,
Obserwuj
Gospodarka

Trzęsienie ziemi w świecie sztucznej inteligencji. W tle jest fundamentalny spór o AI

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
22.11.2023 17:33
Przed weekendem światem sztucznej inteligencji wstrząsnęła wiadomość o zwolnieniu szefa OpenAI, twórcy ChataGPT, pierwszej formy sztucznej inteligencji dostępnej dla wszystkich. Sam Altman wprawdzie szybko znalazł nową pracę, ale w tle toczy się spór, sprowadzający się do serii praktycznych pytań: jak będziemy pracować, jak wypoczywać, jak się uczyć i bawić w nadchodzącej przyszłości?
|
|
fot. foto: Envato

Nadeszło trzęsienie ziemi, a konkretnie o trzęsienie ziemi w świecie sztucznej inteligencji. W piątek gruchnęła wieść o zwolnieniu z zarządzania OpenAI jej założyciela i pomysłodawcy. Szybko okazało się, że Sam Altman będzie miał nową pracę w Microsofcie, gdzie będzie prowadził zespół pracujący nad sztuczną inteligencją. Ale Świat wysokich technologii spekuluje o powodach awantury w OpenAI i przywołuje fundamentalny spór wokół sztucznej inteligencji, toczony w literaturze popularnonaukowej. 

Kto nie pamięta, z czym kojarzyć OpenAI, dla niego przypomnienie. OpenAI to firma, która stworzyła model językowy ChatGPT, pierwszą formę sztucznej inteligencji powszechnie dostępną dla wszystkich. To właśnie od ChataGPT dokładnie rok temu wszystko się zaczęło. Zespół Altmana składający się z inżynierów i badaczy oddał go do dowolnego użytku, mógł z niego skorzystać każdy internauta na świecie, zadając sztucznej inteligencji dowolne zadanie polegające głównie na przeszukaniu internetu i znalezieniu konkretnych danych. Błyskawicznie, jak grzyb po deszczu zaczęły powstawać dziesiątki aplikacji wykonujących wszelakie inne prace, nie tylko językowo analityczne. Bo sztuczna inteligencja za sprawą firmy Altmana zeszła do ludu. Cyfrową magię mogli czynić wszyscy, nie tylko inżynierowie za zamkniętymi drzwiami instytutów badawczych.

AI zaczęła rysować, animować, twórczo pisać — scenariusze, wiersze i powieści — rozwiązywać złożone zagadnienia logiczne, komponować muzykę w dowolnie zadanym stylu, śpiewać i grać, kopiować głosy, tłumaczyć teksty w czasie rzeczywistym, prowadzić na żywo rozmowy, naśladując rozmówcę. A to i tak nie koniec możliwości, bo świat zachwycił się potencjalnymi możliwościami na miarę rozwoju całej cywilizacji. Między innymi wsparciem w analizie danych medycznych do wczesnego wykrywania groźnych chorób, pracą nad innowacyjnymi lekami, udziałem w edukacji szkolnej, prowadzeniem autonomicznych samochodów. Ale też wykonywaniem powtarzalnych czynności z idealną precyzją, bez znużenia i w trybie ciągłym, co z drugiej strony zaczęło przerażać. Po co projektant ręcznie wprowadzający wymiary, skoro AI zrobi to szybciej i na pewno się nie pomyli. I ile daje to  możliwości rozwoju inteligencji generatywnej?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

My wracamy jednak do przewrotu pałacowego w firmie, która przewodzi cyfrowej rewolucji i do filozoficznej dyskusji: co jest ważniejsze: szczęście czy pieniądze. Firma powstała bowiem jako przedsięwzięcie grupy ludzi z ambicjami pchnięcia technologii na nowe tory. Nie miała więc zarabiać pieniędzy, miała mieć charakter non-profit. Ale z komercyjną radą nadzorczą i zarządem wyznaczającymi kierunek działania. Wkrótce obracała miliardami, bo jej działalnością zainteresował się między innymi Microsoft, który na początek zainwestował w OpenAI miliard dolarów, a do dzisiaj prawie 13 miliardów. Bez nadziei na szybki zwrot, bo firma w zasadzie nie wypłacała swoim akcjonariuszom zysku, a jej statutowym celem nie było zarabianie pieniędzy. Większość gotówki wkładała w rozwój. W ten sposób — wzorem Apple’a — z przedsiębiorstwa założonego w garażu, doszła do kilkuset pracowników i budżetu liczonego w miliardach, a po uwolnieniu ChatGPT trafiła na usta całego świata.

