,
Obserwuj
Wielkopolskie

Poznań. W piwnicy pod spaloną kamienicą serwisowano akumulatory straży pożarnej

3 min. czytania
02.09.2024 11:11
"Strażacy z Poznania wiedzieli, że w kamienicy na Jeżycach działa serwis akumulatorów, bo sami korzystali z jego usług" - podała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza". Do pożaru budynku doszło z soboty na niedzielę (24-25 sierpnia) na poznańskich Jeżycach.
|
|
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

W poniedziałek ruszyła rozbiórka kamienicy przy ul. Kraszewskiego 12 w Poznaniu, która spłonęła w nocy z soboty na niedzielę (24-25 sierpnia). W pożarze zginęło dwóch strażaków, a kilkunastu zostało rannych. Ucierpiało również trzech cywilów. Jak twierdzą świadkowie zdarzenia, wybuch pożaru poprzedzał dym wydobywający się z piwnicy.

Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", pomieszczenia piwniczne po tej stronie zajmowała firma Lupo, zajmująca się naprawą baterii i akumulatorów. Serwisanci pracowali w jednym pomieszczeniu nielegalnie przerobionym z czterech piwnic. Prowadziły do niego schody wykute - również nielegalnie - na zapleczu salonu firmy Lupo, mieszczącym się na parterze.

Firma Lupo w korespondencji z "Wyborczą" potwierdziła, że w piwnicy serwisowano akumulatory. 'Powstał kilkustanowiskowy serwis z regularnej wielkości oknami od strony podwórza kamienicy' - przekazali przedstawiciele spółki.

Wybuchy w stodole w Ryczycy. Jedna osoba nie żyje

Były pracownik Lupo twierdzi, że jedyną wentylacją w piwnicy były dwa nieduże okna, a do zapłonów akumulatorów dochodziło nawet kilka razy w tygodniu. Serwisanci - zgodnie z poleceniem współwłaściciela firmy Adama Hyczko - wrzucali je wówczas do wiadra i przysypywali piaskiem. Według byłego pracownika, w piwnicy znajdowało się nawet dwa tysiące takich urządzeń. Prokuratura potwierdziła, że podobne relacje zdali także inni pracownicy spółki.

Strażacy w firmie Lupo w Poznaniu

W poniedziałek 26 sierpnia zastępca Wielkopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP st. bryg. Tomasz Wiśniewski zapewniał na konferencji prasowej, że przechowywanie akumulatorów w piwnicy jest zgodne z prawem.

'Na początku nie umiał powiedzieć, czy straż pożarna kontrolowała serwis akumulatorów. Potem sprawdził i poinformował, że nie kontrolowała. Dodał, że właściciele serwisu nie zwracali się do straży pożarnej o odbiór pomieszczeń' - czytamy. Według zastępcy komendanta wielkopolskiej straży pożarnej strażacy nie nadzorowali też samej kamienicy, ponieważ prawo wyłącza budynki mieszkalne spod kontroli przeciwpożarowych.

Tragedia w domu pod Poznaniem. Nie żyje była uczestniczka 'Top Model' i jej mąż

Jeszcze tego samego dnia do redakcji dziennika zgłosili się poznańscy strażacy z informacją, że komenda miejska straży pożarnej w Poznaniu wiedziała o serwisie akumulatorów przy ul. Kraszewskiego 12 już od dawna.

- Firma Lupo serwisowała akumulatory do naszych latarek. W komendzie są faktury, które to potwierdzają - przekazali anonimowo.

Kilka dni później - 30 sierpnia - rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu ogn. Marcin Tecław potwierdził, że strażacy korzystali z usług firmy Lupo 'kilka razy w ciągu ostatnich lat'

Pożar w Poznaniu. Firma Lupo: Działaliśmy jawnie

Tecław nie wyjaśnił jednak, dlaczego straż pożarna naprawiała swoje latarki w firmie Lupo i czy umiejscowienie pracowni w piwnicy nie budziło wątpliwości funkcjonariuszy. Jak podała "Wyborcza", rzecznik milczał zapytany o to, co o firmie wiedzieli strażacy. Natomiast przedstawiciele Lupo zapewnili że 'działali jawnie i nikt, w tym straż pożarna, nie zgłaszał do ich działalności zastrzeżeń':

Zapłon akumulatorów to obecnie główna hipoteza śledczych, dotycząca przyczyn pożaru. 'Szczegółowe ustalenia w zakresie okoliczności dotyczących serwisowania baterii przez straż pożarną stanowią tajemnicę postępowania i w związku z tym nie będą na obecnym etapie śledztwa przedmiotem komentarza' - poinformował rzecznik prokuratury.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>