,
Obserwuj
Kultura

Tak nazywają Łukaszenkę na Białorusi. Prawda o rolnej potędze [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
22.02.2025 20:41
"Pomimo arogancji Łukaszenki trudno nazwać Białoruś rolną potęgą. To, że produkują mniej żywności niż Polska, jest zrozumiałe - mniej ludzi, mniej areału. Jeśli jednak spojrzymy na konkretne dane, zauważymy, że nie o to chodzi" - pisze Marcin Strzyżewski, autor reportażu "Białoruś. Kartoflana dyktatura".
|
|
fot. lASKI DIFFUSION / EAST NEWS

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Białoruś. Kartoflana dyktatura" autorstwa Marcina Strzyżewskiego, która ukaże się 26 lutego 2025 roku nakładem wydawnictwa Szczeliny.

Białoruś ma na Wschodzie pewną renomę. Swojego rodzaju memem jest stwierdzenie, że w Białorusi są czyste ulice. "Prezydent" kraju chwali się rozwiniętym rynkiem rolnym, produkcją traktorów i wysoką jakością wszystkiego, co powstaje w kraju nad Berezyną. "Wysoka jakość" była zresztą świadomie i celowo promowana przez białoruskie władze. Wydano niemałe pieniądze, żeby sąsiadom słowa "Białoruś" i "jakość" zaczęły się ze sobą dobrze kojarzyć.

Jeśli powiemy coś nieprzychylnego o Białorusi w polskim internecie, a piszę to na podstawie własnego doświadczenia, dość szybko znajdą się agresywnie przekonujący ludzie, że Białoruś jest dużo bardziej wolna, demokratyczna i bogatsza od Polski, która swój przemysł oddała w ręce liberałów i przez to go straciła. Prawdopodobnie reżim wydaje niemałe pieniądze, by ktoś pisał takie komentarze.

Niepokojące doniesienia z granicy. 'Rząd oszukuje nas wszystkich'

Jak wiele prawdy jest w tych mitach? Dokąd doprowadził kraj dyktator będący u sterów władzy jedną trzecią stulecia?

Przypomina mi się, jak wszedłem z Artiomem i Saszą do windy w ich bloku.

- Można tu kręcić horrory - powiedziałem, patrząc na telepiącą się konstrukcję, w której, rzeczywiście, scena morderstwa wyglądałaby mrocznie i bardzo przekonująco.

- Normalna winda, zobaczyłbyś te w Homlu. Nie będę przesadnie głęboko wchodził w kwestię białoruskiej gospodarki. W skrócie postaram się jednak nakreślić przepaść, jaka dzieli ten kraj od naszego. Zacznijmy od tego, że Białoruś liczy niecałe 9,2 miliona mieszkańców. Polska zaś około 37,7 miliona. To niemal dokładnie jedna czwarta.

Drugie ważne zastrzeżenie. Dane o gospodarce Białorusi czerpię często z oficjalnego portalu Narodowego Statystycznego Komitetu Republiki Białorusi. Rozmaite statystyki publikowane przez reżimy totalitarne potrafią być poważnie zawyżone (lub zaniżone, w zależności od potrzeb). Należy więc je traktować z pewną rezerwą, a w przypadku "osiągnięć" jako najbardziej optymistyczną możliwą wersję.

Zacznijmy od eksportu. To ciekawy wskaźnik, bo pokazuje nam, jak wiele towarów wyprodukowanych w danym kraju chce kupić ktoś poza tym krajem. W 2021 roku Białoruś chwaliła się eksportem na poziomie 39,98 mld dolarów. To najnowsze dane, jakimi dysponujemy. Polska ma cztery razy więcej ludności, więc dla zachowania proporcji powinna wyeksportować towary o wartości około 160 miliardów dolarów. W rzeczywistości były to aż 342 miliardy.

Oczywiście tego rodzaju porównanie samo w sobie jest wadliwe. Na rozmiary eksportu wpływa wiele obiektywnych czynników. Ma ono jednak sens w kontekście. Władze Białorusi, z ich wąsatym liderem na czele, lubią podkreślać, że ich kraj wybrał właściwą drogę zachowania radzieckiego przemysłu, a sąsiedzi pozwolili zniszczyć swoją gospodarkę złowrogim, globalnym siłom. Chodzi tu jedynie o to, by pokazać absurd takich stwierdzeń.

