,
Obserwuj
Gospodarka

Będzie wojna z Shein i Temu? Mówią "nie" chińskim gigantom

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
22.09.2024 13:02
Dwaj giganci chińskiego handlu, Shein i Temu, zalewają świat ultraszybką modą i milionami plastikowych gadżetów. Jest ich tak dużo, że zapychają światowy transport lotniczy i grożą wielu biznesom, a nawet całym gospodarkom. Co na to rządy?
|
|
fot. JADE GAO/AFP/East News

Na froncie pocztowym trwa wojna handlowa. Miliardy przesyłek płyną ze wschodu na zachód. Jest ich dzisiaj takie mnóstwo, że zagrażają wielu biznesom na całym świecie. A za nimi, całym gospodarkom. Pozbawiają też państwa solidnego wpływu do publicznej kasy, z którego można by finansować sporo pożytecznych rzeczy.

Chińskie podkoszulki i tysiąc drobiazgów

Ta historia zaczyna się do chińskich podkoszulków. I od marki, która przebojem wzięła cały świat. Swój sukces zawdzięcza mediom społecznościowym, a najbardziej chińskiemu TikTokowi. Chińskie są podkoszulki, chińska jest platforma służąca ich reklamie i chińska jest marka, która zalała świat modą jednorazowego użytku. Na pewno już wiecie - to Shein. Oraz Temu, które specjalizuje się w tysiącu i jednym drobiazgów. Pierwsza sprzedaje poliestrowe sweterki po 40 złotych, druga zarzuca świat milionami niepotrzebnych plastikowych gadżetów.

Shein nadało pojęciu fast fashion kompletnie nowego znacznia. Temu przekonało Zachód do robienia tak absurdalnych zakupów jak powerbank na korbkę, elektryczna ruletka rażąca grających prądem, łyżka kuchenna z wbudowaną wagą, lampka nocna - kura znosząca świecące jajko, czy rękawiczki z wmontowaną w palec latarką.

Fast fashion i początki Shein

Zaczęło się od sukien ślubnych i sprzedaży lokalnej. W ciągu kilku lat niewielka firma opanowała globalny rynek odzieży, realizując marzenia kupujących ery mediów społecznościowych - ery, w której kupuje się szybko i dużo. I tanio.

W Shein brak jest "kolekcji" wymienianych zgodnie z porami roku. Na tej platformie oferta zmienia się codziennie. Bo Shein współpracuje z tysiącami małych wykonawców, do śledzenia trendów wykorzystuje sztuczną inteligencję, jest w stanie wystawić do sprzedaży każdy popularny model w ekspresowym tempie. I reklamować go później na TikToku na setki możliwych sposobów. Co kilka dni w sprzedaży pojawia się tysiąc nowych fasonów, jednocześnie jest ich nawet pół miliona. Wszystko produkowane w chińskich fabrykach, składowane w chińskich magazynach, sortowniach i pakowniach. Biznesowy sukces jest murowany, bo gwarantuje go ultra niska cena, nieosiągalna dla tradycyjnych sprzedawców mody.

Hurtownia Temu

Śladem Shein podążyło Temu z ofertą "od Sasa do lasa". Od bidonów, przez klipsy do włosów, torebki, klapki, kosmetyki, dekoracje do domu, aż po artykuły AGD, sprzęty kuchenne i sprzęt sportowy - w tym elektryczne rowery.

Platforma powstała zaledwie trzy lata temu i po wyjątkowo agresywnej kampanii stała się najczęściej ściąganą aplikacją zakupową w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Lansuje się hasłem "Kupuj jak miliarder" i deklaruje misję uczynienia lepszym życia każdego pojedynczego klienta. Stosuje strategię "gejmifikacji". Czyli mechanizm podobny do stosowanych przez kasyna. Chodzi o to, by przekonać delikwenta, że każda gra kończy się wygraną, a kto w niej nie weźmie udziału - jest "przegrywem".

Skutki dla gospodarek

Najważniejszy skutek działalności chińskich gigantów dla gospodarek, to spadek zakupów u rodzimych producentów. Kto kupi koszulkę za 50 złotych, skoro - prawie - taką samą może mieć za połowę ceny? Tracą więc przedsiębiorcy - całymi branżami. Od producentów gotowej odzieży po wytwórców guzików, zamków błyskawicznych, nici, materiałów, barwników i tak dalej i tak dalej. Oraz sam handel. Traci też państwo. Przede wszystkim na podatkach. Bo kupujący swoje ciężko zarobione złotówki wysyłają za granicę, firmom, które nie płacą w kraju ani grosza podatku. A w przypadku najmniejszych przesyłek, nie płacą również podatku VAT i cła. Bo na Zachodzie obowiązuje reguła pomocy de minimis, która oznacza, że niewielkie zakupy zagraniczne są wpuszczane pocztą do kraju właściwie bez kontroli. I tu właśnie postanowił wkroczyć rząd USA. A za nim zapewne zrobią to samo inne rządy.

USA walczy z nieuczciwą konkurencją

Za Oceanem wartość de minimis wynosi 800 dolarów. Pojawił się w amerykańskich przepisach 100 lat temu, by umożliwić Amerykanom niewielkie zakupy zagraniczne. Został podniesiony 10 lat temu, by takie samo ułatwienie wprowadzić dla małych przedsiębiorców. Dzisiaj w ramach ulgi można do Ameryki sprowadzić nawet chiński rower elektryczny. I nie zapłacić za to dodatkowo ani centa. Z tego powodu w kłopoty popadła cała rozwojowa branża rowerowa w USA. I dlatego administracja amerykańska ogłosiła, że wprowadzi cła od towarów sprowadzanych z Chin. Będzie też inne utrudnienie.

Niedługo kupujący będą musieli podać swoje dane podatkowe, a sprzedający dokładne kody przesyłanych towarów. Co ten ruch oznacza dla cen? Analitycy uważają, że ceny chińskich zakupów wzrosną o co najmniej jedną piątą, a może nawet więcej. Spadnie liczba przesyłek, która sięga dzisiaj ponad miliarda sztuk. Przesyłki z Chin zapychają światowy system logistyczny, a więc podnoszą ceny frachtu dla wszystkich transportujących towary lotniczym cargo.

Polska zapowiada walkę z nieuczciwą konkurencją

Temu to u nas druga co do wielkości platforma zakupowa z ponad 14 milionami użytkowników. Na pierwszym miejscu jest Allegro, Shein jest na miejscu siódmym. Obaj chińscy sprzedawcy znaleźli się na celowniku ministerstwa finansów, które zapowiedziało walkę z nieuczciwą konkurencją. Na razie tylko zapowiedziało. Niedługo minie pierwsza rocznica tej zapowiedzi.