,
Obserwuj
Gospodarka

Na kredytach frankowych polskie rodziny "zrobiły dobry interes"? Prezes ZBP: Mają mieszkania

4 min. czytania
17.02.2023 12:50
Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE stanął po stronie frankowiczów w sporach z bankami. Prezes Związku Banków Polskich został zapytany w TOK FM, czy jego sektor w związku z tym nie ma sobie nic do zarzucenia. - Popełnił błąd, wierząc różnym politykom i doradcom i oferując nadmierną liczbę kredytów - mówił Krzysztof Pietraszkiewicz. Ale - jak dodał - "bardzo wiele osób zrobiło na tym dobry interes", dzięki czemu kilkaset tysięcy rodzin ma teraz własne mieszkania.
|
|
fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl

W czwartek rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości uznał, że w przypadku unieważnienia umowy o kredyt we frankach - ze względu na nieuczciwe warunki - klienci mogą domagać się od banków dodatkowego wynagrodzenia. Zarazem banki nie mogą dochodzić dodatkowych roszczeń od konsumentów po unieważnieniu umowy, gdyż stoi temu na przeszkodzie prawo UE - wynika z opinii Anthony’ego Michaela Collinsa. Opinia rzecznika generalnego TSUE nie jest jeszcze wyrokiem - na ten trzeba poczekać jeszcze kilka miesięcy.

Sprawa dotyczy tzw. frankowiczów z Polski. Collins przypomniał, że sięga ona 2008 roku, kiedy polskie małżeństwo zawarło z bankiem umowę kredytu hipotecznego na budowę domu. Kwotę kredytu wyrażono i wypłacono w złotych, przy czym - podobnie jak w przypadku tysięcy innych kredytów hipotecznych udzielonych konsumentom w Polsce od początku pierwszej dekady XX wieku - kwota ta była indeksowana do franka szwajcarskiego (CHF). Miesięczne raty kredytu miały być spłacane w złotych po przeliczeniu zgodnie z kursem sprzedaży CHF.

Jak podkreślił rzecznik generalny TSUE, o uznaniu dodatkowych roszczeń kredytobiorców mają decydować sądy krajowe. I właśnie ta kwestia niepokoi prezesa Związku Banków Polskich, który był gościem TOK FM. - Bardzo męczy mnie to, że sprawy frankowe rozstrzygają sędziowie, którzy mają kredyty frankowe. Tego typu sytuacja nie powinna mieć miejsca - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz.

Rozmówca Macieja Głogowskiego zwrócił uwagę, że jeżeli wyrok TSUE będzie tożsamy z opinią jego rzecznika generalnego, to poskutkuje "ogromnymi stratami" sektora bankowego. - Wahałyby się one wówczas w przedziale 107-111 mld złotych. To oznaczałoby bardzo istotne zmniejszenie funduszy własnych sektora bankowego i zmniejszenie zdolności do generowania kredytów - zarówno dla gospodarstw domowych, jak i polskich przedsiębiorców - ocenił Krzysztof Pietraszkiewicz.

Czy banki, oczekując na orzeczenie TSUE, zaproponują kredytobiorcom nowe, korzystniejsze dla nich ugody? - Mamy za sobą kilkadziesiąt tysięcy ugód i one są oferowane, jeżeli nie przez wszystkie, to przez zdecydowaną większość największych banków. To jest moim zdaniem najlepsza droga - mówił prezes Związku Banków Polskich, którego zdaniem obecnie zawierane ugody są "wyważone" i "atrakcyjne".

- Tylko czy warto podkreślać tę atrakcyjność? Gdyby ugody były tak atrakcyjne, nie byłoby tyle sądowych spraw - zauważył prowadzący audycję.

- Banki zasiadając do ugód, muszą pamiętać o tym, że poza kredytobiorcami frankowymi mają kredytobiorców złotowych. W związku z tym bank stara się przedstawić taką propozycję, aby kredytobiorca złotowy nie był nadmiernie pokrzywdzony względem kredytobiorcy frankowego, a kredytobiorca frankowy nie był nadmiernie uprzywilejowany - tłumaczył gość TOK FM.

Wcześniej nieco inaczej te ugody opisała w TOK FM Joanna Wędrychowska, adwokatka zajmująca się sprawami frankowymi. - Czasem banki oferują ugody, gdy widzą, że napotykają problem. Próbują wtedy rozbroić tykającą bombę. Ale to w większości przypadków nie ma wiele wspólnego z ugodami, które dawałyby korzyści obu stronom - oceniła. I opisała tego typu oferty "ugód": - Ktoś wziął 300 tys. zł kredytu i tyle spłacił w ratach odsetkowo-kapitałowych. A bank mu mówi: 'To już dobrze, zawrzyjmy ugodę i będziesz miał do spłacenia tylko 290 tys. zł kapitału z już obecnym oprocentowaniem'. To przepraszam, o czym mówimy? Ciężko uznać to za propozycję, o której można rozmawiać - podkreśliła.

Na kredytach frankowych "wiele osób zrobiło dobry interes"

Dopytywany, czy sektor bankowy nie ma sobie nic do zarzucenia, Krzysztof Pietraszkiewicz przyznał, że ten sektor "popełnił błąd, wierząc różnym politykom i doradcom i oferując nadmierną liczbę kredytów". Zaznaczył jednak, że sektor ten w 2005 roku jako jedyny wystąpił do rządu o wprowadzenie ograniczeń w udzielaniu kredytów, jednak spotkał się z odmową władz. - Byliśmy zbyt naiwni. (Myśleliśmy - red.), że wejdziemy szybko do strefy euro i to będzie super rozwiązanie dla wszystkich. Tu ponieśliśmy porażkę - powiedział prezes Związku Banków Polskich.

Maciej Głogowski nie dawał za wygraną. - Ktoś powinien ponieść za to odpowiedzialność. Były banki, które odmawiały pożyczania we frankach. Czyli można było postępować wbrew politykom - argumentował prowadzący EKG.

- Ma pan rację. Zdecydowana większość banków jednak pożyczała (...) Ale byliśmy w kraju, w którym brakowało oszczędności obywateli i firm na udzielanie kredytów m.in. na cele mieszkaniowe. Musieliśmy na ten cel pożyczać pieniądze z zagranicy. Banki, politycy i klienci byli w sytuacji całkowicie innej niż dzisiaj - ogromnej braku kapitału. Jeżeli teraz będziemy rozmawiać ahistorycznie, to nigdy nie rozwiążemy tego problemu - tłumaczył gość TOK FM.

Na koniec dodał, że "bardzo wiele osób zrobiło dobry interes", dzięki czemu kilkaset tysięcy rodzin ma teraz własne mieszkania. - Natomiast, żeby pomóc kredytobiorcom w trudnej sytuacji, trzeba znaleźć mechanizm, a nie napuszczać jednych na drugich - podsumował Krzysztof Pietraszkiewicz.