Okrywała sarnę własnym ciałem. Ekspertka łapie się za głowę. "Dziwię się, że zwierzę przeżyło"
Okrywała sarnę własnym ciałem. Ekspertka łapie się za głowę. 'Dziwię się, że zwierzę przeżyło'
Z przekazywanych przez lokalne media informacje wynika, że kobieta czekała na pomoc dla potrąconego zwierzęcia ponad dwie godziny, a sam gest jest szeroko komentowany na portalach społecznościowych i przez ekspertów. - Szczerze mówiąc to się dziwię, że to zwierzę przeżyło. Jakkolwiek należy podziwiać poświęcenie pani, która się tym zajęła, to jej działanie było bardzo stresujące dla tego zwierzęcia i z punktu widzenia jego przetrwania w środowisku naturalnym bardzo szkodliwe - mówi TOK FM doktor Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
tweet
- Po pierwsze dlatego, że dzikie zwierzę w kontakcie z człowiekiem, nieważne, czy chcemy je nakarmić, czy chcemy je pogłaskać, czy chcemy je przykryć własnym ciałem, bardzo się denerwuje. Człowiek nie jest przyjacielem takiego zwierzęcia. Jakikolwiek kontakt, a tym bardziej przykrycie własnym ciałem, wywołuje ogromny stres. Do tego sarny są gatunkiem, który z zasady jest bardzo wrażliwy i wiemy, że potrafią po prostu ze stresu dostać zawału - komentuje ekspertka
facebook post
Co zrobić, kiedy zdarzy się wypadek ze zwierzęciem?
W pierwszej kolejności trzeba skupić się na własnym bezpieczeństwie. Włączyć światła awaryjne, wystawić trójkąt ostrzegawczy i założyć kamizelkę odblaskową. Chodzi o to, by uniknąć kolejnych wypadków. Jeśli chodzi o pomoc rannemu zwierzęciu, to można je spróbować zsunąć z jezdni na pobocze, aby nie doszło do kolejnych kolizji. - Potem dzwonimy do straży miejskiej lub gminnej. To są służby, które są za to odpowiedzialne. One najczęściej mają podpisaną umowę z weterynarzem, który przyjeżdża na miejsce, dokonuje oględzin i podejmuje decyzję, co z takim zwierzęciem należy zrobić - mówi specjalistka z Wydziału Leśnego poznańskiej uczelni. Jeśli nie uda nam się z nimi skontaktować, należy powiadomić policję.
Była dyrektorką szpitala przez osiem dni i zrezygnowała. Mówi, 'że odda pieniędze'
Kategorycznie nie należy zwierzęcia przekładać do swojego pojazdu, aby zawieźć je do weterynarza. - To jest bardzo zły pomysł. Zdenerwowane zwierzę może spróbować nas zaatakować. Każde dzikie zwierzę, duże czy małe, może nas po prostu kopnąć. To też może się dla nas źle skończyć. To zdjęcie, które obiegło social media i wywołało takie emocje, nosi ogromny ładunek emocjonalny, bo sarna to piękne zwierzę - przyznaje ekspertka.
Naukowczyni, dopytywana, czy ktoś podobnie postąpiłby w przypadku dzika, odpowiada, że raczej nie. - To zjawisko to bambinizm, czyli sytuacja, w której lubimy zwierzęta, które są ładne, a nie lubimy zwierząt, które są brzydkie, albo źle nam się kojarzą. Dlatego każdy ma jakiegoś miłego misia albo sarenkę jako pluszaka, a mało kto ma pluszaka z kleszczem albo w kształcie jakiegoś pająka - precyzuje dr Wierzbicka.
To powoduje, że w dorosłym życiu przypisujemy ładnym zwierzętom cechy pozytywne i chcemy je ratować, a zwierzętom brzydkim, z naszego, ludzkiego, punktu widzenia, cechy negatywne.
Jak jeździć?
Wielu z nas podróżuje po polskich drogach stałymi trasami. Spora część kierowców wie, gdzie spodziewać się saren, dzików, jeleni czy łosi. Dlatego każdy z nas może spróbować zaplanować podróż, biorąc pod uwagę aktywność tych stworzeń i zwalniać w tych miejscach, gdzie już widzieliśmy przebiegające zwierzęta. - Większość ma nocny tryb życia albo są aktywne o zmierzchu lub o świcie. To te momenty, w których powinniśmy zwalniać na drogach. Zresztą trudniej wtedy prowadzić, więc dobrze, jeśli zwolnimy - wskazuje ekspertka.
Posłuchaj podcastu!