Bliskowschodnie widmo wisi nad rynkiem ropy. Skutki odczujemy w portfelach?
Gdyby doszło do lądowej inwazji na Strefę Gazy, to - jak mówią analitycy rynku - cena ropy z łatwością przekroczyłaby poziom stu dolarów za baryłkę. Z kolei zaangażowanie innych krajów w konflikt mogłoby zadać cios całej światowej gospodarce, bo wtedy - w najgorszym, choć najmniej prawdopodobnym scenariuszu, jaki kreśli Bloomberg - ropa mogłaby wystrzelić do nawet 150 dolarów za baryłkę. A wzrosty cen ropy naftowej nie tylko wywindowałby ceny paliw, ale też uderzyłyby w procesy hamowania globalnej inflacji i mogłyby na nowo ją rozpędzić.
W tym artykule będziemy się zastanawiać czy światowa gospodarka znalazła się nad przepaścią. Po katastrofie związanej z pandemią, po kryzysie energetycznym wywołanym przez Rosję i po wybuchu wojny w Ukrainie, przed nami kolejny gospodarczy wiraż. Wiraż bliskowschodni. Nad regionem wisi widmo wojny, to samo widmo wisi nad rynkiem walutowym, giełdami, handlem surowcami i gospodarką w ogóle. Izrael zapowiada odwet na terrorystami z Hamasu w strefie Gazy. Ale nie tylko o ten niewielki kawałek regionu chodzi. Chodzi też o nasze kieszenie. I to nie tylko podczas tankowania na stacji benzynowej.
Po pierwsze ropa naftowa. Od tego, ile kosztuje na rynkach międzynarodowych, zależą ceny w gospodarce w ogóle. Koszt transportu liczy się wszędzie, od budowy mieszkań i domów, przez leczenie w przychodniach i szpitalach, po wszystko, co leży lub stoi na sklepowych półkach. Terrorystyczny atak na Izrael wywołał u handlujących lekki niepokój. Cena surowca skokowo wzrosła, by zaraz potem spaść. Czy w Strefie Gazy wydobywa się ropę naftową? Czy znajdują się tam ważne dla branży instalacje przetwórcze? A może porty przeładowujące surowiec? Odpowiedź brzmi - nie. Ale pełnoskalowa wojna w regionie, wpłynie na wiele państw producentów. Najgorzej sytuacja będzie wyglądać jeśli konflikt obejmie Iran. Dlaczego?
Bo kraj ten pomimo amerykańskich sankcji handlowych wysyłał w świat coraz więcej ropy. Przestrzegania sankcji powinny pilnować Stany Zjednoczone. Ale niespecjalnie im na tym zależało. Bo brak ropy z Iranu podnosił jej ceny na świecie. Wraz ze wzrostem cen ropy rosły ceny w całej światowej gospodarce. I znacząco przyspieszała globalna inflacja. Na czym nie zależało nikomu. Wystarczyło przymknąć oko. Taką właśnie politykę przymkniętego oka prowadziła Ameryka. I właśnie to może się teraz zmienić. Jeśli tak się stanie, rynek naftowy czeka poważny wstrząs. Cena baryłki może wzrosnąć o trzy czwarte! Bloomberg Economics wylicza, że ropa podrożeje z około 90 dolarów teraz, do... 150 dolarów! To wpłynęłoby na kondycję gospodarczą całego świata, na poziom życia wszystkich ludzi, niezależnie od szerokości i długości geograficznej. Tak jak było 50 lat temu. Gdy wskutek wojny izraelsko-arabskiej ropy brakowało tak bardzo, że swój dotychczasowy kurs zmieniła cała cywilizacja.
Bo Bliski Wschód to najważniejszy producent najważniejszego surowca energetycznego na świecie. I jedna z najważniejszych dróg transportowania towarów. Rozwój wypadków w regionie będzie mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia gospodarek na całym świecie. Zależność jest prosta: im szerszy konflikt, tym droższe surowce energetyczne, tym wyższa inflacja i słabszy postęp gospodarczy. Dlatego eksperci wymieniają trzy potencjalne scenariusze konfliktu. Pierwszy - ograniczenie wojny do samej Strefy Gazy. Drugi - gdy w wojnie pośrednio bierze też udział Liban i Syria. I trzeci - z zaangażowanym w konflikt Iranem.
Scenariusz numer jeden, wzrost cen ropy naftowej o około 5 procent. Głównie z powodu obcięcia dodatkowych dostaw z Iranu. Świat mógłby przejść nad taką zmianą do porządku dziennego.
Scenariusz numer dwa, gdy w konflikcie biorą udział Liban i Syria, a wraz z nimi z powodu rozlicznych powiązań - nieformalnie także Iran. W tym scenariuszu ropa drożeje o 10 procent, a ceny na świecie zauważalnie przyspieszają, bo drożeją paliwa, a wraz z nimi rosną koszty transportu. W tym rozwoju wypadków niewykluczona jest... nowa Arabska Wiosna, czyli powstania ludowe w pogrążonych w kryzysach ekonomicznych: Egipcie, Tunezji i Libanie. Bo w krajach regionu marszom antyizraelskim jest niezwykle blisko do masowych manifestacji antyrządowych. A potem do obalania całych rządów. Wtedy globalna gospodarka zwolni tak gwałtownie, jak nie zwalniała od trzech dekad. Oprócz dwóch gwałtownych zwrotów: w kryzysie finansowym 2008 roku i podczas pandemii. Inflacja przyspieszy, a raty kredytów pozostaną wysokie, bo pomimo fatalnych perspektyw rozwoju gospodarek, banki centralne nie będą obniżać kosztów kredytu. I na koniec najbardziej dramatyczny scenariusz numer trzy.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Czyli taki rozwój wypadków, w którym dochodzi do otwartej wojny Izraela z Iranem. Eksperci oceniają, że to scenariusz najmniej prawdopodobny, ale najbardziej dramatyczny gospodarczo. Ropa drożeje w nim do 150-ciu dolarów za baryłkę, gdy dzisiaj kosztuje około 90-ciu dolarów. Ceny paliw rosną astronomicznie, inflacja zrywa się z łańcucha, rynki kapitałowe staczają się w przepaść, a wraz z nimi na przykład fundusze emerytalne setek milionów ludzi na świecie. Banki centralne podnoszą stopy procentowe, by zapanować nad powszechną drożyzną, perspektywa gospodarczego spokoju i równowagi oddala się poza horyzont. A wszystko to w czasie, gdy Amerykanie będą wybierać nowego prezydenta.
Co znaczy, że w najlepszym wypadku światu uda się minąć z kolejnym wstrząsem na grubość papieru, w najgorszym przeżyje kolejny po pandemii koronawirusa i wojnie na Ukrainie głęboki międzynarodowy kryzys gospodarczy. W tej układance, której pierwszy klocek leży dzisiaj w strefie Gazy, ostatni znajdziemy we własnych kieszeniach.