"Sędzia z prowincji" rzecznikiem dyscyplinarnym. "Wysłałem CV, po raz pierwszy od 25 lat"
- Mariusz Ulman od ponad 20 lat orzeka w Wydziale Karnym, w sądzie w Nysie. Zamierza dalej łączyć to rzecznikowaniem, nie planuje przeprowadzać się do Warszawy;
- "Jeśli chodzi o tzw. neosędziów, jestem przeciwnikiem rozliczeń grupowych. Uważam, że należy podejść indywidualnie i patrzeć na to, co ktoś zrobił" - mówi sędzia Ulman;
- "Absolutnie nie mam zamiaru brać ani łomu, ani siekiery. Nie mam zamiaru "pruć zamków". Trudno mi powiedzieć, skąd komuś mógł przyjść do głowy taki pomysł" - odpowiada na krytyczne komentarze, które pojawiły się w sieci po ogłoszeniu jego nowej roli;
- Pytany, jak ocenia okres rządów PiS, mówi, że był to "bez wątpienia trudny czas dla polskiego wymiaru sprawiedliwości". - Nie nazwałbym tego jednak "kolonią karną", bo przecież pracowaliśmy, orzekaliśmy, większość sędziów starała się to robić najlepiej jak potrafi".
Mariusz Ulman jest sędzią Sądu Rejonowego w Nysie. Od ponad 20 lat orzeka w Wydziale Karnym. Od lat jest też zaangażowany w edukację prawną dzieci i młodzieży, prowadzi zajęcia również z seniorami. Od czasu do czasu uczy studentów, pisze artykuły do mediów. Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że to właśnie on zajmie (wolne od kilku miesięcy) stanowisko głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych, które przez lata rządów PiS zajmował Piotr Schab.
Jak sam o sobie mówi, jest sędzią "z prowincji", ale gdy pod koniec kwietnia zobaczył informację, że poszukiwani są rzecznicy dyscyplinarni, nie wahał się ani chwili. - To nie było tak, że padła jakaś propozycja czy ktoś do mnie w tej sprawie zadzwonił. Zobaczyłem ogłoszenie. Napisałem CV i list motywacyjny, pierwszy raz od 25 lat, i wysłałem. Pomyślałem, że nie można tylko narzekać, ale trzeba coś robić, działać - mówi TOK FM sędzia Ulman. Potem zaproszono go na rozmowę do Ministerstwa Sprawiedliwości i ostatecznie - po jakimś czasie - zaproponowano pełnienie tej funkcji.
Krytyczny głos wobec ministra Bodnara
Sędzia Ulman kilka miesięcy temu był gościem TOK FM. Wtedy dość krytycznie wypowiadał się o działaniach ministra sprawiedliwości czy też ich braku. Mówił o tym, że w jego ocenie zmiany w wymiarze sprawiedliwości postępują zbyt wolno. Nawiązywał też do przyjęcia tzw. ustawy azylowej, która daje pogranicznikom z polsko-białoruskiej granicy możliwość odmowy przyjęcia od migranta wniosku o ochronę międzynarodową w Polsce, co jest niezgodne z prawem międzynarodowym. Minister Adam Bodnar - w Senacie - poparł to rozwiązanie. Sędzia z Nysy nie krył, że to go rozczarowało. Dziś mówi, że zdania w sprawie tzw. ustawy azylowej i tego, co dzieje się na granicy w kontekście łamania praw człowieka, nie zmienił.
Jest absolwentem Szkoły Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jak podkreśla w rozmowie z nami, ta tematyka jest dla niego szczególnie ważna. - Państwo prawa to jedno, ale państwo, w którym przestrzegane są prawa człowieka - to jest dla mnie kluczowe - zapewnia nasz gość.
Co zrobić z "neosędziami"?
Jeśli chodzi o kwestię tzw. neosędziów, sędzia Ulman mówi wprost: "Chciałbym odejść od modelu rozliczeń polegającego na tym, że nawzajem się na siebie obrażamy za to, że 'Ty pełniłeś taką funkcję, a ja pełnię taką funkcję'. Chciałbym przywrócić stanowisku rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów normalność".
