,
Obserwuj
Gospodarka

Taksówki bez kierowców? Tak mamy się poruszać po mieście

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
20.10.2024 18:05
Na tę prezentację świat czekał od dawna. Zobaczyliśmy dwa nowe koncepty. Pierwszy, to autonomiczna taksówka, samochód bez kierowcy, który zawiezie nas tam, gdzie chcemy. Drugi - autonomiczny van, który przewiezie do 20 osób. Czy to początek przyszłości rodem z Blade Runnera?
|
|
fot. ( Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)

Światowy lider technologiczny - firma, która spopularyzowała auta na prąd, chce przewodzić światu na dwóch kolejnych frontach. Czy to początek przyszłości rodem z Blade Runnera tyle, że w soczystych barwach? I co o tym początku myśli rynek?

CyberCab, czyli autonomiczna taksówka, bez kierowcy

Premiery dwóch nowych konceptów ze stajni Tesli oczekiwano od dawna. W zasadzie od lat. I dlatego już sama zapowiedź tego wydarzenia przyniosła Tesli w tym roku 70-procentowy wzrost cen akcji. Miało być zatem wielkie boom. Plus 'cool factor', bo koncepty Elona Muska zwykle były 'cool'. A jak było? W scenografii studia filmowego na przedmieściach Los Angeles pod hasłem "We, Robot" Elon Musk pokazał światu swoje najnowsze dziecko, projekt nad którym inżynierowie firmy pracowali do dekady.

Dzieło nazwane CyberCab, to autonomiczna taksówka, bez kierowcy. Auto stylistyką nawiązuje do futurystycznego świata rodem z Blade Runnera. Ma dwa miejsca, nie ma kierownicy ani pedałów, żadnych dźwigni czy przełączników, niczego co potrzebne do prowadzenia tradycyjnego samochodu. Goły kokpit wyposażony jest jedynie w panel dotykowy, który pozwala zarządzać trasą. Drzwi otwierają się do góry, jak w luksusowych modelach aut sportowych. To tyle prezentacji. Bo nie wiadomo dokładnie, ani kiedy auto wejdzie do produkcji i trafi do sprzedaży, ani w jakim dokładnie systemie miałoby działać. Wiadomo za to, ile mniej więcej miałoby kosztować. To jakieś 30 tysięcy dolarów. Czyli - rozsądnie. Posiadaczom Tesli firma zamierza umożliwić korzystania z CyberCabów za damo, na życzenie.

Robovan, czyli autonomiczny van

Wraz z autonomiczną taksówką, Musk pokazał światu swój inny koncept Robovan, estetyką przypominający toster na kółkach albo hełm głównego bohatera serialu Mandalorian. Autorzy konceptu wolą projekt nazywać modernistycznym. Pojazd mógłby zabierać do 20 osób lub, w innej wersji, wozić kilkaset kilogramów towarów. Pokazowi obu prototypów towarzyszyła prezentacja świata przyszłości bez parkingów, z parkami i zielenią wokół wielkich obiektów sportowych, centrów handlowych, wszelkich budynków, które gromadzą dużą grupę ludzi. Bo po co komu parking, skoro na miejsce dojedzie taksówką bez kierowcy, tanio, wygodnie i bezstresowo. I teraz najważniejsze. Dlaczego to wszystko miałoby kogokolwiek obchodzić?

Święty Graal motoryzacji

Tesla już teraz zapisała się w historii ludzkości jako prekursor elektrycznej zmiany. Z firmy sprzedającej po kilka tysięcy aut rocznie stała się światowym liderem. Wybudowała gigantyczne fabryki w Azji i Europie. W Chinach zajmuje pierwsze miejsce pod względem aut na prąd zachodnich marek. Za Teslą poszła chińska technologia.

Świat motoryzacji od lat próbuje sięgnąć po swojego świętego Graala - technologię pojazdów autonomicznych. Na razie z przeciętnym skutkiem. Tesla za dopłatą montuje w swoich autach system FSD czyli Full Self Driving, który wymaga jednak stałego nadzoru kierowcy. Z danych wynika, że pełną autonomiczność uzyskuje w 97 procentach. To mniej niż 99 procent, które są niezbędne, by auta uznać za całkowicie samodzielne. Różnica niby niewielka, ale osiągnięcie wymaganego poziomu może firmie zająć całe lata.

Wciąż jednak FSD jest najbardziej zaawansowanym systemem autonomicznym w USA. Bierze pod uwagę skomplikowane i wielowariantowe scenariusze miejskie. Potrafi dowieźć z punktu A do punktu B pokonując drogę w mieście. Większość pozostałych systemów przeznaczona jest do jazdy po autostradzie, na przykład z zadaną odległością do poprzedzającego samochodu. Autonomiczna Tesla pojedzie niemal wszędzie. Ale na razie wciąż z mniej niż stuprocentową skutecznością.

Waymo i Baidu

A teraz o tych, którym już się udało, czyli Waymo w Ameryce i Baidu w Chinach.

Waymo, to usługa autonomiczna zbudowana przez Google'a. To całkowicie autonomiczne taksówki bez kierowcy, które wożą pasażerów w ściśle określonych częściach miasta. Nie mogą wyjeżdżać poza strefę, którą mają zmapowaną w najdrobniejszych szczegółach. Dlatego m.in. nie biorą kursów na lotnisko w Los Angeles. Wykonują za to codziennie tysiące kursów w centrum.

Jest też system Apollo zasilany przez autonomiczną technologię opracowaną przez Baidu, który Chińczycy chcą nazywać chińskim Google'em. Minivan, produkowany przez JMC, wyposażony jest w system autonomicznej jazdy Level4. Czyli taki, w którym auto nie musi być wyposażone w kierownicę. System Apollo ma być konkurencyjny, bo bezpieczniejszy. Auta w tym systemie wyposażone są w zestaw radarów i lidarów. Musk stawia na tańsze kamery, ale zamierza uczyć swoje auta z pomocą sztucznej inteligencji, udostępniając jej dane z milionów Tesli, które jeżdżą po całym świecie.

A co na to inwestorzy?

Okazuje się, że nie sądzą nic dobrego. Kilka godzin po wielkiej premierze Cybercab - akcje firmy potaniały o jakieś siedem procent. W tym samym czasie cena akcji Lyfta i Ubera wzrosły o 10 procent. Bo stało się jasne, że flota robo taxi nie zagrozi tradycyjnym usługom z kierowcą za kierownicą. Tym bardziej, że premiera aut przyszłości wypadła w piątą rocznicę zapowiedzi Muska z 2019 roku. Wtedy zapewniał, że lada chwila po drogach będzie jeździć milion jego aut bez kierowców.