"Gofry po 20 złotych?". Turyści nad morzem płaczą i płacą, a będzie tylko gorzej
Jeśli ktoś zachował paragony i rachunki za wakacyjny wypoczynek z poprzedniego lata - będzie mógł na nie popatrzeć z rozrzewnieniem. W tym roku do kieszeni trzeba będzie sięgnąć głębiej.
- Średnia cena noclegu w Gdańsku w maju wyniosła około 440 złotych i zwiększyła się, rok do roku, z około 410-415 złotych. Przy wysokiej inflacji takiego właśnie, albo trochę większego, wzrostu możemy się spodziewać również w najwyższym sezonie - potwierdza Michał Brandt z Gdańskiej Organizacji Turystycznej. - Tradycyjnie lipiec i sierpień są tymi najbardziej popularnymi miesiącami wśród gości - dodaje.
Drożej na całym Pomorzu
Wzrost cen w całym regionie jest zbliżony do tego w samym Gdańsku. Noclegi podrożały - zarówno w dużych hotelach, jak i mniejszych pensjonatach czy pojedynczych kwaterach na Pomorzu.
- Lato systematycznie ale wypełnia - mówi Marta Chełkowska, szefowa Departamentu Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. - Mamy tych obiektów ponad 15 tysięcy, miejsc noclegowych w całym województwie jest ponad 330 tysięcy. W związku z tym myślę, że na wybrzeżu nie będzie problemu z sezonem, mimo że ceny będą trochę wyższe - dodaje. Podaje też wstępne szacunki. - Na dziś mamy informacje, że ceny noclegów zwiększyły się o 15-20 procent, czyli to nie jest jakiś wielki wzrost - przekonuje.
Turyści płaczą i płacą
Wzrost, jakby go nie oceniać, nie jest mile widziany, ale musi być tolerowany przez turystów, których można spotkać w Gdańsku już dziś. Ich podejście do wyższych cen, co nie powinno być niespodzianką, zależy od zasobności portfela.
- Wszystko jest droższe, już nas to dotknęło, bo byliśmy i na Mierzei Wiślanej, i na Półwyspie Helskim. Ceny przerażają - mówi zgodnie małżeństwo z opartym na emeryturach budżetem. - Gofry po 20 złotych? - pytają, kręcąc głowami. - Do restauracji też nas nie ciągnie. Wolimy karmić się we własnym zakresie, cieszyć spacerami i morskim powietrzem - dodają.
Narzekania na koszty można mnożyć. Turyści skarżą się, że za śniadanie płacą tyle co kiedyś za obiad. Rachunek za smażona rybę może bardzo zaskoczyć, podobnie jak kawa. - Dostaliśmy kawę, taką "na trzy palce", z czego jeden to była pianka, za 15 złotych - uśmiecha się turystka. - Jest drogo, na niektórych zakupach się bardzo zawiedliśmy, ale na przykład teraz zjedliśmy dosyć tanio lody - dodaje optymistycznie.
Rodzice z dwójką dzieci wyszli sprzed budek z lodami i goframi lżejsi o około 100 złotych. - Nie jest łatwo, ale zbieramy cały rok na letnie wyjazdy. Teraz spędzamy w Gdańsku trzy dni, a w wakacje pojedziemy gdzieś nad pełne morze. Nie lubimy tłumów - mówi turystka.
Pytany o wakacyjny budżet rodzinnego wyjazdu tata, odpowiada bez wahania: "Jesteśmy przygotowani. Jeśli byłby to tydzień, będą atrakcje, które zadowolą nas i dzieci. Jeśli zmieścimy się w 8 tysiącach, to będzie dobrze, damy radę". - Byle pogoda dopisała, raz do roku można sobie pozwolić, po prostu to są wakacje - podkreśla.
Rynek zareaguje
Turyści podchodzą do wakacyjnych wydatków różnie, ale jeśli będą trzymać się za kieszeń, to - zdaniem ekspertów - rynek nie pozostanie na to obojętny.
- Turystyka szybciutko przystosuje się do tego popytu, bo wysokie ceny spowodują, że część osób skorzysta z innych usług niż do tej pory. Być może będą to tańsze pensjonaty, hotele jedno- bądź dwugwiazdkowe czy pokoje gościnne. Może nie będą to już najdroższe restauracje, ale tańsze miejsca, których przybyło - tłumaczy Marta Chełkowska.
W planach na wakacje widać też trend radzenia sobie bez hoteli i pensjonatów. - Powoli rozwija się turystyka kamperowa - zauważa rozmówczyni TOK FM. - Taki sposób powoduje, że mamy własny środek transportu i zatrzymujemy się w miejscach, które uważamy za ciekawe, atrakcyjne i właśnie sprzyjające cenowo - dodaje.
Tak ułożyć wakacje, by starczyło
Branża turystyczna stara się przygotować jak najlepiej do wakacji, ale i tak pewne obawy co do frekwencji są.
- Nie może być tak, że widmo kosztów przeraża nas przed podjęciem decyzji o wyjeździe. Pomorskie jest tak ciekawe i ma tyle do zaoferowania, że jesteśmy w stanie sobie ułożyć tak pobyt, aby było nas na niego stać - przekonuje szefowa Departamentu Turystyki. Przyznaje jednak, że rozumie, co przeżywają ludzie planujący urlop. - Wysokie koszty, które mamy na co dzień, mogą powodować pytanie: "Co będzie, jeżeli pojadę na wakacje?". Liczymy na dobry sezon, ale bez szaleństw - podsumowuje.
-
Nagły zwrot Niemiec. "Traktują Ukrainę jako zasób"
-
Marsz Miliona Serc zadedykowano pani Joannie, ale nikt jej nie zaprosił. "Moja historia została wykorzystana"
-
"Aż mnie pani podkręciła". Prof. Kowal ostro o słowach Waszczykowskiego. "Dziecinne i infantylne"
-
Spór o religię w lubelskim liceum. "Mamy się tłumaczyć?". Rodzice oburzeni, dyrekcja dementuje
-
Katastrofa w seminariach i "ciemna noc" Kościoła. "Stworzono w nim eldorado dla przestępców"
- Szef dyplomacji UE odwiedził Odessę. "Będziemy z Ukrainą tak długo, jak będzie trzeba"
- Twitter, czyli "syndrom Szymborskiej-Gołoty". Prof. Matczak o "igrzyskowości polityki" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
- Wybory na Słowacji. Kolejki w Bratysławie. Kilka skarg na naruszenie ciszy wyborczej
- Wypadek na A1. Łódzka policja wydała oświadczenie: Kierowcą nie był funkcjonariusz ani jego syn
- Orlen dba o nastroje wyborców, prezes Glapiński melduje prezesowi wykonanie zadania. A po wyborach "choćby potop"