Zastrzega jednak, że "pewne kwestie muszą zostać rozliczone". - Jeśli chodzi o tzw. neosędziów, jestem przeciwnikiem rozliczeń grupowych. Uważam, że należy podejść indywidualnie i patrzeć na to, co ktoś zrobił - kto współpracował z politykami, z władzą, kto szedł na polityczne ustępstwa. Weryfikacja powinna być indywidualna, a nie grupowa. Trzeba ocenić, czy konkretny sędzia i jego działania choćby związane z awansami, z dodatkowymi funkcjami, były zgodne z zasadami, z etyką, z prawem. Czy awansował dlatego, że był fachowcem, czy też słuchał się władzy politycznej i to było doceniane - wyjaśnia swój punkt widzenia nasz rozmówca.
Lawina komentarzy
Ogłoszenie nazwiska nowego rzecznika wywołało lawinę komentarzy. Część prawników przychylnych poprzedniej władzy sugeruje, że sędzia Ulam będzie jedynie "rzecznikiem - dublerem", bo Piotr Schab i Przemysław Radzik nadal mają prawo legalnie działać ( choć zostali odwołani przez ministra).
Głos zabrał m.in. sędzia Jakub Iwaniec (związany z tzw. aferą hejterską, który sam ma problemy dyscyplinarne - Adam Bodnar powołał w jego sprawie rzecznika dyscyplinarnego ad hoc).
"Będzie tym razem prucie zamków i przełamywanie kodów dostępu w Krajowej Radzie Sądownictwa, wszak rzecznik główny i jego zastępcy mają tam siedzibę. Spodziewajcie się więc Policji na dniach, razem z łomiarzami. Uzurpator Ulman będzie chciał objąć bezprawnie nadany mu urząd, a że ośmieli się zrobić porutę na Rakowieckiej, nie mam wątpliwości. Wystarczy spojrzeć w jego oczy..." - napisał Iwaniec.
Słowa o "pruciu zamków" czy "przełamywaniu kodów dostępu" to zapewne nawiązanie do sytuacji sprzed roku - prokuratorzy weszli do biura zastępców rzecznika dyscyplinarnego sędziów, by przejąć akta niektórych spraw dyscyplinarnych. Było trudno, bo policjanci musieli siłą otwierać szafę, bo dobrowolnie nikt nie chciał im dokumentów wydać.
- Trudno na ten wpis pana Iwańca zareagować. Przypominam, że pisze to sędzia. Absolutnie nie mam zamiaru brać ani łomu, ani siekiery. Nie mam zamiaru "pruć zamków". Trudno mi powiedzieć, skąd komuś mógł przyjść do głowy taki pomysł (...). Oczywiście, że chcemy to zrobić w sposób jak najbardziej normalny, cywilizowany. Wszystko jest zapisane w przepisach i w myśl tych przepisów chcemy i będziemy działać, bo chodzi o przywracanie praworządności, a nie o jej naruszanie - mówi Mariusz Ulman.
Jak dodaje, nie zamierza na stałe przeprowadzać się do Warszawy, zostaje w Nysie, a do stolicy będzie dojeżdżać. Podkreśla też, że ma w swoim sędziowskim referacie do rozpoznania około 200 spraw i chce je dokończyć. - Będę starał się łączyć to z byciem rzecznikiem. Chcę dalej orzekać, jak do tej pory - informuje.
Działań poprzednich rzeczników dyscyplinarnych nie chce komentować. - Wiem jedno: rzecznik dyscyplinarny nie może być zależny od władzy, nie może być jej "zbrojnym" ramieniem. Rzecznik też jest tą osobą, która nie może być zbyt mocno związana z samym środowiskiem sędziowskim. Musimy tę sytuację wypośrodkować - twierdzi.
Pytany na koniec, jak ocenia okres rządów PiS, mówi, że był to "bez wątpienia trudny czas dla polskiego wymiaru sprawiedliwości". - Nie nazwałbym tego jednak "kolonią karną", bo przecież pracowaliśmy, orzekaliśmy, większość sędziów starała się to robić najlepiej jak potrafi". - Natomiast pod jednym względem był to bardzo cenny czas, bo poznaliśmy prawdziwą twarz niektórych ludzi. (...) Zobaczyliśmy, że dla niektórych jakiś dodatek do pensji jest czymś, co powoduje, że są gotowi sprzeniewierzyć się swojej niezawisłości sędziowskiej. Według mnie niezawisłość sędziowska to cecha charakteru, i albo się ją ma, albo się jej nie ma - podsumowuje sędzia Ulman.