordzie mocy polskiego złotego. Ten drugi odczuwamy już zresztą w swoich portfelach — na co dzień, choćby tankując na stacji paliw. Z czego ta moc wynika? Co się za nią kryje? I czy może jeszcze potrwać?
W ostatnich dniach padła psychologiczna bariera. To bariera czterech złotych za jednego dolara — po raz ostatni taki poziom był widziany na chwilę w lipcu, a wcześniej — w początkach 2020 roku! Trudno w to uwierzyć, ale dokładnie rok temu, kiedy padały rekordy słabości polskiego złotego, dolar był wyceniany na ponad 5 złotych!
Teraz jednak dolar słabnie w rytm spadającej w Stanach Zjednoczonych inflacji. Tak to wygląda: im lepiej z inflacją, tym gorzej dla dolara. Dlaczego tak jest? Sekret tkwi w stopach procentowych. Bo im inflacja niżej, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że amerykański bank centralny będzie dalej je podwyższał. I choć zapowiada, że utrzyma je "wyżej na dłużej", żeby mieć pewność, że wzrost cen będzie opanowany, to rynki już wiedzą swoje: zbliża się moment, w którym stopy procentowe zaczną spadać, a to oznacza, że inwestowanie w dolara i wszystko, co się z nim wiąże, czyli na przykład amerykańskie obligacje, będzie coraz mniej opłacalne. Trzeba więc szukać innych możliwości zarobku. I tu wchodzą, całe na biało, tak zwane rynki wschodzące i ich waluty, zwłaszcza złoty.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Splot korzystnych dla złotego czynników
Im słabszy dolar, tym lepiej dla złotego. Naszej walucie pomaga też efekt powyborczy, bo to właśnie od momentu wyborów zaczęło się szaleństwo z umocnieniem oraz wyceniana przez rynki przerwa w cyklu obniżek stóp procentowych w Polsce. Mamy więc splot korzystnych dla złotego czynników — globalnych — to wspomniany już dolar oraz lokalnych.
Co więcej, perspektywy na najbliższy czas wydają się dla złotego całkiem niezłe. Tak przynajmniej mówią analitycy walutowi. Wprawdzie przewidywanie kursów można porównać do wróżenia z fusów, ale są przesłanki pozwalające sądzić, że złoty łatwo swojej mocy nie odda: to sytuacja polityczna, odbudowująca się gospodarka, perspektywa napływu pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy i sytuacja na rynkach międzynarodowych. Ale dlaczego poświęcamy tyle uwagi temu, co dzieje się ze złotym? I dlaczego jego kurs powinien w ogóle nas interesować?
Bo odczuwamy go na co dzień w portfelach. Kurs dolara jest — obok cen ropy naftowej — najważniejszym czynnikiem wpływającym na ceny paliw na stacjach. To właśnie silnemu złotemu zawdzięczamy to, że skończyliśmy ze wzrostami po przedwyborczych czarach-marach nad dystrybutorem. Swoje zrobiła taniejąca ropa, ale polskie rafinerie płacą za nią w dolarach więc, mówiąc w dużym uproszczeniu, płacą mniej i przez to my możemy taniej tankować. Na podobnej zasadzie tańsze są też sprowadzane z zagranicy towary, bo importerzy płacą za nie mniej. Mamy więc mniej importowanej inflacji. No i oczywiście kurs interesuje nas, kiedy jedziemy na zagraniczny urlop. Wydany na przykład w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech tysiąc euro na noclegi i rozrywki, oznaczał dla nas jeszcze kilka miesięcy temu niemal pięciotysięczny wydatek w złotych. Teraz w kieszeni zostanie nam około pięciuset złotych.
Polska mistrzem śwIata w konkurencji: giełda. Na jak długo wystarczy paliwa?
Rekord na warszawskiej giełdzie
Złoty wybitnie wspomógł też warszawską giełdę, która w ostatnich dniach pobiła rekord wszech czasów! Te wszech czasy w przypadku warszawskiego parkietu to raptem 32 lata, ale w tym czasie indeks szerokiego rynku WIG nigdy nie był tak wysoko. Hossa więc przyspiesza, ostatnio napędzana przez banki. Inwestorzy mają nadzieję, że wraz ze zmianą władzy zmniejszą się nakładane na ten sektor obciążenia. Mocno wzrosły też takie branże jak budownictwo, odzież i motoryzacja. Niestety, znacznie gorzej radzi sobie sektor, który kiedyś był perłą warszawskiej giełdy: gaming, czyli producenci gier.
Zresztą nie tylko warszawska giełda radzi sobie tak dobrze: rekord trwającej hossy pobił również na przykład amerykański technologiczny Nasdaq, choć tam napędzają go spółki wysokich technologii na fali szaleństwa związanego ze sztuczną inteligencją.
Mamy więc rekordy za rekordami: na giełdzie i na rynku walutowym. Optymizm napędzany hossą trwa w najlepsze i może jeszcze potrwać, jeśli — jak lubią zastrzegać ekonomiści — nie zdarzy się nic nadzwyczajnego. A ostatnie lata przyzwyczaiły nas, że nadzwyczajne wydarzenia lubią się pojawiać w najmniej spodziewanym momencie.