Co grozi Polsce po wojnie? 'Temu scenariuszowi da się jeszcze zapobiec'

Ze względów historycznych i geograficznych Białoruś ma najlepsze relacje z państwami Wspólnoty Niepodległych Narodów. Krajom tym reżim Łukaszenki sprzedał towary o wartości niemal 24 miliardów dolarów, z czego za 16,4 miliardów do Rosji. Dla Polski kierunek wschodni w handlu nie jest aż tak istotny. Dodatkowo w dużym stopniu ograniczyły go sankcje i kontrsankcje. Mimo to do samej Rosji Polska w 2021 roku wyeksportowała towary warte 36,5 miliarda dolarów.

Będący dawno temu dyrektorem sowchozu Alaksandr Łukaszenka wiele uwagi poświęca rolnictwu, a Białoruś tak mocno kojarzy się z ziemniakami, że niektórzy złośliwie nazywają "prezydenta" kartoflem z wąsem, ziemniaczanym wodzem, pührerem (skrótowiec od purée führer), prezydentem wykopków, władcą bulw, przewodniczącym pyrą… Przyjrzyjmy się więc wynikom białoruskiej uprawy ziemniaka.

Białoruscy statystycy podają wydajność pozyskania tego warzywa w ciągu dwudziestu lat na poziomie od 12,6 do 29,6 ton z hektara. Średnio w ostatnich dziesięciu latach było to 23,6 tony z hektara. Takie dane można było znaleźć na białoruskim portalu statystycznym dataportal.belstat.gov.by jeszcze w maju 2024 roku. W tej chwili są one już niedostępne. Za to białoruskie media chwalą się urodzajem na poziomie nawet 35,1 ton z hektara w 2023 roku. Średnia z ostatnich dziewięciu lat pokazuje, że Polska przebija, choć nieznacznie, Białoruś w wydajności uprawy kartofla. Stowarzyszenie Polski Ziemniak podaje, że średni polski plon z hektara ziemniaczanego pola wyniósł w 2020 roku 27 ton. W 2023 roku sięgnął on niecałych 30 ton z hektara.

Zdarzają się też (lokalnie) rekordowe plony ponad 70 ton z hektara, ale to już raczej ciekawostka.

Ostatecznie wydajność produkcji ziemniaków może zależeć zarówno od pogody, jak i kaprysów specjalistów od statystyki i propagandy. Różnice między Polską i Białorusią są na tym polu niewielkie, ale pokazuje to, że nawet w swojej "specjalizacji" Białoruś nie wygląda nadzwyczajnie. Dane za 2022 rok pokazują, że Białoruś osiągnęła 22,24 ton z hektara, Polska prawie 31 ton, Francja ponad 38, a USA ponad 49. Z drugiej strony Białoruś miała wynik lepszy niż Rosja, Ukraina, Rumunia czy Litwa. Tak czy inaczej, żadnym wielkim ekspertem od ziemniaka wąsaty król bulw nie jest.

Szokujące sekrety zakonnic. W tle zakupy broni i służby Łukaszenki

Za to eksport ziemniaków z Białorusi może robić wrażenie. Oficjalne źródła podają 300 tysięcy ton w 2022 roku. Polska w rekordowym 2021 roku wyeksportowała 98,9 tysięcy ton. Wciąż jednak nie daje to Białorusi wysokiego miejsca na liście światowych eksporterów kartofli. W ujęciu finansowym kraj ten zajmował 0,073 procent światowego rynku. Znacznie mniejsza Dania 1,14 procent, a rekordowa Holandia 17,7 procent.

Dlaczego zatem Łukaszenka jest tak silnie kojarzony właśnie z ziemniakami? Przeczytajmy fragment oficjalnej białoruskiej propagandy opublikowany na portalu agencji prasowej BelTa: "Ziemie prezydenckie tradycyjnie służą jako platforma eksperymentalna dla krajowych hodowców. Co roku testowane są tu nowe odmiany. Gdy tylko pogoda i harmonogram na to pozwolą, Prezydent osobiście wyrusza w teren. Alaksandr Łukaszenka zawsze sam kopie ziemniaki i ocenia plony".

