Zarzuty dla byłego zastępcy Komendanta Stołecznego Policji. Grozi mu więzienie
- Były zastępca Komendanta Stołecznego Policji Marek Ch. usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień wobec pięciu osób - poinformowała w poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Warszawie;
- Marek Ch. 30 października 2020 roku zlecił bezprawne zatrzymanie pięciu działaczy związku zawodowego jadących z Poznania do Warszawy, gdzie odbywał się protest przecie zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.
- Szef MSWiA Tomasz Siemoniak zapowiedział, że 'niebawem prace zaczyna komisja, której celem będzie badanie wszystkich przypadków nadużycia władzy wobec obywateli walczących o demokrację i praworządność w latach 2015-2023'.
Były zastępca Komendanta Stołecznego Policji z zarzutami
Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła byłemu zastępcy Komendanta Stołecznego Policji Markowi Ch. zarzut przekroczenia uprawnień wobec pięciu osób w dniu 30 października 2020 roku, gdy w stolicy odbywał się protest przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.
Jak wskazano w opublikowanym w poniedziałek komunikacie prokuratury, Marek Ch. pełniąc funkcję zastępcy Komendanta Stołecznego Policji, a zarazem Dowódcy Operacji Policyjnej pod krypt. "JESIEŃ 5" polecił podległym sobie funkcjonariuszom zatrzymanie pięciu demonstrantów z Poznania.
Konfederacja wywróci stolik? 'Jest jak niemiecka AfD'
Prokurator Piotr Antoni Skiba rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie podał, że policjant "działał na szkodę interesu prywatnego wymienionych osób" (tj. przestępstwo z art. 231 § 1 k.k.), ponieważ nie miał żadnych podstaw faktycznych i prawnych, aby zlecić takie zatrzymanie.
Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. 'Grozi mu kara pozbawienia wolności do lat trzech' - czytamy.
'To nie było żadne zatrzymanie'
Szczegóły zdarzeń sprzed ponad czterech lat na łamach poznańskiej "Gazety Wyborczej" opisał Piotr Żytnicki. Piątka pokrzywdzonych to działacze niewielkiego związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. 30 października 2020 roku mieli przemawiać na proteście w Warszawie.
Gdy jechali z Poznania w kierunku Warszawy, policja zatrzymywała ich samochód do kontroli trzykrotnie. Funkcjonariusze szukali usterek technicznych pojazdu i sprawdzali transparenty schowane w bagażniku. Za trzecim razem wyciągnęli działaczy z samochodu, zakuli ich w kajdanki i zawieźli do komendy w Pruszkowie. W akcji uczestniczyło pięć radiowozów, a nawet policyjny helikopter.
Szokujące odejście komendanta z Iławy. Takich policjanci nazywają 'plecakami politycznymi'
"W komendzie związkowców więziono przez cztery godziny. Policjanci rozdzielili ich, rewidowali, kazali zdejmować buty. Każdego badali alkomatem. Kazali wyłączyć telefony, nie pozwolili skontaktować się z adwokatem. Powodów zatrzymania nie podali. (...) Porwanych wypuszczono z komendy dopiero wieczorem, gdy protest, który zgromadził w Warszawie 100 tys. ludzi, już się kończył. Gdy ponownie zapytali o powody zatrzymania, usłyszeli od policjantów: 'To nie było żadne zatrzymanie'" - informowała "Wyborcza".
Nowa komisja zajmie się nadużyciami "nadgorliwych politycznie" policjantów
Do sprawy zarzutów postawionych Markowi Ch. odniósł się w poniedziałek minister spraw wewnętrznych i administracji Tomasz Siemoniak. "Każdy funkcjonariusz, który złamał prawo, wysługując się politykom PiS, będzie rozliczony. Są zarzuty dla nadgorliwego politycznie komendanta" - skomentował polityk.
Szef MSWiA zapowiedział również, że "niebawem prace zaczyna komisja, której celem będzie badanie wszystkich przypadków nadużycia władzy wobec obywateli walczących o demokrację i praworządność w latach 2015-2023".
Posłuchaj: