,
Obserwuj
Gospodarka

Amerykańscy rolnicy poparli Trumpa. Teraz cierpią przez jego politykę

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
27.10.2025 14:42

Chiny wymierzyły w przemysł wolnego świata handlową bazookę - tak Waszyngton nazywa decyzję Pekinu, który nałożył drastyczne ograniczenia na eksport rzadkich minerałów. Bez nich nie ma nowoczesnych technologii, nowoczesnej motoryzacji ani nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego. W podobnej sytuacji była kiedyś Japonia, która chiński mineralny szantaż ma już za sobą.

Donald Trump
Donald Trump
fot. AP/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co wspólnego mają minerały ziem rzadkich z soją?
  • Które gałęzie amerykańskiej gospodarki cierpią najbardziej?
  • Jak w podobnej sytuacji poradziła sobie Japonia?

Na początek będzie trzęsienie ziemi. Chodzi o decyzję Chin o kontroli obrotu wszystkim, co skonstruowano z użyciem pierwiastków ziem rzadkich, w tym z superwydajnymi magnesami. Na przykład używa się ich w bardzo efektywnych silnikach montowanych w niemal wszystkim, co się porusza. Od suszarek do włosów, po regulowane samochodowe fotele. Nie wspominając o rakietach i samosterujących pociskach, czy dronach małych i dużych. Zgodnie z decyzją Pekinu każda firma, która kupuje w Chinach urządzenia, podzespoły czy produkty zawierające metale ziem rzadkich, ma mieć na swoje zakupy specjalne pozwolenie. By je zdobyć, trzeba złożyć wniosek z detaliczną dokumentacją techniczną co, jak i do czego jest stosowane. A potem cierpliwie czekać na chińskie zezwolenie. Decyzja na pozór standardowa, gdyby nie fakt, że oznacza totalną chińską kontrolę nad niemal wszystkimi zaawansowanymi technologicznie branżami na całym świecie. Bo kto ma surowce krytyczne, ten ma władzę.

Nie będzie niczego

Chińczycy kontrolują światowy rynek grafenu, niezbędnego do produkcji ogniw elektrycznych. Mają wyłączność na anody i katody do baterii samochodowych. Chińskie przetwórnie dostarczają 80 procent minerałów ziem rzadkich, których używa się w nowoczesnych magnesach, a bez nich nie ma superwydajnych silników do odkurzaczy, twardych dysków czy głośników. Ale bez nich nie ma też żadnego samochodu na świecie, bo napędzają wspomaganie kierownicy, otwieranie i zamykanie szyb, składanie lusterek czy ustawienia fotela. W każdym aucie jest ich kilkanaście, w niektórych kilkadziesiąt. Wobec potencjalnego braku przemysł motoryzacyjny nie ma planu B. Żaden kraj na świecie nie jest dzisiaj w stanie zastąpić chińskich dostawców. Więc albo będą dostawy z Chin, albo - cytując klasyka - nie będzie niczego.

Bo w zachodnich gospodarkach wyczerpują się właśnie zapasy niezbędnych elementów i surowców do nowoczesnej produkcji. Chiny już wcześniej wprowadziły ścisłą kontrolę eksportu czystych minerałów, polegającą na wydawaniu licencji na wywóz z kraju. Chętni złożyli do urzędów dokumentację i… czekają. Niepewność co do decyzji - Chińczycy mogą przecież wnioski odrzucić - wprowadziła Europejczyków i Amerykanów w nerwowy dygot. Amerykański sekretarz do spraw skarbu ocenił, że "Chiny wymierzyły w przemysł wolnego świata handlową bazookę". I namawiał Europę, by w odpowiedzi zrobiła Chińczykom to samo.

Waszyngton stanął twardo na stanowisku, że do realizacji chińskiego planu nie wolno dopuścić. Prezydent Donald Trump zapowiedział nawet, że po pierwsze: wprowadzi 100-procentowe cła odwetowe i to już od 1 listopada. Po drugie: odwoła chińsko-amerykański szczyt w Korei Południowej za dwa tygodnie. I po trzecie: zakaże sprowadzać do USA chiński olej spożywczy. Bo wcześniej Chińczycy przestali kupować w USA soję. Co dla amerykańskiego rolnictwa jest prawdziwą katastrofą, chińskie firmy były do tej pory największymi odbiorcami, kupowały dwie trzecie tego co Ameryka sprzedawała za granicę.

