Pociągiem za 1 zł. Problem z promocją PKP Intercity? "Dwie strony medalu"
- Może np. cena 1 zł jest zbyt niska, może trzeba mówić np. o 10 zł albo tylko zdecydować się na pewną pulę tanich biletów bądź pewne trasy, na których tego dnia pociągi byłyby mniej zatłoczone. Są różne możliwości - tak o promocji PKP Intercity mówił w TOK FM Karol Trammer, redaktor naczelny dwumiesięcznika "Z biegiem szyn".
20 października, kiedy obchodzony jest Europejski Dzień Seniora, pasażerowie, którzy ukończyli 60 lat, mają możliwość przejazdu wszystkimi pociągami PKP Intercity za 1 zł. Kilka dni wcześniej, bo 14 października - w Dzień Edukacji Narodowej - za symboliczną złotówkę mogli podróżować uczniowie, studenci i nauczyciele. Jak poinformowało PKP Intercity tego dnia przewiozło ponad 430 tys. pasażerów i był to najlepszy dzienny wynik w historii spółki.
Jak ocenił w TOK FM Karol Trammer tego typu promocja ma dwie strony medalu. - Z jednej strony są ci, którzy zdecydowali się na eksperymentalną podróż pociągiem, bo od lat nie korzystali z tego środka transportu. Stąd można powiedzieć, że promocja zadziałała: pokazała ludziom dany środek transportu i być może przekonała ich do niego na dłuższy czas. Z drugiej - są ci, którzy są stałymi klientami i nagle mieli, niewyjaśniony początkowo problem, że nie było miejsc w pociągach ani rano, ani w południe, ani wieczorem - mówił redaktor naczelny dwumiesięcznika "Z biegiem szyn".
Inna rzecz, jak dodał, że trudno w ogóle wyważyć tego typu działania promocyjne. - Może np. cena 1 zł jest zbyt niska, może trzeba mówić np. o 10 zł albo tylko zdecydować się na pewną pulę tanich biletów bądź pewne trasy, na których tego dnia pociągi byłyby mniej zatłoczone. Są różne możliwości - przekonywał w rozmowie z Adamem Ozgą.
Kto finansuje promocję za złotówkę?
W ocenia gościa TOK FM kwestią otwartą jest też to, na ile przewoźnik może stosować tego typu promocje. Głównie dlatego, tłumaczył, że sieć połączeń TLK Intercity jest dotowana kwotą rzędu 2 000 000 000 zł rocznie z budżetu państwa.
- Standardowa cena biletu na trasie Warszawa-Wrocław to koszt powyżej 70 zł - przewoźnik uznał, że wtedy mu się to kalkuluje. A kto finansuje promocję za złotówkę? Czy to jest tak, że zwiększy to dotację i konieczność zrekompensowania tego, czy przewoźnik bierze to na siebie, pogarszając swój wynik finansowy? - zastanawiał się też.
Dodatkowo, jak mówił, nie wiadomo także, kto pokryje niższe przychody. - I kolejne pytanie: czy gra jest warta świeczki dla bicia rekordów i tego, by móc na koniec roku pochwalić się, że wzrosty liczby pasażerów są jeszcze większe niż były, bo i tak liczba pasażerów na kolei rośnie - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP