Kiedyś obciach, dzisiaj szyk. Zetki jadą pod prąd w kreszowym dresie i na różowych wrotkach
Generacja Z wskrzesza wszystko, co dzisiejsi czterdziestolatkowie pamiętają z młodości - płyty winylowe, kasety magnetofonowe, walkmany, telefony stacjonarne, maszyny do pisania, małe cyfrowe aparaty i Polaroidy oraz tamagotchi - interaktywną zabawkę rodem z czasów przed-internetowych. W zabawce w kształcie jajka, wyposażonej w mały wyświetlacz, mieszkało elektroniczne zwierzątko, które trzeba było karmić, bawić i o nie dbać. Dziś ta zabawka triumfalnie wraca na fali wskrzeszania wszystkiego, co vintage.
Wskrzeszanie tamagotchi
Do wskrzeszania tamagotchi jego właściciel podchodził kilka razy. Jajo wróciło na rynek, początkowo bez powodzenia, już kilka la temu. Ale dopiero teraz znów opromienia je blask sławy. W ubiegłym roku w porównaniu z poprzednim, miłośnicy unikatowych gadżetów kupili aż dwa razy więcej tych zabawek. Tamagotchi stało się na tyle popularne, że doczekało się w Londynie firmowego sklepu, którego nie miało w czasach swojego największego rynkowego sukcesu w latach 90. Czemu dzisiaj zawdzięcza swój ponowny sukces?
Po pierwsze: współczesne tamagotchi to wersja 2.0. Jajo łączy się z Internetem przez WiFi, można więc pobierać tą drogą różne dodatki, można też zakolegować się z innymi Tamagotchi i stworzyć w ten sposób sieć przyjaciół. Jest więc atrakcyjne także dla pokoleń, które nie znają życia bez Internetu. Po drugie: nurt, który można zatytułować ogólnie: powrót do przeszłości. Po tamagotchi sięgają millenialsi, dla których to cenna pamiątka dzieciństwa. Ale też generacja Zet, która nie mogła się z nim zetknąć w czasach jego pierwszej świetności. Ceni sobie za to urok vintage. I tu otwiera się długa lista niedawnego obciachu i aktualnego szyku.
Kiedyś obciach, dzisiaj szyk
Po pierwsze odrodzenie winylowe. Brytyjski urząd statystyczny uznał ostatnio tę część przemysłu muzycznego za istotną z punktu widzenia oficjalnego wyliczania inflacji. I dołożył płyty winylowe do tak zwanego koszyka inflacyjnego. Czyli listy towarów i usług kupowanych systematycznie. Bo w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii sprzedaż winyli wzrosła do poziomów niewidzianych od ponad 30 lat. Ten sukces nie był jednak niespodziewany. Na technologię odtwarzania muzyki rodem z ubiegłego wieku postawiły największe gwiazdy muzyki pop. Dzisiaj 'w winylu' sprzedaje się Taylor Swift, Harry Styles, Lana del Rey czy Olivia Rodrigo. Zaś stałymi bywalczyniami niezależnych saloników płytowych są przedstawicielki generacji Zet. I to właśnie one decydują o tym, że płyty się kupuje i płyt się słucha. Bo generacja Zet postawiła na jakość doświadczeń. A nie ich ilość. To z kolei przesądza o odrodzeniu nie tylko w branży gramofonowej.
Bo po winylu kolejną miłością generacji Zet stała się kaseta magnetofonowa. Która ma tę dodatkową zaletę, że można z niej nie tylko odtwarzać dźwięki, ale też je rejestrować. Dodatkowo dźwięki z kasety można odtwarzać w urządzeniu przenośnym zwanym walkmanem. I dlatego oprócz kaset, szczytem szyku jest dzisiaj antyczny walkman. Najbardziej designerskie wersje tego urządzenia kosztują poważne pieniądze. A do ich popularności przyczyniły się kultowe seriale. W tym na przykład 'Stranger Things', Kate Bush oraz 'Last of Us' i kinowi 'Strażnicy Galaktyki'.
Kolejnym przebojem są słuchawki przewodowe - akcesorium konieczne dla miłośników walkmanów. Bo nawet te najnowocześniejsze współczesne urządzenia wciąż mają wejście 'na małego jacka'. Ale słuchawki na kabelku to także symbol postawy generacji Zet. Odrzucania agresywnej nowoczesności, pozostawania w tyle za nowinkami i na koniec cenienia sobie zwykłej wygody. Wyznawcami słuchawek 'na sznurku' stało się pokolenie Zet, bo nie gubią się, gdy wypadną i nie trzeba ich ładować. Modę na kabelki podbiły topowe trendsetterki i globalne ikony stylu jak Bella Hadid czy Lily Depp-Rose. Tak więc, żeby być cool trzeba być okablowanym. Również, gdy chodzi o telefony.
Miłość do telefonu na kablu to podobno odpowiedź na zmęczenie byciem online, setkami tysiącami powiadomień i aktualizacji. Dla wielu to także nostalgiczny powrót do przeszłości i powrót do obrazków z dzieciństwa rodziców - dosłownie - 'wiszących na telefonie'. W cenie są zatem wszelkie antyczne modele, najchętniej ze słuchawką na długim kręconym kablu. Do rozwiązania pozostaje problem podłączenia takiego urządzenia do sieci. Bo tylko jedna czwarta amerykańskich gospodarstw domowych zachowała numer stacjonarny. W niektórych stanach firmy telekomunikacyjne wystąpiły o całkowite wycofanie tej usługi. I dlatego kolejnym retro hitem jest telefon komórkowy z klapką.
W tej samej kategorii super retro występuje antyczny aparat cyfrowy. Oraz Polaroid. Generacja Zet kocha te technologie. Z fanatyzmem podchodzi do ziarnistej faktury takich zdjęć. Kocha nieostre kontury i kolory wypisz wymaluj jak z niemieckiego ORWO (wschodniej odpowiedzi na technologię klisz zdjęciowych zachodniego Kodaka). Liczba wyszukiwań na eBayu dla frazy 'fotograficzny aparat cyfrowy' rośnie systematycznie o 10 procent rocznie. Przy czym nie chodzi o profesjonalne lustrzanki, ale o klasyczne aparaciki torebkowe, popularne w latach dwutysięcznych. Oraz o technologię zdjęć natychmiastowych. Eksperci wyceniają, że rynek takich urządzeń za pięć lat osiągnie rekordową wartość dwóch miliardów dolarów. A to wcale nie koniec listy przebojów z przeszłości. Bo są jeszcze imprezy, w tym śluby, w klimacie lat 70., mechaniczne maszyny do pisania papierowe książki i jazz. Jako dobro niematerialne, doświadczenie słuchania tego rodzaju muzyki, jest na liście przyjemności generacji Zet - najwyżej.