Amerykańscy rolnicy mają problem

Zamiast tego do Chin płynie masa soi z Brazylii i Argentyny, a amerykańscy farmerzy - płaczą. Soja stoi na polach, miejsca w magazynach brakuje, a ceny spadają. Katastrofa szykuje się w całym łańcuchu produkcji w rolnictwie. Od kosztów przechowywania, przez przetwórnie, po kolej, która ziarno woziła do portów i na koniec same porty. Bo prognozy mówią, że farmerzy raczej tegoroczną soję przetrzymają, by poczekać na wyższe ceny. Zamiast wrzucić ją do pieca i zrobić miejsce na nową. Nadzieją miało być październikowe spotkanie na szczycie USA-Chiny i możliwe porozumienie w tej sprawie. Teraz i ono może stać pod znakiem zapytania. Jednocześnie fala bankructw małych amerykańskich farm stale się rozpędza, ich liczba już teraz jest najwyższa od pięciu lat. A to bardzo źle dla amerykańskiego prezydenta, którego rolnicy w wyborach masowo poparli. I którym obiecał krainę mlekiem i miodem płynącą. Krainy nie ma, jest za to wielka wojna handlowa, w której trup będzie słać się gęsto.

Wojna na wielu frontach

Najgorzej może być w motoryzacji i zbrojeniówce. Ta pierwsza to - nomen omen - motor napędowy największych gospodarek na świecie, w tym europejskiej, na czele z Niemcami. W Indiach przemysł motoryzacyjny już zaczął eksperymentować z mniej wydajnymi magnesami ferrytowymi, bo zmniejszy w ten sposób swoją zależność od chińskich surowców krytycznych. Na Tajwanie z tego samego powodu chcą odzyskiwać neodym ze starych magnesów. Australia przyspiesza ze swoim przemysłem przetwórczym, jest jednym z niewielu państw na świecie poza Chinami ze znaczącą własną produkcją. Europa natomiast ma plan. I jest na etapie zbierania pomysłów do jego realizacji. A to właśnie tutaj wspomniany trup może się słać najgęściej. Dosłownie.

Bez minerałów ziem rzadkich nie ma nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego. Nie ma silników rakietowych, napędów do dalekosiężnych pocisków, nie ma dronów, systemów naprowadzania, laserów, sonarów czy radarów. Kilkadziesiąt kilogramów jest w każdym myśliwcu F35, w okrętach wojennych po kilka ton. W czołgach Abrams stosowane są do urządzeń celowniczych, podobnie w ręcznych wyrzutniach pocisków, gdzie odpowiadają za systemy naprowadzania na cel. W F16 napędzają stery, w łodziach podwodnych kontrolują napęd. Są na wyposażeniu osobistym żołnierzy, na przykład w noktowizorach i szyfrowanych radiostacjach. Czy w końcu w systemach naprowadzania pocisków Tomahawk, które mogą pomóc Ukrainie wygrać wojnę z Rosją. I choć znalezienie zamienników dla chińskich magnesów, na które Pekin ma monopol - podobno jest możliwe, to potrwa wiele lat. A czasu nie ma.

Na koniec nauka, jaką Zachód może wyciągnąć z niedawnych przypadków Japonii, która z Chinami prowadziła i prowadzi spór o grupę wysp na morskim pograniczu. Piętnaście lat temu Pekin postanowił zaszantażować Japonię i na dwa miesiące zablokował jej dostawy pierwiastków ziem rzadkich. W tamtym czasie japoński przemysł polegał na chińskich dostawach niemal w całości. Japonia musiała w sporze wykonać krok do tyłu, Chiny blokadę zdjęły, ale japoński rząd wyciągnął z tej sytuacji wnioski. Jakie? Zróżnicował źródła dostaw, zarządził odzysk, poszukiwanie zamienników, a tam, gdzie się da, korektę technologii, by zmniejszyć zapotrzebowanie. Państwo zadziałało jako wielki organizator. I w tym roku doprowadzi do obcięcia zależność od Chin - o połowę. Dając spokojny sen Japończykom, w obliczu chińskich gróźb. Przynajmniej na razie.

Źródło: TOK FM