Cła, podatki, wyższe ceny. Potok paczek z Chin spowolni
To cios w serce światowej stolicy mody. W sercu Paryża, w luksusowej galerii handlowej swój sklep stacjonarny otworzył chiński Shein. W tym samym czasie na paryskim lotnisku doszło do regularnej bitwy na paczki, w której po jednej stronie stanęli uzbrojeni po zęby w paragrafy francuscy urzędnicy, a po drugiej - plastikowe sweterki z Chin.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Francja postanowiła postawić tamę dla Shein?
- Ile paczek z Chin wjeżdża do Europy?
- Jakie kroki planuje Unia Europejska?
Zaczynamy od dotkliwego upokorzenia, jakiego doświadczyła Francja, gdy do samego centrum stolicy światowej mody wprowadził się jej największy wróg. W domu handlowym Le BHV Mareis przy kultowej rue de Rivoli rozgościł się... chiński Shein. Czyli jeden z najprężniejszych na świecie odzieżowych biznesów e-commerce. Platforma sprzedająca miliony modeli jednocześnie, w miliardach sztuk rocznie, wprowadzająca do oferty nawet tysiąc nowych fasonów dziennie. Chiński biznes osiągnął światowy sukces, bo korzysta z cywilizacyjnych trendów, na przykład uzależnienia od mediów społecznościowych. Oraz z sytuacji gospodarczej, po kryzysie kosztów życia konsumenci mogą mniej, ale chcą więcej. Kupują więc tam gdzie jest taniej, a najtaniej jest na chińskich platformach zakupowych. Dzięki temu nikomu nieznany chiński biznes znalazł się w ścisłej globalnej czołówce firm odzieżowych, sprzedając za grosze rzeczy wątpliwej jakości, które statystyczny kupujących założy średnio pięć razy, po czym najpierw upchnie w szafie, a potem wyśle na wysypisko śmieci.
Przed stacjonarnym sklepem Shein od razu stanęła długa kolejka. Po raz pierwszy Shein stał się miejscem fizycznym i zaoferował konsumentom to, co giganci branży mają w DNA, czyli doświadczenie robienia zakupów. I wywołał we Francji falę protestów, w której koniec końców najważniejszą rolę odegrały państwowe służby.
Krótka historia transkontynentalnej wojny
Prowadzą ją francuskie organizacje konsumenckie, które ślą listy do europejskich instytucji domagając się oficjalnego postępowania w sprawie Chińczyków. Powody? Korzystają z oszukańczych praktyk, wymuszając na przykład rejestrację w aplikacji. Nakłaniają do zakupów podając fałszywy czas do końca promocji, która tak naprawdę nigdy się nie kończy. Korzystają z mechanizmu znanego jako FOMO (Fear-of-Missing-Out), czyli wewnętrznego przymusu skorzystania z okazji.
A to nie wszystko, bo większe i głośniejsze bitwy w tej wojnie odbywa rząd Francji. Największą stoczył ostatnio w sortowniach pocztowych na paryskim lotnisku Charlesa de Gaulle'a, na którym ląduje prawie dwa miliardy chińskich paczek rocznie. Bitwę prowadziły dziesiątki mundurowych, pod osobistym nadzorem francuskich ministrów. Przeciwnikiem były chińskie sweterki z plastiku, a starciu przyglądał się cały świat.
Stawką jest powodzenie francuskiego przemysłu odzieżowego. Ale nie tylko francuskiego. Już dzisiaj w tym kraju więcej odzieży sprzedaje Shein i Vinted niż regularny handel. Jest więc o co się bić. Dlatego rząd Francji ciężką artylerię wytoczył już na wiosnę, gdy Amerykanie podnieśli zwodzony most, którym do USA wjeżdżały miliardy przesyłek z Chin, korzystających z dziury w przepisach importowych, czyli bez cła i podatków. Ameryka dziurę zatkała. Paryż ocenił, że brak dostępu do amerykańskiego rynku skończy się chińskim potopem w Europie i wzywał Unię Europejską, by ruszyła się w tej sprawie z miejsca. Unia niewiele się ruszyła, za to okazało się, że Francja miała rację. Chińczycy - uginający się pod ciężarem własnej nadprodukcji - ruszyli na Europę.
Liczba paczek wjeżdżających do Francji spoza Unii Europejskiej w tym roku będzie dwa razy większa niż w ubiegłym. 90 procent z nich przyjedzie z Chin. Większość będzie zawierać ultra tanią odzież, w części wyprodukowaną z materiałów i w sposób niedozwolony w Europie. Dlatego francuskie służby w lotniskowej sortowni pod dowództwem ministrów urządziły paczkom masową rewizję, by zdobyć rzeczowe dowody na oszustwa stosowane przez chińskich producentów. Do przeglądu poszło prawie ćwierć miliona przesyłek, czyli dobowy "urobek" paryskiego lotniska. A Paryż zagroził Chińczykom wyłączeniem ich platformy internetowej we Francji. W tle była sprzedaż seks lalek przypominających dzieci, maczet i wojskowych noży. Shein lotniskową potyczkę przegrał - ma ściśle współpracować z Francuzami, którzy - jak się okazało - powiedli w tej sprawie Europę na barykady.
Zjednoczona Europa
W tej sprawie obowiązuje bowiem reguła: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Próba podniesienia pojedynczego krajowego mostu zwodzonego dla chińskich paczek dałaby niewiele, bo pozostałymi mostami korowód chińskiej tanizny sunąłby do Europy bez zmian. Ale po francuskim powstaniu w głowach europejskich urzędników najwyraźniej zaszła jakaś zmiana. Nieoczekiwanie Unia Europejska przyspiesza budowę anty-chińskiego muru. I już za kilka miesięcy zlikwiduje podobną dziurę celną, jaką wcześniej zatkała u siebie Ameryka. Przesyłki z Chin zostaną oclone i opodatkowane, każda będzie kosztować co najmniej jedną trzecią więcej niż teraz. Kto zechce ubierać się na chińskiej platformie wysyłkowej, zapłaci za swoje zakupy podatek, tak jak robi to kupując na miejscu. A nieprzerwany potok paczek z Chin w płynący do Europy z prędkością prawie 150 sztuk na sekundę, znacznie spowolni, lub może nawet całkiem wyschnie.
Na koniec pytanie kto na tym wszystkim zarobi. Odpowiedź odwrócimy. Wiadomo kto nie będzie szczęśliwy. To właściciele chińskich gigantów e-commerce jak Shein i Temu. Potem i tak ostatnio słaby rozpęd znów zapewne wytraci chińska gospodarka. Ale to już zupełnie inna historia.