Mikołaj z prezentami dla inwestorów. Rynki kończą rok w wyśmienitych nastrojach
Rajd świętego Mikołaja to jedno z pojęć w słowniku inwestora - zjawisko zaobserwowane na giełdach na przestrzeni kilkudziesięciu lat, w których pod koniec grudnia indeksy i poszczególne spółki mogą piąć się w górę i dać inwestorom lepszy zarobek. Zjawisko nie jest żadną regułą, choć na przykład największy indeks amerykańskiej giełdy - Dow Jones - w swojej historii w tym okresie wzrastał, mniej lub bardziej, w 70 procentach przypadków. A już sama świadomość możliwości tego zjawiska napędzała często rynek już od początku grudnia. Choć są oczywiście tacy, którzy w żadnego świętego Mikołaja na rynkach nie wierzą i próbują tłumaczyć to występujące zjawisko całkiem przyziemnymi przyczynami.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Po pierwsze - optymalizacja podatkowa. Inwestorzy, widząc stratę na swoich pozycjach, chcą je zamknąć jeszcze przed końcem roku podatkowego i kupić nowe, z nadzieją, że pozwoli to odrobić straty.
Po drugie - zarządzający funduszami chcą przed końcem roku pochwalić się swoim szefom osiąganymi wynikami, podkręcić je i zarobić na premie. A wypłacane świąteczne premie w części płyną w inwestycje, a to podnosi ceny akcji.
I wreszcie po trzecie - nie bez znaczenia jest psychologia inwestycyjnego tłumu. Inwestorzy kupują akcje w nadziei na grudniowe wzrosty, a to skutkuje samospełniającą się przepowiednią.
Faktem jednak jest, że w tym roku także znalazły się na giełdach prezenty dla inwestorów. Niemiecki indeks giełdowy DAX w ostatnich dniach pobił absolutny rekord, podobnie jest na giełdzie w Budapeszcie i w Mediolanie. O rekord ociera się też indeks giełdy francuskiej, w jego okolicach porusza się też indeks pięciuset największych spółek na giełdzie w Nowym Jorku. W tym festiwalu dobrych nastrojów bierze udział także Giełda Papierów Wartościowych: jej szeroki indeks WIG śrubuje rekord wszech czasów. Zresztą, w przypadku warszawskiej giełdy, grudniowy rajd świętego Mikołaja w ciągu ostatnich 25 lat wydarzył się aż 17 razy.
Nie tylko na giełdach widzimy mocne wzrosty. Ostatnio w górę pięło się też złoto, z początkiem grudnia osiągnęło nowy rekord. Zresztą złoto drożeje nieustannie od początku października, co zbiega się z czasem wybuchu konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Oddech złapał też bitcoin, który znów pręży muskuły i z łatwością przebił kilka dni temu psychologiczny poziom 40 tysięcy dolarów - ostatnio widziany grubo ponad półtora roku temu. Bitcoin mijającego roku nie zaliczyłby do udanych, gdyby nie trwające od października wzrosty.
Silny jak polski złoty, mocny jak giełda. Padają rekordy za rekordami
A wszystkie te wzrosty mają jeden wspólny mianownik. Nazywa się... stopy procentowe i nadzieje rynków, że w przyszłym roku zaczną one spadać. Wielkie światowe banki centralne głośno nie mówią, że zakończyły cykl mocnych podwyżek i zapewniają, że są one wciąż w walce z inflacją możliwe, ale rynki już w te groźne pomrukiwania nie wierzą. Uznały, że w obliczu spowalniających gospodarek oraz obniżającej się inflacji już wkrótce może zacząć się cykl obniżania stóp procentowych. Jako pierwszy do obniżek typowany jest obecnie Europejski Bank Centralny, nieco później - amerykańska Rezerwa Federalna. Ucieszyło to rynki, bo niższe stopy procentowe w dużych gospodarkach oznaczają, że mniej się będzie opłacało inwestowanie w zależne od nich waluty, bankowe depozyty czy obligacje. A ponieważ wielki światowy kapitał zawsze szuka okazji do zarobku, to będzie ich szukał w bardziej ryzykownych miejscach, jak choćby giełdy czy nawet kryptowaluty. To oznacza napływający tam kapitał i nadzieję na dalsze wzrosty.
Na koniec wracamy do naszego świętego Mikołaja. W jego rajd na giełdach jedni wierzą, inni nie. Najważniejsze jest jednak to, że dla inwestujących odpowiedzialnie i długoterminowo nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej że w ostatnim dwudziestoleciu, na przykład na amerykańskim indeksie pięciuset największych spółek, w styczniu nadchodziły spadki wymazujące efekt świętego.