,
Obserwuj
Gospodarka

Petrorubli coraz mniej. Czy Rosję będzie stać na wojnę?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
25.11.2025 19:04

Po morzach i oceanach pływają rekordowe ilości ropy naftowej - świat ma jej zdecydowanie za dużo. To, co jest dobrą informacją dla większej części świata, jest fatalną dla Rosji, która traci klientów przestraszonych widmem amerykańskich sankcji.

fot. Karol Porwich/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto kupuje rosyjską ropę?
  • Czy amerykańskie restrykcje przyniosą w końcu skutek?
  • Co stało się w Bułgarii?

Na początek stan wyjściowy, czyli opowieść o nadwyżce i braku. Bo choć świat ma ropy globalnie za dużo, to jednocześnie jest jej miejscami za mało. A będzie jeszcze mniej, jeśli dwaj największy poza Ameryką konsumenci paliw, odetną się od dostaw z Rosji - wspólnie kupują połowę rosyjskiego wydobycia. Bez tych klientów Moskwa stanie przed egzystencjalnym wyzwaniem: komu upchać swoją produkcję. Wyboru wielkiego mieć nie będzie. Za to wszyscy pozostali mogą w dostawcach przebierać jak w ulęgałkach.

Bo przez morza i oceany żegluje właśnie największa od półwiecza ilość surowca. Poprzednio niemal taką samą ilość ropy - w czasie pandemii - magazynowano wszędzie, gdzie się dało. Wtedy zapotrzebowania nie było, wydobycie za to szło prawie pełną parą. Zbiorniki zapasowe na lądzie szybko się wypełniały, ropy było wciąż więcej i więcej, więc kolejne baryłki lądowały w zbiornikach tankowców, gdzie czekały wtedy i czekają teraz na lepsze czasy, krążąc bez celu po starcie z portów Rosji i Bliskiego Wschodu. Ropy jest tak dużo, że statki wyruszają w drogę mimo tego, że ich ładunek nie został sprzedany. Sprzedający polują na kupujących po drodze i rozdają rabaty. To jeden z powodów dla których - mimo niespokojnych czasów - ropa jest relatywnie tania. Z czego cieszą się tak samo całe gospodarki i każdy kierowca z osobna przy dystrybutorze. Bo tanie paliwa, to niska inflacja, stabilne ceny to niskie stopy procentowe, tani kredyt i niskie raty. Szybciej kręcąca się gospodarka. Więcej w portfelach. W końcu większe możliwości na zakupach. Czyli kraina powszechnej gospodarczej szczęśliwości. Ale nie dla wszystkich - kraje wydobywcy mają problem, a największy - Rosja.

Do ściany przypierają ją Amerykanie, odbierając jej najbardziej stabilne źródło dochodów, czyli dochody z ropy naftowej. Obłożyli bowiem sankcjami każdego, kto będzie od Rosji surowiec kupował i prowadził interesy z dwiema największymi rosyjskimi spółkami naftowymi: Łukoilem i Rosnieftem. Co dla jednego z państw unijnych zakończyło się przymusowym przejęciem rosyjskiego biznesu.

Gdzie upchnąć rosyjską ropę

Największymi odbiorcami rosyjskiej ropy są Indie i Chiny. Jest ultra tania, jej cena spadła po wejściu w życie poprzedniej fali zachodnich sankcji. To właśnie wtedy Rosja zaczęła wysyłać swój surowiec tankowcami należącymi do floty cieni. Bo żaden szanujący się, legalnie działający armator, nie chciał mierzyć się z europejskimi i amerykańskimi karami za handlowanie z Kremlem. Uralska ropa pływa więc zapakowana w złom. Ale wyjścia Rosja w zasadzie nie ma. A w zasadzie nie miała, teraz nawet ten oryginalny sposób transportowania surowca może się okazać zbędny.

