Pralki znów ruszą na pomoc samochodom? Tak wygląda holendersko-chińska wojna o Nexperię
Holenderski rząd użył najgrubszej prawnej amunicji, żeby ponownie przejąć kontrolę nad przedsiębiorstwem, które wcześniej sprzedał Chińczykom. Firma jest kluczowa dla europejskiej motoryzacji. W odpowiedzi Chińczycy wstrzymali dostawy rzadkich minerałów, bez których Nexperia działać nie może.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co produkuje Nexperia?
- Dlaczego została sprzedana?
- Co mogą zrobić europejskie firmy motoryzacyjne?
Zaczniemy od końca, a konkretnie od zatrzymania taśm produkcyjnych w największych europejskich fabrykach samochodowych. Niby nic nowego - fabryki wielokrotnie robiły przerwy z różnych powodów, ostatnio z powodu hamowania sprzedaży. Na europejski rynek szerokim strumienie płyną bowiem tanie chińskie auta, które sprzedają się coraz lepiej, są konkurencyjne cenowo, a technologicznie niczego im nie brakuje do modeli europejskich producentów z tradycjami. Z tego powodu stawały ostatnio fabryki Volkswagena i Stallantisa, w tym te w Polsce. Tym razem jednak za nagłym hamowaniem europejskiej motoryzacji stoi niszowa firma z siedzibą w Holandii, o którą toczy się wielki między kontynentalny bój.
Firma to Nexperia, producent tranzystorów i diod, czyli technologii średniozaawansowanej ale niezbędnej w produkcji niemal wszystkiego - od samochodów po urządzenia diagnostyczne w medycynie. Produkty Nexperii sterują pracą silnika, wtryskiem paliwa, kontrolują skrzynię biegów oraz systemy oświetlenia LED. Są niezbędne w systemach telekomunikacyjnych i serwerach. Wszędzie tam, gdzie warunkiem jest wytrzymałość na wysoką temperaturę. Nexperia produkuje miliardy takich elementów rocznie. Jest jednym z większych globalnych producentów na świecie, dostarczając do przemysłu co dziesiątą diodę czy tranzystor. Swoją siedzibę ma w Holandii. Jej właścicielem jest natomiast chińska firma Wingtech Technology, częściowym właścicielem Wingtech jest z kolei chiński rząd. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Konkretnie w złożach minerałów ziem rzadkich, przez które przechodzi strategiczny, chińsko-europejski front.
Skąd Chińczycy w Holandii
Long story short: Nexperia jest spadkobierczynią Philipsa, z którego osiem lat temu wydzielony został biznes polegający na produkcji półprzewodników. Niecałe dwa lata po usamodzielnieniu, Nexperia została w całości sprzedana chińskiemu Wingtechowi za jakieś 3,5 miliarda euro. Cena niewysoka, zważywszy że od produktów spółki uzależniona jest najprężniejsza europejska branża - motoryzacja. Jednym słowem Holendrzy sprzedali Chińczykom kontrolę nad strategiczną gałęzią produkcji, strzelając sobie z armaty w kolano. Skutki tego strzału Niemcy i Francuzi najboleśniej odczuwają właśnie teraz, a sprawczyni tego nieszczęścia próbuje sytuację ratować. Holenderski rząd porwał się na rzecz w zachodnim świecie niespotykaną.
Dramat w czterech aktach. Na razie bez happy endu
Akt pierwszy: holenderski rząd powołuje się na prawo z czasów zimnej wojny, którego sensem było zagwarantowanie dostępu do kluczowych towarów i technologii w sytuacjach kryzysowych. Składa w sądzie dokumenty o przejęcie kontroli. Robi to pod naciskiem Amerykanów, którzy toczą z Chińczykami własną wojnę. Już wcześniej Waszyngton nałożył na chiński biznes swoje sankcje, firma Wingtech z jej prezesem znalazła się na amerykańskiej czarnej liście.
Akt drugi: sąd przyznaje rację rządowi, Holandia przejmuje kontrolę nad chińską firmą, zawiesza jej prezesa i wprowadza niezależnego komisarza. To jedna z niewielu podobnych decyzji w wolnym świecie, pierwsza, w której europejski rząd powołuje się na bezpieczeństwo narodowe przejmując siłowo kontrolę nad prywatnym zagranicznym biznesem. Podobna to decyzja USA w sprawie chińskiego TikToka, który dostał nakaz sprzedania większości swojego amerykańskiego biznesu. Ale nawet tam nie doszło do sądowego odebrania zarządu.
Akt trzeci: Chiny blokują działalność Nexperii, bo kontrolują globalny rynek surowców krytycznych, w tym minerałów ziem rzadkich. Ograniczają dostawy materiałów niezbędnych do produkcji półprzewodników. Na przykład grafitu, bez którego półprzewodników potrzebnych w motoryzacji wytwarzać się nie da. Nie da się go też kupić gdzie indziej, chińska produkcja stanowi 90 procent produkcji światowej.
Akt czwarty: Nexperia ostrzega odbiorców o braku dostaw. Europejską branżę motoryzacyjną trafia apopleksja, kto żyw, poszukuje nowych źródeł dostaw. W najgorszej sytuacji są dwa wielkie koncerny niemieckie: dostawca podzespołów Bosch oraz Volkswagen, dla którego brak elementów do samochodowej elektroniki to kolejna z serii plag. Kurtyna.
Pralki na pomoc samochodom
A właściwie - post scriptum, bo jest pierwsza przypadkowa ofiara tej wojny - Japonia. Tamtejszy przemysł motoryzacyjny odbierał półprzewodniki do produkcji aut z Holandii właśnie, a holendersko-chińska awantura oznacza brak dostaw. I dlatego Japończycy rzucili się szukać zamienników, dokładnie tak samo jak Europejczycy. W przeciwnym razie będą musieli zatrzymać taśmy produkcyjne, czego nie wykluczają w najbliższym czasie Niemcy.
Ciągłość produkcji największego europejskiego producenta samochodów zależy bowiem od systematycznych dostaw podzespołów. Dlatego dwaj najwięksi dostawcy Volkswagena - Valeo i Bosch - prowadzą globalne polowanie na diody i tranzystory. I obiecują, że nie zawiodą. Choć sam Volkswagen nie wyklucza, że przyjdzie chwila, gdy taśmy produkcyjne będą musiały stanąć. W podobnej, niełatwej sytuacji są Mercedes, Volvo, fabryki koncernu Stellantis. A koncern Bosch, największy dostawca w niemieckiej motoryzacji, zapowiada skrócenie godzin pracy w swoich zakładach w Saltzigger, gdzie produkuje elektronikę odpowiadającą za parametry pracy silnika.
W ten oto sposób koło zamachowe europejskiej gospodarki znów zaczyna kręcić się na opak. A jego operatorzy wyciągają z szaf zakurzone instrukcje obsługi produkcji z czasów pandemii, gdy niemieckie samochody zjeżdżały z fabrycznych taśm dzięki oskalpowanym z półprzewodników pralkom i zmywarkom. Bo potrzeba przecież jest matką wynalazków. W przypadku europejskiej motoryzacji - zostanie nią znowu.