Radom chce "zjeść" sąsiadów? "Mamy do czynienia z chytrym planem"
- Radom chce być większy. Władze miasta chcą poszerzenia o część terenów gmin: Jedlińska, Jedlni-Letniska, Kowali i Jastrzębi;
- Trzy pierwsze są przeciwko. Mieszkańcy czwartej twierdzą, że na powiększeniu Radomia zyskają;
- Plany prezydenta miasta Radosława Witkowskiego niedawno poparli radni, dając zielone światło na złożenie wniosku w sprawie zmiany granic do rządu.
Władze Radomia przekonują, że poszerzenie granic miasta jest konieczne dla rozwoju całego regionu. Niebawem chcą się zwrócić w tej sprawie do wyższych organów, w tym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Magistrat chce, by do powiększenia miasta doszło już w przyszłym roku.
- Mamy plan stworzenia stref przemysłowych, w których będą mogły powstać dobrze płatne miejsca pracy. W obecnej sytuacji tereny inwestycyjne w Radomiu są już na wyczerpaniu - przekonywał w rozmowie z TOK FM sekretarz Radomia Rafał Górski.
Chodzi o teren położony w Rajcu Szlacheckim, w gminie Jedlnia-Letnisko. To około 100 hektarów gruntów. Graniczy z krajową "12" i linią kolejową. Niedaleko jest też lotnisko. Radom ma też zakusy na 80 hektarów w Trablicach w gminie Kowala. To teren między liniami kolejowymi prowadzącymi do Kielc i Tomaszowa.
Trzy gminy przeciwko
Wspomniane gminy planom radomskiego magistratu są przeciwne. Mieszkańcy dali temu wyraz w niedawnych konsultacjach społecznych. Wójt gminy Kowala Wiesław Pachniewski w rozmowie z TOK FM twierdzi wprost, że większy sąsiad próbuje działać na ich niekorzyść i w ten sposób załatać swoją dziurę budżetową.
- Radom zachowuje się wobec nas bardzo arogancko. Nikt nie konsultował wcześniej z nami zmiany granic. A mamy do czynienia z chytrym planem. To, co mamy dziś na stole, świadczy, że w tym miejscu mogłoby dojść do dużej inwestycji na poziomie krajowym - hubu dla Centralnego Portu Komunikacyjnego. To oznaczałoby ogromne pieniądze z budżetu centralnego. Na moje oko to próba załatania radomskich problemów budżetowych i chęć załatania gigantycznego zadłużenia między innymi naszym kosztem - uważa wójt Kowali.
Wójt wytyka też wyniki niedawnych konsultacji społecznych w sprawie zmian granic miasta. - Nasi mieszkańcy wypowiedzieli się w nich stanowczo. Zdecydowana większość jest na nie. W blisko dwustutysięcznym Radomiu wzięło w nich udział niespełna 300 osób. To pokazuje, co ludzie sądzą o tym projekcie - twierdzi Pachniewski.
Przeciwna zmianie granic jest też gmina Jedlińsk, gdzie spór dotyczy jednej ulicy. - U nas chodzi o ulicę Orkana w sołectwie Wielogóra. Mieszkańcy w konsultacjach wypowiedzieli się jednogłośnie. Nie chcą przyłączenia do Radomia. Nie chcą też przekazywać miastu infrastruktury, która została do tej pory wykonana. Niestety, z tego co mi wiadomo, wykorzystaliśmy już wszystkie administracyjne możliwości prawne, by sprzeciwić się tym planom. Pozostaje nam apelować do Rady Ministrów i premiera, by odrzucili propozycję Radomia - wyjaśniał w rozmowie z TOK FM wójt Jedlińska Kamil Dziewierz.
'To wybitnie polityczna sprawa'
Protesty okolicznych gmin władze Radomia nazywają 'sprawą polityczną'. - Przedstawiciele okolicznych samorządów zrobili z tego wybitnie polityczną sprawą, nie zważając na kwestie merytoryczne i rozwojowe dla całego regionu. Mamy nadzieję, że uda nam się przekonać wojewodę, ministerstwo i całą Radę Ministrów [do swojego pomysłu] - komentuje sekretarz Radomia.
Do pomysłu nie trzeba przekonywać jednej gminy - Jastrzębia. Tam mieszkańcy w konsultacjach opowiedzieli się na zmianą granic. A chodzi o przyłączenie do Radomia terenu w dolinie Pacynki. W przyszłości miasto chce zainwestować tam pieniądze i zbudować duży zbiornik wodny pełniący między innymi funkcję rekreacyjną.