Gospodarka na mocną trójkę z plusem. Jak wyglądamy na tle Europy?
To solidny wynik - mówią ekonomiści po tym, jak dowiedzieliśmy się, w jakim tempie rozwija się polska gospodarka. Nieustannie przyspiesza, latem wzrost sięgnął 3,7 procent w skali roku. To tylko liczba, ale za nią kryje się kondycja zarówno firm jak i nas: pracowników i konsumentów. Z trójką z dużym plusem jasno świecimy też na gospodarczej mapie Europy, bo średnie i duże gospodarki mogą nam tylko pozazdrościć takiego wyniku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak nasza gospodarka wygląda na tle innych europejskich krajów?
- Co ją napędza?
- Jakie są prognozy na przyszły rok?
Gospodarka coraz lepiej radzi sobie z wychodzeniem z popandemiczno-wojenno-inflacyjnego dołka. Ekonomiści mówią zgodnie: ta trójka z wyraźnym plusem to - jak na naszą obecną sytuację - bardzo dobry wynik. Choć widzieliśmy już w przeszłości wzrosty po 6-7 procent. Ale co to znaczy "jak na naszą obecną sytuację"? Po pierwsze: nie sprzyja nam otoczenie zewnętrzne. Jako gospodarka nie żyjemy przecież w próżni, jesteśmy w systemie naczyń połączonych, z czego największe naczynie - niemieckie - ewidentnie jest dziurawe. Niemcy to nasz największy partner handlowy, największy odbiorca polskiej produkcji kierowanej na eksport, więc kiedy tam gospodarka się zacina, to i my wysyłamy tam mniej. Po drugie: w nowym świecie popandemicznym i po kryzysie energetycznym trudno jest i trudno będzie wrócić do tak szybkich dynamik wzrostu, jakie obserwowaliśmy w gospodarce kiedyś. Po trzecie: byliśmy gospodarką na niższym poziomie rozwoju, więc łatwiej było takie imponujące wzrosty wykręcać. I po czwarte: mamy wyzwania demograficzne: jest nas coraz mniej, pracodawcy czują barierę w postaci coraz trudniejszego dostępu do wykwalifikowanych rąk do pracy, a to nie pozwala im zwiększać produkcji tak jakby chcieli. Choć akurat tu pomoże automatyzacja.
To nasza zasługa
A co stało za takim wynikiem polskiej gospodarki w trzecim kwartale? Oficjalnie jeszcze dokładnie nie wiadomo, bo to na razie tak zwany szybki szacunek, ale ekonomiści wskazują po pierwsze nas, konsumentów. To już pokazywały dane o sprzedaży detalicznej za poprzednie miesiące, zwłaszcza zaskakująco dobre dane za wrzesień: odmroziliśmy wydatki, otworzyliśmy portfele i chociaż wciąż na zakupach nie hołdujemy zasadzie "hulaj dusza, piekła nie ma", to jednak odważniej wydajemy, także na tak zwane dobra trwałe. Kupujemy pralki, lodówki, samochody, sprzęt elektroniczny. Dlatego, że nas na to stać - to raz, a dwa - że powoli psują się sprzęty które kupowaliśmy w pandemii, kiedy zamknięci w domach - zamiast nas wyjazdy, restauracje, siłownie i odzież - wydawaliśmy na nowe sprzęty i remonty mieszkań. Poza tym dochody gospodarstw domowych rosną wciąż szybciej niż inflacja, a jednocześnie doświadczeni inflacyjnym horrorem zbudowaliśmy sobie poduszkę finansową na gorsze czasy. Konsumpcja ma więc źródła finansowania i w bieżących dochodach i w oszczędnościach. Jednocześnie stopy procentowe schodzą w dół, więcej zostaje w kieszeniach kredytobiorcom - i to też mogą przekierować na konsumpcję. Poza tym - chcemy jeździć na wakacje, chodzić do restauracji, poprawiamy sobie urodę, dbamy o zdrowie na siłowniach - usługi też wkładają swoje we wzrost całej gospodarki.
Konsumpcja to raz, a dwa - to inwestycje. Ekonomiści od dawna prognozują, że odkręcony kurek z pieniędzmi z Krajowego Planu Odbudowy zacznie dokładać swoje do wzrostu całej gospodarki. I chociaż później niż oczekiwano - właśnie się to zaczyna. Dlatego ten drugi silnik wzrostu gospodarczego będzie się rozpędzał i swoje maksimum mocy osiągnie w przyszłym roku - każdy kolejny kwartał będzie przynosił coraz lepsze wiadomości.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w mijającym tygodniu. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Sprawdź, czy jesteś na bieżąco i czy wiesz, co wydarzyło się w mijającym tygodniu!
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Korzysta też państwo
Dobrze, a co my mamy z tego, że gospodarka rośnie w solidnym tempie? Otóż, mamy. Bo wzrost gospodarczy pokazuje, że firmy zwiększają swoje obroty, nasi pracodawcy będą mieli z czego nam wypłacać pensję, a nawet dać podwyżkę i ciągle chcą utrzymywać nasze etaty. Z punktu widzenia przedsiębiorców to oni się na ten wzrost składają, co oznacza że żyjemy w środowisku, które sprzyja rozwojowi biznesu. Ale to też dobra informacja dla rządzących: wyższy PKB to jest większa baza podatkowa, czyli z większego worka można wyciągnąć podatki. Choć tu akurat spadająca inflacja powoduje, że do państwowej kasy wpływa mniej najważniejszego z jej punktu widzenia podatku VAT, który codziennie płacimy na zakupach.
Ta nasza trójka z solidnym plusem to jasny punkt na mapie Europy. Nasza gospodarka okazuje się kuloodporna, szybciej niż inni wychodzimy z dołka. A przynajmniej szybciej niż inni więksi, bo jak spojrzymy na europejską mapę, to tylko kilku, i to dodatkowo małym gospodarkom, udało się szybciej niż nam wracać do trendu wzrostowego. To na przykład Malta, Chorwacja czy Irlandia, ale ze średnich i dużych gospodarek w Europie radzimy sobie najlepiej ze wszystkich, które możemy obserwować. Wprawdzie nie aż tak dobrze, jak życzyliby sobie tego ekonomiści, ale jest nieźle.
Wprawdzie ekonomiści mówią, że obecne ożywienie jest najwolniejsze w tym stuleciu, bo po wcześniejszych dołkach Polska wychodziła z nich szybciej, nie zmienia to jednak faktu, że gospodarka wrzuciła wyższy bieg i w planach ma rozpędzać się jeszcze bardziej. W przyszłym roku na tym PKB-owskim liczniku mamy szansę zobaczyć nawet czwórkę.