Wakacje na zimno, czyli coolcation. Nowy trend w turystyce i najpopularniejsze kierunki
Skoro gorące południe jest za gorące - wyjściem jest zwrot o 180 stopni i podróż w miejsca, które wciąż życzą sobie turystów. Jak Grenlandia, która właśnie otwiera pierwsze duże międzynarodowe lotnisko, które będzie przyjmować duże pasażerskie odrzutowce. Problem tylko w tym, że na razie w stolicy Grenlandii jest zaledwie nieco ponad 500 pokojów hotelowych, a jej władze już zastanawiają się jak nie dopuścić do zadeptania wyspy.
Wakacje na zimno, czyli coolcation.
W tym roku w lipcu i sierpniu południe Europy pobiło wszelkie możliwe pogodowe rekordy. W tym rekord temperatury z trzema z rzędu lipcowymi dniami, które zapisano już w kronikach jako historycznie najgorętsze na kuli ziemskiej. W tym czasie nad Morzem Śródziemnym z nieba żar lał się tak wielki, że wielu wczasowiczów czas od wschodu do zachodu słońca spędzało w klimatyzowanych pomieszczeniach.
Nic więc dziwnego, że największe portale turystyczne świata szykują rankingi nowych najbardziej atrakcyjnych kierunków turystycznych. Generalnie - kierunek północ. Czasami kierunek południe, ale w czasie, gdy panuje tam pora chłodna, gdzie indziej nazywana zimą.
Turystów dużo, pieniędzy mało. Nowy trend w Bieszczadach
Najbardziej atrakcyjne kierunki na coolcation
- Numer jeden: Norwegia z jej zimnym morzem, fiordami i lodowcami. Temperatura w lecie - statystycznie - nie przekracza tam 20 stopni Celsjusza. Ale w ostatnich latach południe Norwegii też spływało potem w upiornym skwarze. Więc i tam 100-procentowej gwarancji chłodu nie ma. No chyba, że za kołem podbiegunowym. Jest za to gwarancja drenażu kieszeni, bo to jeden z najdroższych europejskich krajów.
- Numer dwa: Islandia. Tu sprawa jest prosta, jak sama nazwa wskazuje - to kraina lodu. I choć Islandia leży nieco bardziej na południe niż Norwegia, to w sierpniu jest tam co najwyżej 15 stopni ciepła. Plaż - brak. Podobnie z drzewami - islandzkie lasy wieki temu zostały ścięte i przerobione na łodzie. Są ciepłe źródła i wulkany, oraz plan islandzkich władz ograniczenia turystyki, bo przyjezdni zadeptują wyspę. Będzie więc dodatkowy podatek turystyczny. I ograniczenia dla nowych hoteli, na które przerabiany jest każdy nadający się do tego budynek w Reykjaviku.
- Numer trzy: Szkocja. To kierunek dla miłośników przeżyć ekstremalnych. Bo ta północna część Wielkiej Brytanii słynąca ze średniowiecznych zamków i spektakularnych widoków, nie dość, że jest zimna - w sierpniu temperatura nie przekracza 18 stopni - to na dodatek jest mokra. Ale z pewnością nie tak uczęszczana jak inne chłodne kierunki podróży.
- Numer cztery: Finlandia, kraina tysiąca jezior i nieprzebytych lasów. Minus? Najdłuższa w Europie granica z Rosją, ale klimat sprzyjający wypoczynkowi w miłym chłodzie, nawet w samym środku lata.
- Numer pięć: Dania. Nieco cieplej niż w położonej bardziej na północ Norwegii, ale lać potrafi jak w norweskim Bergen. Dania już narzeka na turystyczny tłok na wybrzeżu, szczególnie w najpopularniejszym wśród surferów wybrzeżu Jutlandii, zwanym zresztą Hawajami Północy.
- Grenlandia, czyli wakacje w chłodzie - wersja ekstremalna,
- Nadbałtycka Estonia,
- Portugalska Madera (zwana wyspą wiecznej wiosny),
- Australia zimą,
- Szwajcaria i jej alpejskie lodowce,
- Kolumbia Brytyjska w Kanadzie.
