Zbrojne patrole pilnujące warzyw, posterunki ochrony na plantacjach owoców. Oto niewidziana w historii katastrofa
Niż genueński przyniósł południowo-zachodniej Polsce niewidzianą w historii katastrofę. Choć niże nie są niczym niespotykanym w europejskiej meteorologii, ten był jednak niezwykły. Zrzucił nad środkową Europę rekordową ilość wody. Wszystko dlatego, że napędziło go rekordowo gorące lato, z ultraupalnym początkiem września i wyjątkowo ciepłym Morzem Śródziemnym. Klimatolodzy nie mają wątpliwości - lepiej nie będzie, może być jedynie gorzej.
Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem na świecie. Zmiany klimatyczne sprawiają, że całe regiony nieoczekiwanie muszą się mierzyć z falami przymrozków, saharyjskimi upałami, długotrwałą suszą, a na koniec - z historycznymi ulewami.
Trwałe skutki ekstremalnych zjawisk
Według najnowszych prognoz tegoroczne zbiory jabłek będą o jedną piątą niższe niż ubiegłoroczne. I będzie to już drugi rok ze spadkiem produkcji. Dlaczego? Rzecz w pogodzie. Drzewa owocowe w tym roku zakwitły wyjątkowo wcześnie, w części kraju nawet ponad miesiąc wcześniej niż zwykle. Ale zaraz po fali zaskakującego wiosennego ciepła przyszła fala głębokich przymrozków. Nieprzygotowani na taką zmianę sadownicy nie dawali rady ogrzewać sadów. Mróz zabił więc kwiaty na jabłoniach, zanim zostały zapylone przez pszczoły, które nie zdążyły się na czas obudzić. Jakby tego było mało, na etapie zawiązków owoców przez polskie sady przeszła seria gradobić. Obite owoce rosły nierówno, wiele całkowicie opadło. W ten sposób jesienią wylądowaliśmy z najwyższymi od dawna cenami najpopularniejszych w kraju owoców. Jabłka deserowe wczesnych odmian kosztują więcej niż banany. Na rynku ich nie zabraknie, pojadą też na eksport, ale mniej ich będzie dla przemysłu przetwórczego - na soki, dżemy, przetwory owocowe w saszetkach, w których są podstawowym składnikiem. Problemów jest jednak więcej.
Kryzys ogórkowo-kalafiorowy i inne
Ogórki również się nie udały, bo gdy zaczynały dorastać, było wyjątkowo sucho. Wcześniej zaś zostały zdziesiątkowane przez choroby grzybiczne, bo rośliny zostały osłabione przez gwałtowne zmiany temperatury. W ten sposób, w szczycie sezonu, ogórki gruntowe, ulubione produkty do kiszenia, kosztowały dokładnie 100 procent więcej niż rok wcześniej, czyli średnio 7 złotych za kilogram. Podobnie z kalafiorami. Kryzys dopadł Polskę kilkanaście miesięcy temu. I do dzisiaj - poprawy brak. Ale w tej konkretnej dyscyplinie warzywnej, cała Europa jedzie na jednym wózku.
Brytyjskie supermarkety już na wiosnę zgodziły się przyjmować do sprzedaży kalafiory mniejszych rozmiarów, których wcześniej nie życzyły sobie na swoich półkach. Na wiosnę na wyspach brytyjskich było tak mokro, że maszyny rolnicze tonęły w błocie. W zachodniej Europie deszcz padał nieprzerwanie od listopada, przez Boże Narodzenie, aż po marzec. Jednocześnie, ceny energii wzrosły tak mocno, że zwiększenie upraw pod szkłem nie wchodziło w grę. Ci, którzy już takie prowadzili, płacili krocie za ich ogrzewanie, bo na zachodzie wiosna przyszła wyjątkowo późno i była wyjątkowo mokra i chłodna. Warzyw zebrano więc mniej i gorszej jakości. Te braki ciągną się za Europą do dzisiaj. I to nie koniec serii nieszczęść.
Niemcy zmagały się w tym roku z zapaścią truskawkową, zebrano ich o jedną czwartą mniej niż zwykle. Ceny gwałtownie wzrosły. Z tych samych powodów, dla których w części Europy padły kalafiory, brukselka i pory, czyli ulewnych deszczy, zbiory truskawek były najniższe od 30 lat. Lepiej, ale też źle miały się szparagi wymrożone przez przymrozki. Uprawom tego warzywa zaszkodziły też ceny energii i brak rąk do pracy. Dlatego niemieccy farmerzy, po słabym poprzednim roku, zmniejszyli powierzchnię upraw. I dlatego to, co uniknęło serii nieszczęśliwych zdarzeń i trafiło na sklepowe półki, było wyjątkowo drogie.
Brak oliwek na oliwę
Ten sezon był kolejnym z rzędu sezonem z katastrofalnie niskimi zbiorami w krajach śródziemnomorskich - w tym we Włoszech, szczególnie na Sycylii, a także w Grecji, Hiszpanii oraz na Cyprze. Według prognoz, w Apulii zbierze się o połowę mniej oliwek niż rok wcześniej. Podobnie będzie w Grecji. Nadzieja w Hiszpanii, która spodziewa się urodzaju i być może dzięki niej astronomiczne ceny tego najzdrowszego tłuszczu na świecie, nieco spadną. Bo na razie oliwa z oliwek jest tak droga, że na sklepowych półkach jest zabezpieczana elektronicznie, jak luksusowe alkohole. A plantacji oliwnych strzegą zbrojne patrole i policja.
Historia arbuzów
A gdzie podziały się arbuzy, które w sierpniu zwykle kosztowały grosze, a w tym roku wyparowały z marketów wyjątkowo wcześnie? Ugotowały się na polach Europy południowej.
W tym roku uprawy skwierczały w saharyjskich upałach. Południe kontynentu pobiło wszelkie możliwe rekordy temperatury, a deszczu było albo jak na lekarstwo, albo lało jak z cebra i to, co jeszcze uchowało się na polach, spływało z nawałem wody. A arbuzy potrzebują wyjątkowo dużo wody, by mogły rosnąć.
W północnej Afryce, na przykład w Maroku, obowiązują ścisłe limity zużycia wody w rolnictwie. Brakuje jej w dużych miastach, wysycha największy zbiornik w kraju. Farmerzy chcą skorzystać z doświadczeń Niderlandów w uprawie pomidorów. Chodzi o ograniczenie zużycia wody do uprawy, w czym ten kraj jest mistrzem świata.
Dla arbuzów fatalny był już ubiegły rok, gdy w hiszpańskiej Murcji z powodu gradu plony spadły aż o jedną piątą. Co urosło do pełnych rozmiarów, zostało z pól rozkradzione. Bo rosnące ceny arbuzów sprawiają, że na plantacje ciągną sznury złodziei. Zorganizowane gangi podjeżdżają na pola vanami i pakują owoce prosto 'na pakę'. Jeden taki 'wypad' to około tysiąca euro w kieszeni. Zdarzało się, że pola były okradane systematycznie. Farmerzy postawili więc na kamery przemysłowe i posterunki ochrony.
Te tradycyjne sposoby nie pomagają w Walencji, gdzie pola pustoszą dziki. Nie dość, że stołują się na miejscu, to niszczą przy tym systemy nawadniające. Rozwiązania tego problemu na razie brak.
Pozostanie nam picie wina? Niestety, winorośle wymarzły na wiosnę, w tym samym czasie, gdy w Europie Środkowej wymarzły owocowe sady.