Ludzie zarządzający OpenAI mieli ten sam cel: rozwijać możliwości maszyn, tak by mogły "inteligentnie" wyręczać ludzi. I tu dochodzimy do miejsca, w którym znalazła się dzisiaj, bo piątka współtwórców firmy zaczęła się różnić co do spraw zasadniczych. W tym najważniejszej czy sztuczną inteligencję należy rozwijać szybko i bez refleksji a jej umiejętności sprzedawać z maksymalnym zyskiem, czy postępować rozważnie, analizować skutki każdej technologicznej decyzji o poszerzaniu umiejętności AI, upowszechniać odkrycia dla większego dobra ludzkości i minimalizować zagrożenia. Takie, o których zaczęło się mówić jeszcze przed wysłaniem sztucznej inteligencji do ludzi. Jak na przykład możliwość wykorzystania AI do stworzenia autonomicznej broni, manipulowania konfliktami, rozniecania sporów i ich kontrolowania, czyli generalnie do panowania nad światem. Taki scenariusz mógłby się zrealizować przypadkowo, gdyby maszyny zaczęły działać na podstawie wadliwej instrukcji. Lub celowo, gdyby ktoś chciał je wykorzystać do niszczenia. By tak się nie stało, technologia powinna być rozwijana powoli i z rozwagą. To z kolei przeszkadza szybko zarabiać. OpenAI stała więc przed alternatywą: prowadzić biznes i czy rozwijać misję i przewodzić ludzkości. Altman miał być zwolennikiem tego pierwszego.

Jesienią miał szukać na świecie partnerów do rozwijania firmy. Jednym z nich miał być SoftBank, japoński gigant, największy na świecie inwestor w firmy technologiczne, który włożył pieniądze na przykład w Alibabę, największego światowego sprzedawcę detalicznego, w Slacka czy w Ubera. Wyrzucony prezes OpenAI chciał znaleźć inwestora, z którym zbuduje osobiste urządzenie dla inteligencji generatywnej, by sprzedawać je potem w milionach sztuk. Urządzenie mogłoby być dzisiaj tym, czy w przeszłości był iPhone. Zresztą Altman chciał tworzyć z byłym projektantem Apple’a i ten plan podobno przelał czarę goryczy, bo opierał się na założeniu, że AI to biznes, a nie misja. A to — zdaniem krytyków — oznaczało przełom podobny do skonstruowania bomby atomowej, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Melanż AI, cyborgów i centaurów. Wszystko po to, Żeby siń nie narobić i zarobić

OpenAI została założona w 2015 roku, jak już wiecie, celem jej założycieli nie było zarabianie pieniędzy. Choć globalną sławę zyskała, gdy świat poznał jej ChataGPT, to wcześniej pracował z nią Elon Musk. Jest jednym z najbardziej wartościowych start-up’ów świata, na początku roku wyceniano ją na prawie 90 miliardów dolarów. Ma inwestorów z najwyższej półki, którzy wkładają w firmę pieniądze, nie licząc na zysk, bo OpenAI prawie się nim nie dzieli. Sam Altman stał się ambasadorem technologii sztucznej inteligencji, podróżującym po całym świecie z wyjaśnieniami jak narzędzie, które pomógł stworzyć, zmieni wszystko w ludzkim życiu. Był symbolem Doliny Krzemowej, z coraz większą władzą i coraz większymi wpływami na każdym etapie sukcesu. Aż do teraz.

Na koniec pytanie o sens tytułowego trzęsienia ziemi w świecie technologii. Odpowiedź na nie właśnie pisze się w Dolinie Krzemowej i jest to odpowiedź, która może zaważyć o kształcie cywilizacji. O tym jak będziemy pracować, jak wypoczywać, jak się uczyć i bawić. I to nie za sto lat, ale już jutro.