Grenlandia - coolcation level hard
Grenlandia to największa wyspa na świecie, zamorskie terytorium Danii położone na północ od Europy. Podróżujący samolotem do Stanów Zjednoczonych zwykle podziwiają ją z góry. Geograficznie należy do Ameryki Północnej, historycznie i politycznie do Europy. Pokryta w ponad 80 procentach przez lądolód, w większości wiecznym śniegiem, jest słabo zaludniona. Grenlandia liczy około 55 tysięcy mieszkańców, większość z nich to Innuici. Niemal połowa wszystkich Grenlandczyków mieszka w stolicy prowincji, czyli Nuuk.
Jak bardzo chłodne mogą tam być chłodne wakacje? Ekstremalnie chłodne. Na Grenlandii panuje klimat polarny, a na wybrzeżach subpolarny. Średnia dla lipca dla terenów nadmorskich to 10 stopni, a dla północy wyspy tylko 3. Czyli coolcation - level master. Stąd pomysł grenlandzkich władz szerokiego otwarcia turystycznych wrót, bo wyspa ma podstawowy problem: brak możliwości wygodnej podróży. Żeby dolecieć z Europy do Nuuk należy przesiąść się co najmniej raz, a czasami dwa lub trzy razy.
I to właśnie w Nuuk lada chwila wystartuje nowy, międzynarodowy port lotniczy, przystosowany do przyjmowania dużych samolotów pasażerskich. Bo do tej pory do grenlandzkiej stolicy można się było dostać małą maszyną z przesiadką w innej części wyspy. Rejsowe samoloty lądowały na lotnisku wojskowym z czasów Drugiej Wojny Światowej w Kangerlussuaq. Albo na południu wyspy w niegdysiejszej amerykańskiej bazie wojskowej. W listopadzie Grenlandia to zmieni. Po raz pierwszy w historii na wyspę będzie można przylecieć bezpośrednim rejsowym samolotem z Europy czy Stanów Zjednoczonych. A za półtora roku to samo będzie można zrobić w Ilulissat, które słynie z gigantycznych gór lodowych, odrywających się od grenlandzkiego lodowca.
Grenlandzkie linie lotnicze już liczą potencjalne zyski. Mimo, że ceny biletów zaczęły spadać z powodu szerszej oferty, to liczba lotów będzie stale rosnąć. Grenlandia leży dokładnie pośrodku drogi pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi, z obu kontynentów lot do Nuuk trwa 4 godziny. Czyli - znośnie. Dlatego Grenlandczycy liczą przyszłe korzyści. Już w ubiegłym roku liczba turystów wzrosła skokowo o ponad jedną trzecią w porównaniu z rokiem poprzednim. W kolejnym latach ma być jeszcze lepiej, samoloty będą wozić coraz więcej i więcej ludzi. Do tej pory od kwietnia do sierpnia było to 55 tysięcy osób, w 2025 roku będzie ich dwa razy tyle. Dolecieć będzie jak, ale czy będzie gdzie się zatrzymać?
Z tym Grenlandia ma problem. W całej stolicy jest dzisiaj tylko 550 pokojów hotelowych, trwa budowa nowej bazy noclegowej. I debata jak ochronić Grenlandię przed zadeptaniem. W grę wchodzą nowe turystyczne podatki, obowiązek zakwaterowania na lądzie pasażerów wycieczkowców, wymóg odprowadzania przez tour operatorów podatków w Grenlandii czy całkowite zamknięcie niektórych okolic. Jak Park Narodowy Grenlandii - największy park narodowy na świecie. W tym rejon Alpefjord, gdzie rok temu luksusowy wycieczkowiec utknął wśród lodu, a najbliższy duński statek ratunkowy miał do pokonania - bagatela - 2 tysiące kilometrów. Fundując około 200 pasażerom naprawdę chłodne wakacje level master.