,
Obserwuj
Gospodarka

"Chłopczyk" i "dziewczynka" mogą zagrozić małej czarnej. Dlaczego kawa jest tak droga?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
13.06.2023 13:14
Tylko od początku roku kawa na rynkach hurtowych podrożała o 50 procent. Producenci nie nadążają z dostawami, popyt rośnie, bo z powodu galopującej inflacji konsumenci sięgają po tańsze produkty, w tym po robustę - używaną do przygotowywania espresso oraz do produkcji kaw rozpuszczalnych.
|
|
fot. Shutterstock

Ta historia zaczyna się od różnicy między "dziewczynką" a "chłopczykiem", a konkretnie - wzorcem pogodowym znanym jako La Niña (czyli po hiszpańsku - dziewczynka) oraz wzorcem nazwanym El Niño (hiszp. chłopczyk). To anomalie we wzorcach temperatury i opadów, sprowadzające na określone części świata pogodowe nieszczęścia.

W ostatnich latach za te nieszczęścia odpowiadała La Niña. To ona przyniosła Argentyńczykom katastrofalną suszę, Amerykanom powodzie w Kalifornii, a w Sierra Nevada tyle śniegu, że w najwyższych partiach gór do dzisiaj leży go kilka metrów. W końcu nadszedł jednak kres La Niñi i można by się zacząć cieszyć normą w pogodzie, gdyby nie fakt, że meteorolodzy od razu podnieśli alarm w związku z nadejściem kolejnej globalnej anomalii.

El Niño to zjawisko odwrotne. Cyklicznie sprowadza suszę na półkuli południowo-wschodniej i gwałtowne deszcze po drugiej stronie Pacyfiku. Zwykle trwa od dziewięciu do dwunastu miesięcy, ale czasami utrzymuje się dłużej. Jest znane i występuje regularnie. Dlaczego więc tym razem klimatolodzy wywiesili czerwone flagi? Bo w tym sezonie El Niño może być groźniejszy niż zwykle. A to znaczy ekstremalne ciepło i spodziewane kolejne rekordy. Nadchodzący rok lub dwa mogą trafić na podium w kategorii najcieplejszych lat w historii.

Problemem w tym wszystkim nie jest to, że oba procesy klimatyczne występują w przyrodzie, ale to, że są coraz bardziej gwałtowne, bo napędzane zmianami w atmosferze powodowanymi przez działalność człowieka. I tu wracamy do naszego kubka aromatycznej kawy oraz rekordowo wysokich notowań kawowego ziarna na światowych giełdach.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Cena robusty wzrosła do poziomu niewidzianego od 15 lat, czyli od początku notowań tego towaru rolnego. Natomiast tylko od początku roku kawa na rynkach hurtowych podrożała o - uwaga! - 50 procent. Producenci nie nadążają z dostawami, popyt rośnie, bo z powodu galopującej inflacji konsumenci sięgają po tańsze produkty, w tym po robustę używaną do przygotowywania espresso oraz do produkcji kaw rozpuszczalnych. Coraz częściej ta tańsza odmiana stosowana jest do bardziej ekskluzywnych mieszanek, by utrzymać ich cenę i w ten sposób utrzymać sprzedaż. Z drugiej strony w Wietnamie, produkującym najwięcej na świecie robusty, zbiory były umiarkowanym sukcesem.

Po pierwsze z powodu suszy, po drugie z powodu astronomicznie drogich nawozów. Urodzaj był więc najmniejszy od czterech lat. Kolejny problem to kurczące się powierzchnie plantacji. Plantatorzy stawiają bowiem na durianowce. To drzewa rodzące kolczaste owoce, które stały się przedmiotem powszechnego pożądania w sąsiednich Chinach. Pożądania tak przemożnego, że plantacje durianów to cel masowych pielgrzymek chińskich turystów. Owoce są podobno nieziemsko smaczne, ale też piekielnie śmierdzące. Przede wszystkim są jednak solidnie zyskowne.

Pijecie poranną kawę? Uwaga, bo zamach na małą czarną robi najbardziej śmierdzący owoc świata

Plantacje durianowców wypierają więc w Wietnamie plantacje kawy, a na świecie spadają jej zapasy. Tym bardziej, że z odsieczą na kawowym rynku nie przyjdzie tym razem Brazylia (która z powodu pogody również zbierze mniej niż zwykle) ani Indonezja - trzeci największy producent robusty na świecie. Dlaczego?

Z powodu zjawiska, o którym wspomnieliśmy na początku, a także dlatego, że królująca na rynkach arabika jest niewystarczająco odporna na anomalie pogodowe. Jej miejsce ma więc zajmować, i już zajmuje, bohaterka tego odcinka - uznawana za gorszą, ale bardziej wytrzymałą. Rzecz w tym, że nawet ona może nie dać rady. W tym roku w Indonezji i w kolejnym sezonie w Wietnamie El Niño przyniesie bowiem suszę, której kawa nie lubi. Bez wilgoci krzewy rodzą mniej owoców i są one gorszej jakości. Spadek zbiorów może być dramatyczny. Ostatnio przeżyła go Brazylia, gdy wskutek tego zjawiska wyprodukowała blisko o połowę mniej niż zwykle. Już sama prognoza takiego spadku sprawiła, że zarządzającym przemysłem kawowym ścierpła skóra na grzbiecie, a na giełdach towarowych ceny wzrosły do najwyższych poziomów w historii. A za nimi pójdą ceny na sklepowych półkach i przy kawiarnianych stolikach.

Warto więc zadać pytanie, czy dla kawoszy wciąż jest nadzieja na lepszy los? Podobno jest, ale niestety nieprędko. Chodzi między innymi o nowe nasadzenia roślin bardziej odpornych na ekstremalne zmiany pogody. O umieszczanie plantacji krzewów w cieniu drzew, by w ten sposób chronić dla nich wilgoć w glebie. Są też próby produkowania kawy w warunkach laboratoryjnych w hodowli komórkowej. Na razie jednak wypada pogodzić się z niezbyt optymistyczną perspektywą, w której kawa dla plantatorów jest przedsięwzięciem ryzykownym, a dla smakoszy jej poranny kubek - kosztownym. I cieszyć się filiżanką espresso (jeszcze) w znośnej cenie.

Ciekawe? W "Codziennym Podcaście Gospodarczym" słuchaj także: Duże frytki do tego? Niestety, będą tylko małe, bo na świecie ziemniaki są na wagę złota!