,
Obserwuj
Gospodarka

Fenomenalne wyniki NVidii. Ale rynki mają wątpliwości

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
21.11.2025 20:00

Na włosku tych liczb zawisła cała hossa na światowych rynkach. Te liczby to kwartalne wyniki NVidii, królowej sztucznej inteligencji, konia pociągowego hossy, która w ostatnich tygodniach stanęła pod potężnym znakiem zapytania. Największa firma w historii ludzkości warta astronomiczne 5 bilionów dolarów dowiozła fenomenalne wyniki, rynek oszalał jednak z radości tylko na moment. Bo obawy z niego do końca nie wyparowały.

Dzięki NVidii rośnie cała nowojorska giełda
Dzięki NVidii rośnie cała nowojorska giełda
fot. CHARLY TRIBALLEAU/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wyniki zaprezentowała NVidia?
  • Jak przyjął to rynek?
  • Dlaczego inwestorzy mimo wszystko pozostają czujni?

Na początek krótkie wyjaśnienie, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział: NVidia produkuje supernowoczesne, mocarne mikroprocesory, bez których sztuczna inteligencja nie wyda z siebie żadnego tchnienia. Jej złote czasy zaczęły się trzy lata temu, kiedy wystartował pierwszy model sztucznej inteligencji, czyli ChatGPT. NVidia przez lata nabierała doświadczenia w budowie mocnych kart graficznych, przeznaczonych do obsługi zaawansowanych gier komputerowych. I w momencie debiutu ChataGPT okazało się, że nikt na świecie nie jest w stanie dostarczyć tak dobrej i tak mocnej infrastruktury, w której sztuczna inteligencja może zamieszkać, jak NVidia, która podała światu te produkty na złotej tacy. Od razu stanęła po nie kolejka, która cały czas się wydłuża. To z kolei zauważyli inwestorzy, którzy stanęli w kolejce po akcje firmy. I w ten sposób zaczęła się spektakularna hossa, którą NVidia ciągnie od trzech lat.

Firma rosła tak szybko, że kwartał za kwartałem pokazywała wyniki najpierw niezłe, później bardzo dobre, a później - fantastyczne. Przyzwyczaiła rynki do rekordów, rozbudziła apetyty tak bardzo, że inwestorzy nie czekają już na "dobre" wyniki, czekają na "fenomenalne". A tym razem czekały na wyniki szczególnie fenomenalne.

"Być, albo nie być" światowej hossy

W liczbach spółka rozbiła bank. Na czysto w trzy miesiące zarobiła 32 miliardy dolarów, a to o dwie trzecie więcej niż rok temu. O tyle samo poszły w górę przychody ze sprzedaży, a przy tym - rośnie marża na której spółka zarabia. Prezes NVidii mówi, że popyt na najnowsze procesory spółki "urwał się z wykresów" i do tego zapowiedział, że w przyszłości firma może osiągać jeszcze lepsze rezultaty. Kiedy inwestorzy zobaczyli te liczby i usłyszeli te słowa, w pierwszej chwili odetchnęli z ulgą. Dlaczego?

Bo - i tu cofnijmy się o kilka tygodni - od kiedy NVidia przebiła 5 bilionów dolarów wartości, rynek zaczął wątpić. Pomnożenie wartości o bilion zajęło spółce zaledwie 79 dni. Przegoniła pod względem wielkości gospodarkę Japonii, przebiła całe gospodarki Niemiec i Indii, nie mówiąc o Polsce - jest od naszej gospodarki pięć razy większa. Tylko w tym roku NVidia dała zarobić akcjonariuszom prawie 40 procent, w ciągu trzech lat aż 1000 procent. Jest dzisiaj krezusem i pozwoliła nowojorskiej giełdzie osiągnąć własny sukces, prawie jedna piąta wzrostu całego parkietu to stale rosnący kurs NVidii. Dlaczego więc rynek zaczął wątpić?

Bo zaczął się bać, że na horyzoncie rysuje się bańka inwestycyjna. Że spółki technologiczne rosną bez umiaru, pod korek pakują się w wydatki związane ze sztuczną inteligencją, a nie ma to pokrycia w ich rzeczywistej kondycji. Dlatego w ostatnich tygodniach na rynki spadł chłodny prysznic, a pęd zaczął coraz wyraźniej hamować. Potwierdzeniem, albo zaprzeczeniem tych obaw, miały być tak wyczekiwane wyniki NVidii.

Inwestorzy pozostają czujni

W pierwszej reakcji, rynki tymi wynikami się zachłysnęły, bo uznały, że sztuczna inteligencja się rozwija, popyt cały czas rośnie, firmy na tym zarabiają, a zatem o bańce nie może być mowy. Słuchały przy tym słów prezesa NVidii: „Wiele mówi się o bańce spekulacyjnej na rynku sztucznej inteligencji” - mówił Jensen Huang, a zaraz później dodawał: „Z naszej perspektywy widzimy coś zupełnie innego”. Dlatego w pierwszej reakcji spółka zrzuciła wielki kamień z serca inwestorów. Ale ci lubią dopatrywać się dziury w całym, więc ten rynkowy hurraoptymizm szybko wyparował. Bardzo szybko, bo w zaledwie kilka godzin. Zadziałała tu też stara rynkowa zasada "kupuj plotki, sprzedawaj fakty".

Eksperci mówią, że wyniki Nvidii potwierdziły duży popyt na infrastrukturę AI, ale nie rozwiały do końca obaw drugiej połowy rynku o bańkę spekulacyjną. Bo big-techy rozbudowują swoje gigantyczne centra obliczeniowe zadłużając się na potęgę. Dlatego - jak pisze agencja Reuters - inwestorzy pozostają czujni. Bo choć raport Nvidii złagodził natychmiastowe obawy, szerszym zmartwieniem jest to, że wiele firm związanych z AI wciąż nie przełożyło ogromnych nakładów na znaczące zyski. A właśnie ta luka między wydatkami a rentownością jest kluczowym czynnikiem podsycającym dyskusję o tym, czy obecne wyceny spółek technologicznych są trwałe i czy nie pompuje się bańka. W przeszłości - na przykład u progu światowej kariery Internetu - przebicie takich baniek wywołało światowe kryzysy, w których padały całe firmy, państwowe budżety i domowe finanse. Na razie jednak widmo załamania trwającej od trzech lat hossy - to właśnie hossa sztucznej inteligencji - nie zajrzało rynkom w oczy. Chyba, że ktoś na rynku znów namiesza. Jest nawet taki kandydat, który urzęduje w Białym Domu.

Źródło: TOK FM