Nowy szef Apple na czasy AI. Kto zastąpi Tima Cooka?
Rynki rozgrzały pogłoski o zmianie na szczycie drugiej największej firmy świata. Mowa o Apple, wartym 4 biliony dolarów producencie iPhone'ów, MacBooków, iPadów i Apple Watchy. Po 15 latach ze stanowiska szefa ma odejść Tim Cook, a światowe media biznesowe obiegają właśnie domysły, kto może go zastąpić.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są największe zalety Tima Cooka?
- Jak urósł Apple za jego rządów?
- Kto ma szanse, by go zastąpić?
Ale zanim o tym co może przynieść przyszłość, zerknijmy w przeszłość. 64-letni obecnie Tim Cook zajął gabinet prezesa Apple'a w 2011 roku, zastąpił charyzmatycznego Steve'a Jobsa. To Jobs zapoczątkował wspomnianą rewolucję, kiedy w 2007 roku pokazał pierwszego iPhone'a. Apple, znane już wtedy z komputerów Mac czy odtwarzających muzykę iPodów, dzięki iPhone'owi dostało wiatru w żagle i tak zaczęło światową rewolucję smartfonów. Wprowadziło zwykły telefon komórkowy na wyższy poziom osobistego urządzenia do komunikacji, robienia zdjęć, słuchania muzyki i - co najważniejsze - korzystania z internetu. Można iPhone'a lubić lub nie, ale trzeba przyznać - to od niego ta rewolucja się zaczęła. Jobs zmarł w 2011 roku i na czele firmy stanął wtedy Tim Cook.
Biznes zamiast wizji
Nie miał łatwego zadania, bo wchodził w buty wizjonera. Nie jest showmanem, był postrzegany bardziej jako nudnawy księgowy, ale właśnie tu rozwinął swoje zdolności: okazał się wizjonerem biznesowym. Próbkę swoich możliwości pokazał za czasów Jobsa, kiedy w 1998 roku Apple wpadł w potężne problemy finansowe, a Cook z gracją firmę z tego dołka wyciągnął. Już jako prezes postawił na rozwijanie sprawdzonych produktów, czym naraził się na zarzuty, że Apple straciło swój pazur technologicznego lidera i zostało w tyle oddając pole eksperymentującej z innowacjami konkurencji. Może dlatego poszczególne generacje iPhone'ów niewiele się od siebie różniły, ewoluowały bardzo powoli, ale i tak nie traciły, a nawet zyskiwały swoich fanów, gotowych wydać ciężkie pieniądze za kolejne modele, których premiery co roku podgląda cały technologiczny świat.
To Tim Cook przestawił spółkę na outsourcing produkcji ze Stanów Zjednoczonych do Azji, co pozwoliło firmie działać na większą skalę i przynosić większe zyski. Choć w dobie wojen celnych jakie rozpętuje Donald Trump - także z Chinami i Indiami, które są zapleczem produkcyjnym iPhone'ów - firma stanęła w obliczu kłopotów. A sam Trump przywoływał Cooka do porządku. Ten w odpowiedzi obłaskawił Trumpa obietnicą inwestycji 600 miliardów dolarów w zakłady w Stanach i wręczył mu kosztowny drobiazg. Na razie więc te turbulencje wydają się zażegnane. A zatem - może i innowacyjności brak, fajerwerki też jakby blade, ale okazuje się, że ten biznesowy zmysł "księgowego" Cooka przyniósł efekty.
Bo w ciągu piętnastu lat zarządzania ponad dziesięciokrotnie powiększył wartość Apple'a. W 2011 roku firma była warta niecałe 400 miliardów dolarów, teraz astronomiczne prawie 4 biliony, ustępując jedynie światowej potędze mikroprocesorów, królowej sztucznej inteligencji, NVidii, która z pięcioma bilionami została największą firmą w historii ludzkości. Apple pod względem wartości wyprzedza teraz pozostałych gigantów: Microsoft, właściciela Google'a oraz Amazona. Od premiery iPhone'a akcje Apple'a na nowojorskiej giełdzie wzrosły o 13 tysięcy procent. W przypadku NVidii to 66 tysięcy procent, ale w przypadku Microsoftu - "tylko" 2 tysiące procent.
Szykująca się zmiana u steru tego okrętu z nadgryzionym jabłkiem raczej nie może więc wynikać z osiągnięć finansowych, które są imponujące, ale raczej z przygotowania się na nową erę sztucznej inteligencji. Bo tu Apple zdecydowanie rewolucję przesypia i jest daleko w tyle za konkurencją. Choć ma to i swoją dobrą stronę. Bo podczas gdy w ostatnim czasie coraz głośniej brzmią obawy o bańkę sztucznej inteligencji i kondycję firm zapakowanych finansowo pod korek w projekty AI, ostrożna strategia Apple'a trzyma go z boku tych rynkowych turbulencji. Niemniej i z tym przyjdzie się zmierzyć nowemu prezesowi. A kto to taki?
Kto obejmie stery
"Financial Times" pisze, że zarząd Apple'a zaczął już poważnie pracować nad wyborem. Największe szanse zadaniem dziennikarzy ma na to John Ternus, starszy wiceprezes spółki do spraw urządzeń. Nie jest to postać znikąd. Obecnie 50-letni, dawny pływacki mistrz męskiej drużyny Uniwersytetu Pensylwanii, pracuje w Cupertino od niemal ćwierć wieku. I przeszedł wszystkie szczeble kariery: od szeregowego inżyniera produktu po jednego z najbardziej wpływowych menedżerów w firmie. To on jest architektem sprzętowych fundamentów kluczowych produktów: Maca, iPada, AirPodsów, Apple Watcha, a w ostatnich latach także iPhone’a. Co ważne - i co podkreślają znawcy codziennego życia w firmie - jest charyzmatycznym liderem z dobrą opinią wśród pracowników. I dał się poznać na konferencjach na których pokazywane były nowe produkty Apple'a. Ostatnio w Londynie, gdzie pokazywał najnowszy model flagowego iPhone'a.
Do zmiany prezesa drugiej największej firmy świata może dojść w przyszłym roku, dobrze poinformowane źródła twierdzą, że raczej nie przed styczniową prezentacją wyników finansowych. Być może właśnie trzymasz w ręce produkt z logo nadgryzionego jabłka. Jak będą wyglądały, jak będą działały i ile będą kosztowały kolejne - to już będzie zależało od nowego prezesa.