Bo Amerykanie będą umieszczać na handlowym indeksie każdego, kto zada się z rosyjskimi przetwórcami naftowymi. I ta właśnie groźba zrobiła wrażenie na jednym z największych rosyjskich odbiorców. Wygląda bowiem na to, że Indie zapowiedziały, że zamierzają robić zakupy gdzie indziej. I dlatego już kontraktują transporty z Bliskiego Wschodu. Przeciwnie Chiny - tam w sprawie zmiany dostawcy na razie cicho. A to właśnie te dwa państwa odbierają z Rosji 90 procent eksportowanego surowca. Bez nich Rosję zaleje ropa, której - podobnie jak wszyscy inni - producenci nie mają gdzie składować.

Będzie drożej, czy taniej?

Z logicznego punktu widzenia rzecz wydaje się oczywista: skoro ze sprzedaży całkowicie (teoretycznie) zniknie ropa z Rosji, to ceny surowca powinny wzrosnąć. Prawda? Niekoniecznie. Bo świat ma ropy pod dostatkiem, w tym tej upchniętej na tankowcach pod każdą szerokością geograficzną. I z tego zapasu teraz skorzysta. To po pierwsze. Po drugie: dwie czołowe gospodarki świata drepczą w miejscu, a dreptanie paliwa nie wymaga. Po trzecie: tam, gdzie sprawy gospodarcze idą szybciej, coraz częściej idą na prąd. I choć Międzynarodowa Agencja Energii prognozuje, że paliwa kopalne nadal będą napędzać świat, to jednak zapotrzebowanie nie będzie skokowo rosnąć. Po czwarte: rynki oceniają, że jest cień szansy na zakończenie konfliktu w Ukrainie. W rezultacie możliwość powrotu Rosji na rynek z jej uralską ropą, a więc stałej obniżki cen. Oraz po piąte: kraje wydobywające surowiec pompują go coraz więcej. Potrzebują na nim zarabiać, a nabywców nie przybywa. I to by były te dobre wiadomości dla tankujących

Bułgarska nacjonalizacja

Na koniec bułgarski wątek tej historii i wielka awantura o tamtejsze stacje benzynowe oraz największą rafinerię, której właścicielem są...? Tak jest, właścicielem są Rosjanie. Konkretnie Łukoil, który w przetwórstwie ropy jest bułgarskim monopolistą. I o tę rafinerię głównie poszło. Amerykańskie sankcje przewidują, że do połowy grudnia przejdzie w nowe ręce. Bułgarzy postanowili w tej sprawie nie czekać i wprowadzili do bułgarskiego Łukoila swojego zarządcę, uchwalając w parlamencie w rekordowym tempie nacjonalizację rosyjskiego biznesu. Ryzyko przymusowego zamknięcia naftowego biznesu byłoby katastrofą, bo zapasy paliwa wystarczą zaledwie na miesiąc. A Łukoil wykosił w Bułgarii całą konkurencję: ma rafinerię, magazyny paliw, system rurociągów, co piątą stację benzynową, zaopatruje w paliwo lotnictwo cywilne, dostarcza benzynę służbom państwowym. Rosjanie nie składają broni i domagają się swobody działania. Twierdzą, że szukają kupca na swój biznes i zamierzają wynieść się z Bułgarii. Podobno (prawie) dobrowolnie.

Zamiast pointy odpowiedź na pytanie: czemu ma służyć ta globalna awantura? Ma zmiękczyć Rosję. Wyłączyć bankomat, z którego Kreml czerpie gotówkę bez końca, by płacić nią za wojnę z Ukrainą. I w ten sposób przekonać Moskwę do większej ustępliwości. Czy to się uda? To zależy od tego, jak sprawnie Zachód włączy sankcje. I od tego, jak zareaguje Wschód, czy Indie i Chiny znajdą sobie innego niż Rosja dostawcę. I od tego, czy Rosji znów uda się sankcje obejść, co robiła z powodzeniem przez ostatnie trzy lata.

Źródło: TOK FM