Jawność cen mieszkań to fikcja? "Półsurowe dane" w rządowym portalu
Dostęp do Rejestru Cen Nieruchomości od piątku jest darmowy. Jak działają nowe regulacje? - Opublikowaliśmy coś, co nazwałabym półsurowymi danymi. To dane częściowo przetworzone, a nie prosto z aktów notarialnych. Nabierze to sensu - mówiła w TOK FM Hanna Milewska-Wilk z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.
- Od 13 lutego każdy może bezpłatnie sprawdzić w Rejestrze Cen Nieruchomości rzeczywiste ceny, po jakich sprzedawane są mieszkania;
- Jak mówiła w TOK FM Hanna Milewska-Wilk, na razie korzystanie z rejestru pozostawia wiele do życzenia;
- "Jeżeli chcielibyśmy np. porównać trzypokojowe mieszkania w konkretnym typie budynków, to okazuje się, że dane, które uzyskamy, mogą być bardzo różne" - wskazała ekspertka z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.
Za informacje z urzędowego Rejestru Cen Nieruchomości starostwa od piątku - 13 lutego nie powinny już pobierać opłat.
Jak oceniła w TOK FM Hanna Milewska-Wilk korzystanie z rejestru wcale nie jest łatwe. - Danych jest bardzo dużo i trzeba umieć je odfiltrować, wybrać to, co jest dla nas najbardziej interesujące. Tylko, że w obecnej formie bardzo trudno jest choćby wybrać adres. Chcielibyśmy sprawdzić mieszkania przy konkretnej ulicy, ale okazuje się, że jednak niekoniecznie - mówiła specjalistka ds. mieszkalnictwa z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.
Zwróciła też uwagę, że teraz opublikowano dane tylko dla Warszawy. - Gdybyśmy chcieli dostać dane w dowolnym powiecie w Polsce, to trzeba złożyć odpowiedni wniosek - z informacją, czego dane mają dotyczyć np. jakiego czasu - dodała w rozmowie z Adamem Ozgą.
"Półsurowe dane"
W ocenie gościni TOK FM problemem jest też to, że danych może być nawet więcej, niż byśmy sobie tego życzyli. - Jeżeli chcielibyśmy np. porównać trzypokojowe mieszkania w konkretnym typie budynków, to okazuje się, że dane, które uzyskamy, mogą być bardzo różne. Dlaczego? Bo np. sąsiadka kupiła mieszkanie, ale nie całe, tylko 33 proc. udziałów pospadkowych od swojej córki - Milewska-Wilka wskazała na konkretny przykład. Podkreśliła przy tym, że będzie to ujęte jako "transakcja pod adresem".
Inne problemy? Ekspertka zwróciła uwagę na brak jednolitego standardu, co oznacza, że dane, które dostaniemy np. z Olsztyna mogą się różnić od tych z Warszawy. - I tak na przykład w Olsztynie na ósmej pozycji będzie informacja, że jest to jakiś udział w nieruchomości, choć niekoniecznie będzie wskazane, jaki. A z kolei w Warszawie w tym miejscu będzie napisane, że to lokal do remontu - wyjaśniała.
- To, co nam to wszystko daje? - dopytywał dziennikarz TOK FM.
- Opublikowaliśmy coś, co nazwałabym półsurowymi danymi. To dane częściowo przetworzone, a nie prosto z aktów notarialnych. Nabierze to sensu, choć na razie portal rządowy ma bardzo złą sławę - odpowiedziała ekspertka. I wskazała na koniec, że liczy przede wszystkim na lepsze filtrowanie danych tak, by były one prezentowane w bardziej przystępny sposób, bardziej czytelne i porównywalne.
Źródło: TOK FM