,
Obserwuj
Gospodarka

Nie tylko złoto. Ceny srebra też szybują. Jak zyska Polska?

Wojciech Kowalik
5 min. czytania
20.10.2025 12:12

Dzień bez rekordu dniem straconym: tak można było nazwać ostatni czas na rynkach złota i srebra. Oba kruszce wystrzeliły w górę, a w przypadku srebra robi to o tyle większe wrażenie, że na obecny rekord wszech czasów musiało pracować 45 lat.

Jednym z potentatów w produkcji srebra jest KGHM
Jednym z potentatów w produkcji srebra jest KGHM
fot. PIOTR DZIURMAN/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego rosną ceny złota?
  • Do czego potrzebne jest srebro?
  • Do jakich poziomów mogą dojść oba kruszce?

Żeby dobrze zrozumieć to, co dzieje się na rynku srebra, musimy zacząć od złota. Powiedzieć, że bije rekordy, to za mało. Jeszcze miesiąc temu eksperci obserwujący ten rynek przecierali oczy ze zdumienia, patrząc, jak dobija do 3700 dolarów za uncję. Teraz nie tylko nieaktualny jest ten poziom, w tyle zostało i 3800 i 4000 i 4200, a nawet ostatnio - 4300 dolarów, bo złoto skacze przez płotki rekordów jak mistrz olimpijski. Oczywiście, ten rajd napędza cały zbiór czynników, o których wiemy od dawna.

Złoty interes

Przede wszystkim: zakupy banków centralnych, które po złoto wychodzą na rynek tak łatwo, jak my rano do sklepu po bułki. To w złocie trzymane są rezerwy walutowe krajów, z których łask wypada dotychczasowy faworyt, czyli amerykański dolar. Świat się dedolaryzuje, czyli amerykański "zielony" nie jest już takim przedmiotem pożądania jak jeszcze niedawno. To raz, dwa: i to też ma związek z dolarem - niższe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Czyli: trzymanie pieniędzy w dolarze i powiązanych z nim papierach coraz mniej się światowemu kapitałowi opłaca, bo przynosi mniejsze odsetki. A złoto - też bezpieczne, mocno rosnące, więc to do niego płynie teraz światowy kapitał. Trzy: i też Stany Zjednoczone, a dokładniej - ich prezydent. Donald Trump tak namieszał w świecie swoimi zaczynanymi, kończonymi, zaostrzanymi, luzowanymi wojnami handlowymi, że poziom niepewności w światowym handlu jest najwyższy od dziesięcioleci. A jak niepewność i trwoga - to do złota! A to wciąż nie koniec powodów, czwartym jest pęd po złoto już nie tylko wielkich bonzów światowej finansjery, ale też zwykłych ciułaczy, nazywanych w rynkowym slangu "ulicą". Owa "ulica", razem ze wspomnianymi bonzami, właśnie padła ofiarą FOMO. Ki diabeł? Z angielskiego to "fear of missing out", czyli strach, że coś nas ominie. Można to wytłumaczyć tak: skoro wszyscy dookoła kupują jakiś towar - w tym przypadku złoto - nie chcemy, żeby nas to ominęło. I w ostatnich tygodniach, w których złoto biegnie przez wspomniane płotki rekordów, coraz bardziej napędza je właśnie efekt FOMO. Są jego widoczne dowody: japońskie czy australijskie media piszą o kolejkach chętnych do kupowania sztabek złota.

Srebro w roli głównej

O ile złoto na swoje rekordy pracuje cały czas, o tyle rekord srebra był wypracowany w pocie czoła, bo został pobity po 45 latach. Srebro przebiło poziom 50 dolarów za uncję, a ostatnio było tam na początku lat osiemdziesiątych. W tym roku kruszec zyskał już na wartości blisko 90 procent. Czyli bije na głowę nawet złoto, które wzrosło o 70 procent. Złoto rośnie głównie z powodów inwestycyjnych. A czy srebro też?

