Shake z keczupem i lody z bekonem. Sztuczna inteligencja w służbie fast foodów
Kroją warzywa na sałatkę, zagniatają ciasto na pizzę, są wyjątkowo precyzyjne w ważeniu i mierzeniu, więc złożone przez nich dania jeden do jednego są do siebie podobne. Ale nie potrafią dogadać się z gośćmi, a zebrane przez sztuczną inteligencję zamówienia wzbudzają powszechną wesołość. Mimo, że zajmują coraz więcej miejsca w restauracyjnych kuchniach, przyspieszają obsługę i wyręczają ludzi, nikomu niczego nie zabrały. Przede wszystkim zajęcia. Bo jak się okazuje, dzięki robotom w sieciowych restauracjach pracy jest więcej, a nie mniej. Nic więc dziwnego, że kolejne biznesy planują zatrudnienie w kuchni sztucznej inteligencji. I jej przedłużenia w postaci automatycznych rąk, czy raczej ramion.
Eksperyment w McDonald's
Był rok 1999 gdy jedno z branżowych czasopism w Stanach Zjednoczonych napisało o eksperymencie szykowanym przez jedną z największych na świecie sieci fast food. McDonald's planował wprowadzić do swoich restauracji automaty do składania zamówień. Na milionową rzeszę pracowników padł blady strach. Bo automaty miały wyeliminować kasjerów, odbierając im pracę. W teorii, miały dać właścicielom oszczędności w rubryce pod tytułem koszty pracy. W praktyce wydarzyło się coś zupełnie innego.
Oszczędności nie było. Były za to zyski mnożące się w piorunującym tempie. Wstawienie do restauracji stanowisk do samoobsługowego składania zamówień sprawiło, że goście zaczęli w lokalach wydawać więcej pieniędzy. Bo przyjmującą zamówienie maszynę nie goni czas, nie stoi przy niej długa kolejka zniecierpliwionych ludzi. Swobodnie można się zastanawiać nad dodaniem porcji frytek czy shake'a, dobrać bez pośpiechu sosy. A po pierwszym zamówieniu złożyć kolejne bez marnowania czasu w ogonku do kasy. W ten sposób restauracje zamiast oszczędzać zaczęły coraz więcej zarabiać. Mało tego, by obsłużyć wszystkie zamówienia w krótkim czasie musiały zwiększyć liczbę osób zatrudnionych w kuchni, a kasjerów przesunąć do pomocy gościom w składaniu maszynowych zamówień.
W ten sposób wyniki ponad 20-letniego już eksperymentu samoobsługowego w fast foodach stosuje dzisiaj większość wielkich sieci barowych. I nie po to, by zaoszczędzić, ale po to, by zwiększać zatrudnienia tam, gdzie praca przynosi większy zysk.
Automatyzacja i robotyzacja w obsłudze fastfoodowych klientów idzie coraz dalej
Coraz więcej amerykańskich sieci wycofuje kasjerów ze stanowisk drive-thru. Gości obsługuje tam sztuczna inteligencja. To ona rozmawia z z klientami przyjmując ich zamówienia. Efekty tego eksperymentu bywają różne. I sprowadzają się do stwierdzenia: im prostsze menu, tym większe szanse powodzenia. I dlatego największa z sieci musiała zrezygnować na razie z testowania AI w drive-thru. Bo klienci musieli później wyjaśniać tradycyjnej obsłudze, że nie zamawiali lodów z bekonem, shake'a z ketchupem ani pięciuset sztuk nuggetsów z kurczaka. Z tego powodu sieć stała się przedmiotem powszechnych żartów i społecznościowych memów.
Eksperymentatorzy doszli do wniosku, że sztuczna inteligencja wymaga dalszego szkolenia. Musi się nauczyć niuansów ludzkiej mowy i wymowy, rozpoznawania akcentów i pomijania rozmów w tle. W przeciwnym razie będzie się kończyło kolejnymi porażkami i desperackim wołaniem klientów o ludzką obsługę. Jak w przypadku automatycznych biur obsługi klienta, gdzie niemal zawsze sprawa kończy się rozmową z żywym człowiekiem. Bo automatowi nie da się wytłumaczyć, na czym polegają nasze wątpliwości w sprawie faktury oraz co dokładnie się zepsuło.
Automaty do przygotowywania pizzy i maszynowa kontrola wielkości
Sztuczna inteligencja w fast foodzie na stanowisku drive thru to nie koniec eksperymentów z maszynami w biznesie restauracyjnym. Chętnych do ciężkiej pracy fizycznej jest wszak mało, a chętnych, by dobrze i szybko zjeść, coraz więcej. Trwają więc prace nad automatami do przygotowania pizzy od A do Z. W jednej ze światowych sieci przygotowywanie burrito w całości trafi w maszynowe ręce. Roboty będą przygotowywać guacamole, porcjować składniki i składać całość. Tak, by żaden z klientów nie musiał porównywać się z innym - kto w sałatce dostał więcej sera, a kto warzyw. Maszynowa kontrola wielkości porcji jest więc odpowiedzią na potrzeby klientów. Zwłaszcza, że badania prowadzone 'w terenie' wykazały, że ta sama pozycja w menu może ważyć o 87 procent mniej lub więcej w zależności od lokalizacji. I dlatego tak zwane 'coboty' mają działać ramię w ramię z żywymi pracownikami kuchni. Jednym i drugim będą pomagać tak zwane 'Auto-cados' czyli automaty do obierania, pestkowania, krojenia i przecierania awokado. Wszystko w 26 sekund, czasie nieosiągalnym dla przeciętnego śmiertelnika.
AI szkoleniowcem
Sztuczna inteligencja ma też szkolić pracowników kuchni i od ręki odpowiadać na wszystkie możliwe pytania - od składu konkretnego menu po metody czyszczenia automatów do lodów. Dzięki temu wszyscy mają zyskać na czasie. Sztuczna Inteligencja ma też się uczyć. Zostanie podpięta do urządzeń i rejestrów tysięcy restauracji jednej z sieci na całym świecie. Na podstawie zebranych danych, zostanie potem poddana intensywnemu treningowi. Na jego końcu będzie wiedzieć, kiedy zalecić restauracji wymianę frytkownicy albo zmianę ustawień zamrażarek.
Awangarda automatyzacji
Na koniec wnioski, szczególnie ważne dla obecnych i przyszłych pracowników branży restauracyjnej. Ale też dla wszystkich amatorów jedzenia poza domem. Shake z keczupem i lody z bekonem. Sztuczna inteligencja w służbie fast foodów. Zajmują coraz więcej miejsca na tak zwanej linii, czyli w procesie przygotowywania potraw: od mycia składników, po złożenie prostej potrawy na talerzu. Wyręczają ludzi w nudnych, powtarzalnych, mechanicznych czynnościach, które nie wymagają ludzkiej kreatywności czy ludzkiego smaku. Mają zatem przynieść ulgę i sprawić, że praca będzie dla pracowników bardziej przyjemna. A dla właścicieli - biznes bardziej zyskowny. Bo ten sam ludzki skład będzie mógł zrobić więcej. Na razie jednak przed pionierami powszechnej robotyzacji piętrzą się same problemy.
Nawet dla najbardziej skomplikowanych maszyn, codzienne ludzkie czynności wciąż są nieosiągalne. Najtęższe na świecie umysły próbują więc nauczyć roboty robić zakupy w markecie czy zamontować okablowanie w samochodzie. Na razie - z umiarkowanymi sukcesami.