Gigantyczny deficyt budżetowy. "Nikt z tym nic nie zrobi"
Projekt budżetu przedstawiony w środę przez ministra finansów zakłada m.in. rekordowy deficyt w wysokości 289 mld zł. Jak zwracali uwagę komentatorzy w 'Poranku Radia TOK FM', tak wysoka dziura budżetowa jest wynikiem wielu czynników. Między innymi konsolidacji wydatków, które wcześniej były rozproszone poza budżetem, np. w różnych funduszach - czyli wydatki, które i tak istniały, są teraz po prostu widoczne w projekcie ustawy budżetowej.
- Trzeba też spłacać długi po ochoczo emitowanych obligacjach przez różne jednostki, np. PFR. Jest kilka elementów, które powodują, że skala deficytu wygląda na tak potężną - mówił Marcin Piasecki z 'Rzeczpospolitej'. Jak stwierdził, ten budżet jest 'pokłosiem złych rzeczy z ostatnich paru lat i klasa polityczna nie ma sposobu na to, jak to odkręcić'. Precyzował, że ma na myśli wydatki socjalne. Od razu zastrzegł, że oczywiście pomoc i wsparcie dla potrzebujących są potrzebne. - Ale kiedy mamy konstrukcję 800 plus, które dotyczy wszystkich, którzy mają dzieci - to nie jest pomoc celowana, tylko rozdawana niezależnie od tego, w jakiej te osoby są sytuacji - wyjaśniał. Jak dodał, w przyszłorocznym budżecie program 800 plus to koszt rzędu blisko 70 mld zł.
Polski budżet z gigantyczną dziurą. Co to oznacza dla zwykłego Polaka?
Deficyt budżetowy i wydatki na 800 plus
Tomasz Żółciak z Money.pl przywoływał za to wyliczenia, zgodnie z którymi w 2017 roku zasiłki rodzinne - a zatem pomoc celowana i przyznawana osobom potrzebującym - stanowiły trochę ponad 19 proc. przeciętnych wydatków na program 500 plus. W 2022 roku to było już 6 proc., a w tym roku to jest nieco ponad 3 proc. tego, co wydajemy na 800 plus.
- To jest kwestia polityczna, kolejne ekipy są zakładnikami obietnic złożonych przez poprzedników. Obecna ekipa mówi, że nic nie zostanie zabrane, a nawet coś zostanie dodane - przypominał. I podkreślał powód, dla którego PiS nie wprowadzał kryterium dochodowego w programie 500 plus. - Bo to by podniosło koszty obsługi - weryfikowania zarobków osób składających wnioski etc. - stwierdził. Jak dodał, dzisiaj nikt z polityków nie odważy się rozpocząć dyskusji na temat np. wprowadzenia kryterium dochodowego. - Podobnie jak nikt nie ruszy wieku emerytalnego - dorzucił.
Czy budżet wytrzyma obietnice rządzących? Ekonomista nie ma złudzeń: Cała masa deklaracji
Marcin Piasecki przypomniał, że 'podniesienie wieku emerytalnego przyczyniło się do klęski wyborczej'. - Inna rzecz, że odbyło się to nieudolnie, bez żadnej kampanii. Co ciekawe, w dalszej przeszłości były reformy emerytalne, które przeszły dość bezboleśnie, np. odejście od wcześniejszych emerytur. Wtedy tłumaczono to ludziom i rozciągnięto to w czasie - zaznaczał.