"Ojciec narodu" pouczał także swoich obywateli, jak powinni jeść ziemniaki:

"Ja, oczywiście, wiele sam próbowałem, ale wybaczcie mi, po co jeść mięso z ziemniakami?" Jeśli zastanawia was kontekst tych słów, padły one na corocznym orędziu dyktatora do parlamentu. "Po co na noc żresz kartofle z mięsem? Jak będziesz spać?". Możemy zaobserwować tutaj zarówno troskę tyrana o kondycję swoich poddanych, jak i jego perfekcyjne wyczucie chwili.

Łukaszence zdarzało się też narzekać na to, że Białorusini kupują egipskie ziemniaki zamiast rodzimych. Zdarzało mu się mówić, że produkty zagraniczne nie służą "białoruskim organizmom" i grozić ludziom, że jeśli nie będą dbali o zdrowie, to sami będą płacić za swoje leczenie. Zupełnie jakby szpitale i przychodnie nie były finansowane z podatków.

Łukaszenka lubi podkreślać rolę rolnictwa w kraju i swoją rolę w jego rozwoju: "Generalnie rolnicy mają się czym pochwalić. Białoruś w pełni zaopatruje się w podstawowe rodzaje żywności. Znacząco przewyższa inne kraje WNP pod względem produkcji takich produktów i ich spożycia na mieszkańca".

W 2024 roku wąsata bulwa opowiadała, dlaczego białoruscy rolnicy i lekarze dobrze pracują. Nie mają wyjścia, bo za złą pracę grozi im kara. To oczywiście w domyśle jego osobista zasługa. W końcu to sam Łukaszenka trzyma kraj żelazną ręką, kontroluje, dogląda, pilnuje.

'Dla Putina Krym jest jak NRD'. Wacław Radziwinowicz o 'carze Atlantydy' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"A jego [rolnika – przyp. BelTA] jabłka są lepsze niż jakiekolwiek polskie. Ale najważniejsze jest to, że są czystsze. Ponieważ on wie, że jeśli wypuści świństwo na rynek, pojawią się pytania. A spróbujcie o coś zapytać Polaków… Dokładnie tak samo jest w służbie zdrowia i edukacji, więc wiecie. Jeśli lekarz bierze skalpel w dłonie, wie, że musi pracować od serca. Bo potem będą pojawiają się pytania".

Oczywiście sformułowanie "pojawią się pytania" brzmi bardzo łagodnie, ale dobrze wiemy, że to nie będą pytania w stylu: "jak się masz?". To będą pytania zadawane przez KGB w piwnicy.

Ogólny polski eksport żywności w 2021 roku miał rekordową wartość 37,4 miliarda euro, czyli około 44 miliardów ówczesnych dolarów. To więcej niż wyniósł cały białoruski eksport we wszystkich kategoriach w analogicznym okresie.

Pomimo arogancji Łukaszenki trudno nazwać Białoruś rolną potęgą. To, że produkują mniej żywności niż Polska, jest zrozumiałe - mniej ludzi, mniej areału. Jeśli jednak spojrzymy na konkretne dane, zauważymy, że nie o to chodzi. Weźmy na przykład produkcję zbóż - tu Białoruś wypada gorzej w liczbach bezwzględnych niż mniejsze i mniej ludne Dania oraz Bułgaria albo podobnie ludne, ale o połowę mniejsze terytorialnie Węgry.

Słyszę, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów

Wielką dumą białoruskiego lidera, pachnącego fryturą, jest produkcja mleczarska. Oficjalne media głoszą, że Białoruś jest jednym z pięciu największych eksporterów nabiału i czwartym największym eksporterem sera. Te dane BelTA podała w czerwcu 2023 roku. Wydaje się więc, że powinny one dotyczyć roku 2022. Zachodnie źródła zdają się tego nie zauważać i w dziesiątce największych eksporterów sera umieszczają kolejno Niemcy, Holandię, Włochy, Francję, USA, Danię, Nową Zelandię, Belgię, Irlandię i Polskę.

Białoruski eksport żywności według danych z 2021 roku był mniejszy (licząc w dolarach) niż Węgier, Łotwy, Słowacji, Czech, Finlandii, Portugalii czy Izraela. Celowo z długiej listy krajów, sprzedających więcej jedzenia niż Białoruś, wybrałem kilka tych, które, gdy weźmiemy pod uwagę liczbę ludności i powierzchnię, nie powinny w dziedzinie eksportu z Białorusią wygrać. (...)

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>