Koniec Białego Domu jaki wszyscy znają. Trump spełnia swoje marzenia
Biały Dom, budynek-ikona, siedziba prezydentów Stanów Zjednoczonych i miejsce, w którym pisze się historia świata, stał majestatycznie dwa stulecia. Aż doczekał się 47 prezydenta Donalda Trumpa, który ze sloganem "Make America Beautiful Again" na ustach wysłał na Biały Dom stado buldożerów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Donald Trump finansuje przebudowę?
- Gdzie szuka architektonicznych inspiracji?
- Jak mają wyglądać budynki amerykańskiej administracji?
Na początek budynek - jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. Biały Dom - siedziba amerykańskich prezydentów, z emblematycznym Gabinetem Owalnym, Ogrodem Różanym, słynnym frontowym trawnikiem i wejściową kolumnadą. Rezydencja i miejsce pracy każdego prezydenta USA, z wyjątkiem pierwszego, George'a Washingtona, który nie doczekał oddania budynku do użytku. To miejsce najważniejszych wydarzeń w historii Ameryki. W Sali Wschodniej zmarł postrzelony prezydent Abraham Lincoln. W Gabinecie Owalnym Franklin Delano Roosevelt odebrał meldunek o ataku na Pearl Harbor. W Gabinecie Traktatowym John Kennedy podpisał traktat o zakazie testów z bronią jądrową. Zbudowany w stylu neoklasycystycznym, zachował przez dziesiątki lat swoją niemal niezmienioną formę. Mimo rozbudowy o dwa skrzydła Zachodnie i Wschodnie oraz gruntownych renowacji wnętrz, przez ponad dwa wieki prezentował się niemal tak samo. Aż doczekał 47 prezydenta. I swojego końca... W pewnym sensie.
Donald Trump i jego marzenie
Bo oto do Białego Domu wprowadził się Donal Trump wraz ze swoim niespełnionym marzeniem, którym podobno miał się dzielić już 15 lat temu z urzędnikami kancelarii Baracka Obamy, którym proponował wzniesienie... składanej sali balowej. W miejsce - jak podobno miał powiedzieć - g...nych namiotów, w których przyjmowani są oficjalni goście na uroczystych kolacjach. Otrzymał wtedy odpowiedź, że nowa sala balowa nie jest w czasach kryzysu artykułem pierwszej potrzeby.
Teraz przebudowa znalazła się na ustach całego świata, wraz z listą sponsorów całego przedsięwzięcia i dziesiątkami milionów dolarów wpłacanych - rzekomo - z nieudawanym entuzjazmem. Na liście są największe firmy technologiczne, które w trosce o swoje interesy zajmują miejsce w najbliższym otoczeniu Trumpa. Nierzadko za pieniądze. Jak teraz, gdy w Białym Domu zorganizowano lunch na rzecz zbiórki. W ten sposób w wykazie darczyńców znalazły się Amazon, Apple, Catterpillar, Coinbase, Comcast, Google, Meta, Lockheed Martin, Microsoft, Palantir oraz T-Mobile. Czy pojedynczy sponsorzy jak na przykład bracia Winklevossowie, znani na świecie z epickiej awantury o Facebooka. Po tym jak 20 lat temu oskarżyli jego założyciela Marka Zuckerberga o kradzież pomysłu na portal, w ramach ugody zainkasowali ponad 60 milionów dolarów odszkodowania, które pomnożyli inwestując w bitcoiny w czasach, gdy były one warte jakieś 120 dolarów. Stali się w ten sposób pionierami kryptowalut i znanymi inwestorami dla nowych biznesów.
Albo Harold Hamm aka Król Łupków. Potentat, stojący za amerykańską rewolucją naftową, która przyniosła krajowi wielkie pieniądze i rekordowe wydobycie surowca. Wszyscy oni prowadzą z administracją rządową szerokie interesy, ich biznesy zależą od urzędniczych decyzji i przychylności władzy. Amerykańskie media zastanawiają się więc za co tak naprawdę płacą sponsorzy.
Czas na Donalda Demolkę
Teraz będzie o równaniu z ziemią. 47 amerykański prezydent zrobił to już z jedną trzecią Białego Domu. Konkretnie z tak zwanym Wschodnim Skrzydłem, wprawiając w osłupienie opinię publiczną, historyków i architektów. Mógł to zrobić, bo wymienił skład specjalnej rady opiniującej najdrobniejsze zmiany w tkance historycznych budynków. A i tego nie musiał robić, bo - jak się okazało - Biały Dom nie podlega żadnym konserwatorskim rygorom. Po wymianie członków rady na swoich urzędników, amerykański prezydent wpuścił na teren Białego Domu gromadę buldożerów. Zaraz potem ze wschodniego skrzydła całego Domu nie zostało nic. W tym samym miejscu ma stanąć budowla godna samego Donalda Trumpa - wielka i wspaniała Sala Balowa. Jej architekt ma wąską specjalizację w projektowaniu... kościołów. Sam Trump chce zaś przywrócić Ameryce jej neoklasycystyczne tradycje - ma być monumentalnie i świetliście, wszystko złocone. Nic dodać, nic ująć.
Wschodnie skrzydło imienia Donalda Trumpa ma być dwa razy większe od samego Białego Domu. Sceptycy twierdzą, że przy nowej budowli będzie wyglądał raczej jak domek a nie dom. Sala balowa zajmująca największa część budowli ma pomieścić nawet tysiąc gości. Zdobić ją będą kryształowe kandelabry, ramy okienne będą pozłacane, podobnie jak belkowanie kasetonowego sufitu. Przy wejściowych portykach staną klasycystyczne kolumny. Donald Trump nadzoruje projekt osobiście, w gabinecie Owalnym odbywają się narady z architektami, a w sali obok trzyma próbki materiałów budowlanych. Pracownicy departamentu skarbu sąsiadującego z Białym Domem dostali zakaz publikowania zdjęć, podobno ze względów bezpieczeństwa.
Przepis na piękną Amerykę
Na koniec krótki przepis na to jak uczynić Amerykę piękniejszą. Czyli "Make Architecture Beautiful Again". To dekret wykonawczy wydany przez prezydenta w sierpniu. Mniej więcej w czasie, gdy startował projekt przebudowy Białego Domu. W dekrecie pojawia się - uwaga - Michał Anioł, ten od Kaplicy Sykstyńskiej. Co klasyk reneansu robi w prezydencki dekrecie? To proste - robi za wzór.
Zgodnie z zarządzeniem Donald Trumpa, budynki instytucji federalnych mają podnosić odwiedzających na duchu i budzić ogólny szacunek. I oczywiście powinny być ... klasycystyczne. Przepisy wymieniają klasyków renesansu jak wspomniany Michał Anioł czy Filippo Brunelleschi, autor kopuły katedry Santa Maria del Fiore we Florencji. Poza tym architekci klasycystyczni, plus kilku współczesnych, nawiązujących do stylistyk neoantycznych, plus wymienione z nazwy współcześnie pozakręcane Art Deco. Na indeks trafił zaś brutalizm, ten z betonowymi prostopadłościanami i dekonstruktywizm, w którym nic nie jest na swoim miejscu. Teraz wszystko w Ameryce ma być takie jak trzeba. Jak prezydencka sala balowa: wielka i wspaniała. A właściwie największa i najwspanialsza.