Poniekąd. Oczywiście srebro nazywane jest nawet "uboższym kuzynem złota" i trafia do portfeli inwestorów: potwierdzają to firmy sprzedające złoto inwestycyjne. Ale to mniejszość, bo po srebro globalna kolejka ustawia się z innych powodów. To surowiec przemysłowy: szacuje się, że od 60 do nawet 80 procent światowego wydobycia trafia właśnie do przemysłu. Gdybyśmy teraz rozejrzeli się dookoła siebie, znaleźlibyśmy srebro niemal wszędzie: jest w telefonach komórkowych i komputerach, w kuchenkach mikrofalowych, w przewodach, włącznikach, w lustrach, łożyskach. Srebro wykorzystują medycyna i branża energetyczna: kruszec jest potrzebny do paneli fotowoltaicznych, co ma znaczenie w dobie światowej transformacji energetycznej. Bez srebra nie pojadą też nasze samochody: w każdym z nich jest nawet 50 gramów kruszcu. Łącznie na tej liście jest około 10 tysięcy zastosowań.

Popyt na srebro rośnie tak bardzo, że na rynku surowcowym w Londynie, który jest jednym z głównych centrów obrotu kruszcami, widać, że rezerwy srebra spadły do najniższego poziomu od blisko pięciu lat. Co więcej - wyparowała cała wieloletnia nadwyżka surowca. Srebra jest na rynku za mało, sektor technologiczny potrzebuje go coraz więcej, więc tu wchodzi klasyczne prawo ekonomii - kiedy rośnie popyt, a podaż nie nadąża - rosną ceny. Do tego wszystkiego we wrześniu srebro trafiło na roboczą listę amerykańskich minerałów krytycznych.

I jakby tego było mało, na tę scenę wchodzi jeszcze największy na świecie importer srebra, czyli Indie i zbliżające się tam święto świateł Diwali, kiedy tradycyjnie rośnie zapotrzebowanie na srebro u jubilerów. Rynkowe niedobory sprawiły jednak, że producenci nie są w stanie wytwarzać wyrobów ze srebra, a monety i sztabki – popularne prezenty z okazji tego święta – są sprzedawane po astronomicznych cenach.

Co ciekawe, jedną z największych na świecie "kopalni" srebra mamy w Polsce. Z raportu "World Silver Survey" wynika, że drugim światowym producentem srebra jest nasz KGHM - z produkcją przekraczającą 1300 ton w ubiegłym roku. Ta odbywa się w hucie w Głogowie, a kruszec pozyskiwany jest z tak zwanego czarnego błota - tak nazywany jest szlam anodowy - nazwa może mało zachęcająca, ale jakie cenne rzeczy się pod nią kryją - powstający podczas elektrorafinacji miedzi. Poddawany specjalnym procesom na końcu daje srebro i inne cenne metale. Zresztą, niemal trzy czwarte srebra na świecie pozyskuje się właśnie w postaci produktu ubocznego wydobycia innych surowców. 

Redakcja poleca

Ile jeszcze będą rosły ceny?

Rynek srebra jest dziewięciokrotnie mniejszy niż rynek złota. Analitycy patrzą na cenową relację obu kruszców - teraz złoto jest 80 razy droższe niż srebro. A kiedy kilkanaście lat temu widzieliśmy szczyty i na złocie i na srebrze jednocześnie, to wówczas ten współczynnik wynosił około 30. To oznacza, że przestrzeń do wzrostu cen, zwłaszcza srebra - jest jeszcze duża. Na razie analitycy amerykańskich banków inwestycyjnych prześcigają się w prognozach wzrostowych dla obu kruszców: widzą złoto w przyszłym roku po 5 tysięcy dolarów za uncję, srebro - po 65 dolarów, czyli o jedną trzecią wyżej niż teraz. O ile nie stanie się nic, co ten szaleńczy wzrost zatrzyma - i może odwróci. Na rynkach mówi się, że drzewa nie rosną do nieba, czyli że nic nie może rosnąć wiecznie. Na razie trwają zakłady ekspertów o to, jak wysoko urosną drzewa złota i srebra.

Źródło: TOK FM