"Napisali o nas wierutne bzdury". Prawnicy z UW wygrali z "Gazetą Polską"
- 27 lutego 2019 roku "Gazeta Polska" opublikowała tekst, w którym pracownikom UW zarzucono m.in. związki z komunistycznym aparatem państwa oraz SB;
- Sześciu prawników i anglistka zdecydowało się na pójście do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych;
- "Gazeta Polska" próbowała się bronić głównie tym, że w ramach wolności słowa dziennikarze mają prawo do krytykowania m.in. wykładowców danej uczelni;
- Na mocy wyroku, który zapadł w pierwszej instancji, autor publikacji i redaktor naczelny - wydawca "Gazety Polskiej" mają przeprosić za treści, które znalazły się w opublikowanym przed laty tekście. Dodatkowo pozwani mają też zapłacić w sumie 21 tysięcy zł zadośćuczynienia na wskazany przez prawników cel charytatywny.
Tekst "Jądro postkomunizmu, czyli wydział prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Studencie, sprawdź, do kogo chodzisz na wykłady!'' ukazał się 27 lutego 2019 roku. Prawnikom, m.in. takim jak prof. Monika Płatek, prof. Mirosław Wyrzykowski czy prof. Jakub Urbanik, zarzucono związki z komunistycznym aparatem państwa, z PZPR, z postkomuną, a nawet SB. Ale nie tylko - zestawiono to m.in. z informacjami na temat zaangażowania pracowników Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego w ''radykalne protesty wobec obecnej władzy'' czy działania na rzecz społeczności LGBTQ+, nazywając je ''lobbingiem LGBT".
Sądowa batalia prawników i anglistki
- To był paszkwil na temat prawników z naszej uczelni, w tym na mój temat. Nie mogliśmy tego tak zostawić - mówi w TOK FM jeden z nich, prof. Jakub Urbanik. Na pójście do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych zdecydowało się siedem osób, w tym sześciu prawników i anglistka. Chodzi o Eleonorę Zielińską, Monikę Platek, Mirosława Wyrzykowskiego, Wojciecha Kocota, Wojciecha Jagielskiego, Jolantę Urbanikową i Jakuba Urbanika. W artykule byli wymienieni też inni, w tym Adam Bodnar czy Krzysztof Śmiszek, ale oni nie zdecydowali się wtedy na dołączenie do sądowej batalii w tej sprawie.
- W tym artykule pojawiło się mnóstwo oszczerczych zarzutów, oczerniono nas, dopisano historie, które nigdy nie miały miejsca - mówi prof. Jakub Urbanik. W jego przypadku, napisano np. o rzekomych związkach jego rodziny z Józefem Cyrankiewiczem, PRL-owskim notablem, który najdłużej zasiadał na fotelu premiera. Autor artykułu zasugerował, jakoby z tych związków wynikała kariera akademicka pana profesora na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Pozew o ochronę dóbr osobistych
"Ludzie rodzinnie powiązani z komunistycznymi premierami Cyrankiewiczem, Korzyckim oraz Jagielskim czy szefem Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim. Współtworzący struktury PZPR, zarejestrowani jako tajni współpracownicy SB. To oni z wysokości swoich katedr Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego pouczają Polaków, co to jest praworządność, państwo prawa i demokracja, niszczone przez PiS. Prawnicy Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego uważają się za elitę prawniczą i ubierają się dziś w piórka obrońców demokracji, praworządności i państwa prawa" - to tylko krótki fragment oszczerstw.
Dlatego prawnicy i anglistka poszli do sądu z pozwem o ochronę dóbr osobistych, w tym dobrego imienia i poczucia godności. - Wszyscy powodowie - wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego, muszą się cieszyć zaufaniem i wiarygodnością, by wypełniać swoje zawodowe powinności. Jest oczywiste, że rzucenie - w tak obrzydliwy sposób jak w artykule - ogólnego oskarżenia o to, że ci wykładowcy to tak naprawdę współpracownicy SB czy ludzie powiązani z dawną władzą, w odbiorze publicznym - co też podkreślił sąd - to oczywiście zniesławienie - mówi w rozmowie z TOK FM pełnomocnik powodów, mecenas Maciej Ślusarek.
Sąd Okręgowy w Warszawie nie miał wątpliwości
Na mocy wyroku, który zapadł (na razie w pierwszej instancji), autor publikacji i redaktor naczelny - wydawca "Gazety Polskiej" mają przeprosić prawników za treści, które znalazły się w opublikowanym przed laty tekście. Przeprosiny będą różne, inne w stosunku do każdej z osób. Mają zostać zamieszczone na portalu "Gazety Polskiej" i w wydaniach papierowych w ciągu 14 dni od uprawomocnienia się wyroku. - Tyle, ile jest osób, będzie tyle przeprosin w internecie i tyle przeprosin w gazecie, przy czym w gazecie każde przeprosiny mają być zamieszczone na połowie strony wewnętrznej "Gazety Polskiej". Treść musiała być inna w stosunku do każdej z osób - odpowiednio do tego, co ukazało się w artykule - tłumaczy mecenas Maciej Ślusarek, który reprezentował powodów. Dodatkowo - pozwani mają też zapłacić w sumie 21 tysięcy zł zadośćuczynienia na wskazany przez prawników cel charytatywny.
- Nie ukrywam, że gdy ten tekst się ukazał, przyjąłem go z niedowierzaniem, ale też z ogromnym zdziwieniem. Bo - co potwierdził teraz sąd - to, co zostało o nas napisane, to wierutne bzdury. Cały ten artykuł to efekt nierzetelnej pracy autora tego tekstu. Sędzia bardzo wyraźnie podkreśliła, że mamy oczywiście wolność wypowiedzi, ale w przypadku dziennikarzy kluczowe są prawidła staranności i rzetelności dziennikarskiej, czego zabrakło - mówi prof. Jakub Urbanik w rozmowie z TOK FM.
Wolność słowa i prawidła rzetelności dziennikarskiej
Jak słyszymy, "Gazeta Polska" próbowała się bronić głównie tym, że w ramach wolności słowa dziennikarze mają prawo do krytykowania m.in. wykładowców danej uczelni. - Oczywiście, nie ma wątpliwości, że takie osoby podlegają pewnego rodzaju krytyce na temat tego, jak wykonują swoją pracę. Ale ta krytyka zawsze musi być oparta na prawdziwych informacjach, a nie na insynuacjach i kompletnie dalekich od prawdy uogólnieniach - dodaje mecenas Ślusarek.
- Dla mnie to bardzo ważny wyrok. Nie jest to jedyny proces, w którym brałem udział, bo uznaję, że to nasz obowiązek. Jeśli jesteśmy nauczycielami/nauczycielkami prawa, to w sytuacji, gdy dzieje się oczywista niesprawiedliwość, kiedy nasze dobra osobiste są naruszane, i to w dodatku w tak newralgicznej sytuacji, w której podważa się nasz mandat do uczenia młodych ludzi prawa, to my musimy na to odpowiedzieć. Nie można milczeć - nie ma wątpliwości prof. Jakub Urbanik.