,
Obserwuj
Gospodarka

Rewolucja w portfelach Polaków. Takiej sytuacji nie było już od dawna

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
23.10.2025 14:22

Sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o prawie 6,5 procent w skali roku. Za tą suchą informacją Głównego Urzędu Statystycznego kryje się jednak fascynujący obraz nas, konsumentów. Właśnie dzieje się mała rewolucja w podejściu do naszych domowych finansów.

Sytuacja finansowa Polaków się poprawia
Sytuacja finansowa Polaków się poprawia
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego kupujemy więcej?
  • Skąd mamy na to pieniądze?
  • Co z naszymi oszczędnościami?

To, ile wydajemy w sklepach, co miesiąc pokazują dane o sprzedaży detalicznej. We wrześniu wzrosła ona o prawie 6,5 procent w skali roku. Czy to dużo? Tak, to drugi najlepszy wzrost w tym roku. Pierwszy widzieliśmy pół roku temu, ale wtedy sprzedaż podbijały zakupy świąteczne. Te dane pokazują, że konsument na dobre się ożywił i odważniej sięga do portfela. Bo dotychczas konsumenckie ożywienie rodziło się w bólach. Wysoka inflacja sprzed dwóch-trzech lat skutecznie zabiła w nas skłonność do zakupów i rozbudziła skłonność do oszczędzania, gdzie się da, szukania promocji w sklepach i odkładania większych zakupów na później. To zresztą teraz odbija się choćby na kondycji przemysłu, który nie miał dla kogo produkować. Ale to się już zmienia.

Czas na wymianę sprzętów

Dane pokazują największe odbicie w kategorii dóbr trwałego użytku. To między innymi samochody, meble, telewizory, pralki, lodówki, zmywarki, do tej kategorii wlicza się też odzież i obuwie. I wszędzie tu mamy potężne odbicie rzędu kilkunastu - dwudziestu procent. O tyle kupiliśmy tych towarów więcej niż rok temu. Z czego to wynika?

Po pierwsze - to długofalowe efekty pandemii. Kiedy na świecie szalał koronawirus, a władze zamknęły nas w domach, na naszych kontach rosły pieniądze, których nie było gdzie wydać: ani w restauracjach - bo były zamknięte, ani na wyjazdach - ze względu na obostrzenia na granicach, ani na zakupy inne niż spożywcze - zamknięte były centra handlowe, nie można było nawet pójść do kina. A jednocześnie cały czas pracowaliśmy i zarabialiśmy. Te zarobione pieniądze wydawaliśmy się na remonty i urządzanie mieszkań: to wtedy jak na drożdżach rosła sprzedaż lodówek, kanap, telewizorów i pralek. Służyły nam z powodzeniem przez kilka lat - i teraz przychodzi czas na ich wymianę. Dlatego trak bardzo rośnie sprzedaż całej tej kategorii dóbr trwałych.

Ale rośnie jeszcze z drugiego powodu: odbicia na rynku mieszkaniowym. Kiedy stopy procentowe wystrzeliły, skutecznie ograniczając dostęp do kredytów, rynek mieszkań zamarł. Nie było za co kupować, więc nie było czego urządzać. Niepotrzebne były meble i sprzęt, bo nie było ich gdzie wstawić. Teraz sprzedaż mieszkań ruszyła, ruszyły więc zakupy wyposażenia.

Jest jeszcze trzeci powód naszej skłonności do kupowania: cały czas rosną nasze pensje. Oczywiście to nie jest tak, że każdy wszędzie dostaje podwyżkę, ale publikowane co miesiąc dane o średniej pensji pokazują wyraźnie, że wynagrodzenia wciąż idą w górę w tempie 7-8 procent w skali roku. Przynajmniej w większych firmach, bo ich dotyczą dane, a w tych firmach pracuje około 40 procent polskich pracowników, czyli niespełna 6,5 miliona osób. Wyższe pensje to lepsze nastroje w gospodarstwach domowych, które w związku z tym nie ograniczają się już do niezbędnych wydatków, ale odważniej kupują te dobra, które poprawiają komfort życia.

Co więcej, nie oszczędzamy też na usługach. Tych wprawdzie dane o sprzedaży detalicznej nie obejmują, ale ekonomiści od jakiegoś czas wskazywali, że na usługi wydajemy bardziej niż chętnie. Bo chcemy wyjechać na wakacje, bo poprawiamy sobie urodę, bo remontujemy mieszkania, chodzimy na siłownię, do restauracji. Konsumpcja usług rośnie w bardzo szybkim tempie 7,5 procent. I dzieje się tak mimo tego, że usługi są najszybciej drożejącą kategorią inflacyjną. Drożeją, bo rosną pensje i koszty, a mimo to i tak wydajemy na nie coraz więcej. To wszystko pokazuje, że polski konsument rzeczywiście ma się dobrze. Bo jeszcze kilka miesięcy temu - często przywoływaliśmy ten przykład - wolał wydać pieniądze na zagraniczną wycieczkę, zamiast kupować nowy telewizor. Teraz to się zmieniło, bo konsument nie chce już wybierać - chce i wyjechać na wycieczkę i mieć w domu nowy telewizor.

Poduszka finansowa

Skąd taka rewolucyjna zmiana w naszym podejściu do domowych finansów? O jednym powodzie już mówiliśmy - to rosnące pensje. Ale pensje przecież rosną od dłuższego czasu, więc co wydarzyło się teraz, że poluzowaliśmy pasa i szerzej otwieramy portfele?

Odbudowaliśmy oszczędności. Mocno nadszarpnęła je nam galopująca inflacja, kiedy sięgaliśmy po zaskórniaki, żeby zapłacić rosnące rachunki za mieszkanie, sfinansować pilne wydatki czy zapłacić wysokie raty kredytów. Teraz raty są niższe, rachunki już tak nie rosną, a ten mizerny wzrost konsumpcji z ostatnich miesięcy był spowodowany odbudowywaniem naszej poduszki finansowej. Zamiast szaleć na zakupach, budowaliśmy swój domowy finansowy bufor ostrożnościowy. I już go odbudowaliśmy, dlatego mniej idzie na oszczędności, a więcej - na zakupy. Skłonność do oszczędzania już może przestać rosnąć, co dodatkowo będzie czynnikiem wspierającym konsumpcję w kolejnych kwartałach. Bo prognozy dla niej są jasne: będzie rosła, czyli będziemy kupować więcej.

Dzięki temu, że na zakupach chętniej wydajemy, staliśmy się na co dzień głównym silnikiem napędzającym całą gospodarkę. Bo ona konsumpcją stoi. Nie jest to dla niej wymarzony scenariusz, bo łaska konsumenta na pstrym koniu jeździ, ale nasze codzienne decyzje zakupowe na końcu decydują o tym, w jakim tempie jako państwo się bogacimy. I oczywiście to nie jest tak, że wszystkim, wszędzie jest lepiej, bo to tylko statystyka. Ale ona nie bierze się znikąd.