Elon Musk nie jest już najbogatszym człowiekiem świata. Wiemy, dlaczego stracił tytuł
Elon Musk nie jest już najbogatszym człowiekiem świata. Stracił tytuł na rzecz Bernarda Arnaulta, który już raz ten tytuł nosił. Arnault jest pierwszym Europejczykiem na pierwszym miejscu miliarderów i jedynym w pierwszej piątce, którego imperium na opiera się o biznesy technologiczne. A o stuprocentowo tradycyjną sprzedaż torebek, perfum, koniaków czy szampana. Rzecz nie w tym, że król luksusu wyprzedził króla technologii. Ale w tym, jak to się stało.
Wielki chiński statek płynie do Europy. Czy wiezie wyrok śmierci na naszą motoryzację i Izerę?
Na początek przeniesiemy się do przeszłości, nieodległej, bo do roku 2018. Zarząd Tesli przyznał wtedy, twórcy tej firmy premię najwyższą w historii wolnych rynków. Premia była tak wysoka, że o czołówki mediów na całym świecie obiegła informacja o najwyższej pensji na świecie. Zarząd przyznał Muskowi opcje na akcje firmy o obecnej wartości ponad 50 miliardów dolarów. Prowadzący rejestry najbogatszych ludzi na świecie zgodnie przyznają, że te pieniądze pomogły imperatorowi nowoczesnych technologii wspiąć się na pierwsze miejsce na świecie. Tak jak teraz uniemożliwienie spieniężenia akcji sprawiło, że z podium spadł. Tak wtedy, jak i teraz biznes mówi, że historia dzieje się na naszych oczach. Dlaczego?
Elon Musk żegna się z tytułem
Bo dziesiątki miliardów dolarów odebrał Muskowi sąd. Nakazał skasowanie praw do akcji, Tak, jakby ich nigdy nie było. Stwierdził, że zarząd firmy, którą Elon Musk stworzył i którą faktycznie zarządzał, nie jest wystarczająco niezależnym organem, by decydować o tak gigantycznej premii. I to pomimo tego, że z formalnego punktu widzenia prezes firmy spełnił warunki uprawniające do otrzymania gigantycznego majątku w akcjach Tesli. Bo w gronie, które decydowało o wynagrodzeniu o historycznej wysokości, znalazł się między innymi brat Muska, Kimbal. Oraz jego wieloletni przyjaciele. Musk może się jeszcze od postanowienia odwołać. Ale bardziej prawdopodobne jest, że jednocześnie Tesla postanowi przyznać mu nowe wynagrodzenie w innej procedurze, której nie będzie można podważyć prawnie. Bo Tesla to jedyna firma założona przez jednego z najbogatszych dzisiaj ludzie na świecie, która jest notowania na giełdzie. A to znaczy, że wpływ na decyzje, jakie w niej zapadają, mogą mieć wszyscy jej akcjonariusze. Czyli współwłaściciele.
I tak właśnie było w tym przypadku. Sprawę wniósł do sądu były perkusista zespołu heavy metalowego, posiadacz zaledwie 10 akcji Tesli. To właśnie on poskarżył się na niesprawiedliwość, polegającą na ograbianiu firmy i traktowaniu jej jak prywatnego folwarku. Wbrew interesowi jej właścicieli. O sprawie decydował sąd w Delaware, bo tam właśnie zarejestrowana jest firma Muska. I to właśnie w tym stanie, ze skarg akcjonariuszy i decyzji sądu, tworzyło się amerykańskie prawo korporacyjne. Zyskiem dla skarżących jest to, co w sprawie przeciwko Tesli zyskał były perkusista. Czyli oszczędzenie firmie miliardów dolarów, które podporządkowany prezesowi zarząd chciał mu wypłacić. Ale sprawa ma też wiele innych wątków.
Jak na przykład plan zarejestrowania firmy w innym stanie niż Delaware. W grę może chodzić Teksas, gdzie Tesla ma swoje biura i fabrykę samochodów. Nieprzewidywalny miliarder już zapowiedział zebranie akcjonariuszy i przeforsowanie decyzji o przenosinach. Ale to nie jest najważniejsza z konsekwencji. Bo rezultatem decyzji sędziego z Delaware mogą być zmiany w firmie, która przewodzi elektrycznej rewolucji na światowych drogach. Bo wściekły Musk już zapowiedział, że chce mieć wpływ na kierunek, w którym zmierza Tesla.
Elon Musk się wściekł. Będzie reformował?
Zażądał więc większej liczby akcji. I jeśli nie dostanie tego, czego chce, może odwrócić się plecami do firmy i ze swoimi pomysłami na sztuczną inteligencję przenieść się gdzie indziej. Do jednej spośród jego wielu firm, które nie są notowanie na giełdzie. I w których niepodzielnie rządzi. W ten sposób wartość Tesli, dla której największym majątkiem jest sam Musk, poleci na łeb, na szyję. Możliwe, że w sumie więcej, niż zyskała na niewypłacaniu mu kosmicznego wynagrodzenia. Proste? Proste. Tak jak pożyczenie z jednej ze swoich firm miliarda dolarów do poniedziałku. Na zakup innej firmy. A ta chętnie mu pożyczyła i zapewne wystawiłaby kolejne czeki in blanco. Bo to właśnie Elon zarobił dla niej i dla jej współwłaścicieli dziesiątki miliardów dolarów, tworząc ją od zera. A niewielu ludzi na świecie to potrafi.
I dlatego sprawa miliardowego wynagrodzenia dla człowieka, który stworzył jedną z najbardziej innowacyjnych firm globalnych, doprowadziła do dyskusji o sprawach zasadniczych. Czy zarządom powinno bardziej zależeć na angażowaniu charyzmatycznych, ale nieprzewidywalnych liderów, bo budują wartość firmy? Czy może powinni stać na straży interesów wszystkich właścicieli, niezależnie od tego, ile mają akcji. Ale zażarte spory dotyczą też nieszablonowego stylu bycia Muska. A w ostatnim czasie opisywanego używania substancji odurzających, na dodatek w sytuacjach służbowych, w towarzystwie menadżerów firm. Czy impulsywnego korzystania z mediów społecznościowych, co wymagało zatrudnienia prawnika, którego obowiązkiem jest te wpisy kontrolować, zanim zostaną opublikowane. I to o każdej porze dnia i nocy. Przeważnie nocy.
Tego nikt nie przewidział. Elektryki przyniosły drogi problem
Tesla i Musk to 'loserzy'
Ostatnio jednak Tesla i jej twórca nie mają powodów do szczególnego świętowania. Firma jest w tym roku jednym z największych giełdowych "loserów". Wartość biznesu spadła w ciągu pięciu tygodni o 200 miliardów dolarów. Bo sprzedaż samochodów elektrycznych idzie coraz wolniej, a Chińczycy z największej firmy motoryzacyjnej rozpychają się na światowych rynkach. W tym roku zaplanowali abordaż w Europie, gdzie Tesle były do niedawna najlepiej sprzedającymi się autami na baterie. Nawet najwięksi fani Muska przestają też bezgranicznie wierzyć w jego nieomylność i zapowiedzi nieograniczonego niczym rozwoju. I na przykład w to, że Tesle staną się wkrótce robo-taksówkami i zaczną niepodzielnie rządzić na transportowym rynku. Bo prowadzić je będzie sztuczna inteligencja. Wszystko wskazuje, że droga do takiej przyszłości jest równie długa, jak droga Muska na Marsa.