Europa kapituluje, ale ma plan B. Czym jest strategia "China-free"?
O tę mało znaną firmę wybuchła transkontynentalna awantura. Chodzi o holenderską Nexperię, produkującą tranzystory i diody, bez których nie ruszy żaden samochód i nie zadziała żadne urządzenie. Firmę kilka lat temu Holendrzy sprzedali Chińczykom, ale gdy zorientowali się jak wielki popełnili błąd, postanowili odebrać ją siłą. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto korzysta z produktów Nexperii?
- Co zrobił Holenderski rząd?
- Jaką strategię mają wprowadzić europejskie koncerny?
Nexperia to firma z Holandii, jeden z największych na świecie producentów tranzystorów i diód, czyli technologii średnio zaawansowanej, ale niezbędnej w produkcji niemal wszystkiego co zawiera elektronikę, od samochodów po medyczne urządzenia diagnostyczne. Produkty Nexperii sterują pracą silnika, wtryskiem paliwa, kontrolują skrzynię biegów czy systemy oświetlenia LED. Są niezbędne w systemach telekomunikacyjnych i serwerach, zawsze tam, gdzie warunkiem jest odporność na wysoką temperaturę. Nexperia produkuje miliardy takich elementów rocznie, dostarczają do przemysłu co dziesiątą diodę czy tranzystor. Biznes - marzenie, produkcja nieskomplikowana, a odbiorcy pewni, bo diody mieć muszą. Kto ten biznes w Europie prowadzi? Tu będzie zaskoczenie: ten biznes w Europie prowadzą... Chińczycy. I tu właśnie jest pies pogrzebany.
Long story short: Nexperia jest spadkobierczynią Philipsa, z którego osiem lat temu wydzielony został biznes polegający na produkcji tak zwanych półprzewodników dyskretnych, to właśnie diody i tranzystory, wszelkich elementów do kontroli automatyki. Niecałe dwa lata po usamodzielnieniu, Nexperia w całości poszła w chińskie ręce. Kupił ją koncern WingTech za niewielkie pieniądze, zapłacił jakieś 3 i pół miliarda euro. Grosze za biznes, bez którego nic nie ruszy - dosłownie. Holendrzy sprzedali więc Chińczykom kontrolę nad strategiczną gałęzią produkcji. Ta samobójcza, ale indywidualna akcja, omal nie skończyła się właśnie zbiorowym pogrzebem. Nad przepaścią stanęła cała europejska branża motoryzacyjna.
Bo elementy produkowane w Europie zanim trafiały do odbiorców, przejeżdżały przez Chiny, skąd były rozsyłane. Problem powstał, gdy tam utknęły. To dlatego, że Europa została wzięta w dwa ognie w wielkiej amerykańsko-chińskiej wojnie technologicznej.
Holenderski rząd gra va banque
W obronie europejskiego przemysłu – bo Nexperia jest jedynym takim producentem w Europie – Holendrzy odebrał firmę Chińczykom siłą. Powołali się na prawo z czasów zimnej wojny, którego sensem było zagwarantowanie dostępu do kluczowych towarów i technologii w sytuacjach kryzysowych. Na mocy tego prawa odsunęli chińskich zarządzających i zaczęli kontrolować jej działalność. Zrobili to na wniosek Amerykanów, którzy już wcześniej podejrzewali Nexperię o działania na szkodę Zachodu. Holenderski rząd podjął decyzję bez precedensu, wcześniej nikt w Europie nie powoływał się na bezpieczeństwo narodowe zajmując całą firmę. Potem nastąpił cały łańcuch zdarzeń, których finałem było ograniczenie produkcji samochodów w Europie. Dlaczego? Chiny zablokowały działalność Nexperii, kontrolują globalny rynek surowców krytycznych, więc mogą (prawie) wszystko. W takiej na przykład produkcji akumulatorów dla motoryzacji mają surowcowy monopol, dostarczają 90 procent grafitu, bez którego baterii zbudować się nie da. Zachodni przemysł motoryzacyjny otrzymał ostrzeżenie: dostaw nie będzie. A w najgorszej sytuacji znalazły się dwa wielkie koncerny niemieckie: dostawca podzespołów, globalny gigant przemysłowy - czyli Bosch oraz Volkswagen, dla którego brak elementów do samochodowej elektroniki okazał się (przed)ostatnim gwoździem do trumny. Ten właśnie gwóźdź zdecydował o wszystkim co stało się później.
Europa musiała się poddać
Wobec możliwego kryzysu w branży samochodowej Holandia oddała Chińczykom to, co zabrała im miesiąc wcześniej. Zawiesiła swoją decyzję o przejęciu zarządu nad Nexperią. Chińczycy w uznaniu dla tego gestu dobrej woli zadeklarowali wznowienie dostaw do Europy. Czy to znaczy, że branża ostatecznie uszła śmierci spod kosy? Niekoniecznie. Bo po pierwsze decyzja o przejęciu przez Holendrów chińskiej firmy w Europie została tylko zawieszona a nie odwołana. I po drugie cała gałąź gospodarki wciąż jest zależna od jednego dostawcy. Dostawca ma właściciela, któremu niespecjalnie zależy na powodzeniu przemysłu samochodowego w Europie, bo sam ma ambicje być motoryzacyjnym potentatem. Które zresztą konsekwentnie i z powodzeniem realizuje wypychając Europejczyków z matecznika.
Czym jest strategia "China-free"
Strategię mają podobno wprowadzać największe europejskie koncerny motoryzacyjne, które sondują swoich poddostawców, naciskając na gwarancje całkowitej niezależności od Chin. Strategię zastosowały już japońskie firmy, na poszukiwania nie-chińskich komponentów ruszyli też Europejczycy. Historię z Nexperią traktują super poważnie - jako zagrożenie na przyszłość, a nie jednorazowe zerwanie łańcucha dostaw. Na koniec może się więc okazać, że kto mieczem wojuje, od miecza ginie, a monopol rozbije się sam. I miejsce wszechmogącej jednej chińskiej firmy zajmie niekończący się korowód firm amerykańskich i japońskich. I będzie to ostateczny epilog tej historii.