Na te liczby czekał świat. Najcenniejsza firma świata pokazuje wyniki
NVidia to najcenniejsza firma giełdowa świata - warta 3 biliony 600 milionów dolarów. To więcej niż dotychczasowi wieloletni liderzy - czyli Microsoft i Apple. NVidia produkuje i dostarcza na rynek 90 procent mikroprocesorów tak silnych, że są w stanie 'ożywić' sztuczną inteligencję. A w światowym szale na AI - który zaczął się raptem dwa lata temu - mikroprocesor jest na wagę złota.
Analitycy lubią zresztą porównywać obecny hype na sztuczną inteligencję z gorączką złota w Ameryce w XIX wieku. Wtedy najwięcej zarobili producenci łopat i kilofów potrzebnych do wydobywania tego surowca. Teraz taką 'łopatą' jest mikroprocesor zapewniający działanie sztucznej inteligencji. I NVidia w produkcji tych 'łopat XXI wieku' jest w zasadzie monopolistą.
Akcje tej firmy w tym roku wzrosły o 200 procent - wyceniane są na poziomie 12 procent PKB całych Stanów Zjednoczonych. Sama NVidia jest więcej warta niż cała giełda we Frankfurcie, w Paryżu, a nawet w Londynie. Właśnie dlatego świat tak uważnie przygląda się temu, w jakiej jest ona kondycji.
W jakiej kondycji jest NVidia? Efektu 'wow' nie było
Efektu 'wow' po publikacji wyników firmy nie było, choć ma się ona czym chwalić. W trzecim kwartale tego roku przychody i zyski wzrosły o 100 procent i mowa jest o naprawdę grubych pieniądzach.
Przychody przebiły oczekiwania analityków i przekroczyły 35 miliardów dolarów. Firma przyzwyczaiła jednak do świetnych wyników, dlatego tym razem czułe uszy inwestorów wychwyciły coś innego, czyli prognozę sprzedaży na końcówkę tego roku, która rozczarowała. A to dlatego, że jest to najwolniejsze tempo kwartalnego wzrostu przychodów od niemal dwóch lat.
To natychmiast otwiera pole do spekulacji, że może sprzedaż spółki zacznie zwalniać i coś zaczyna się zacinać. Tyle, że szefostwo NVidii od razu te wątpliwości rozwiewa, a obserwatorzy potwierdzają: popyt na mikroprocesory jest tak wielki, że nie nadąża za nim produkcja. W związku z tym firma może w zasadzie dyktować ceny jak chce. Jej klienci i tak zapłacą, bo to przecież bogate firmy ze światowej czołówki technologicznej, w tym - z tak zwanej Wspaniałej siódemki (NVidia, Microsoft, Apple, Tesla, Amazon oraz właściciele Google'a i Facebooka).
Bańka AI pęknie?
Co warte podkreślenia - szał na akcje amerykańskiej 'Wspaniałej siódemki' właśnie studzi Europejski Bank Centralny. Drugi największy bank centralny świata pisze, że rynek akcji, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, stał się coraz bardziej zależny od garstki przedsiębiorstw postrzeganych jako beneficjenci boomu na sztuczną inteligencję. I dlatego właśnie może rosnąć na nich spekulacyjna bańka, która może gwałtownie pęknąć, jeśli ten koń pociągowy się potknie, a wciąż rosnące apetyty inwestorów nie zostaną spełnione.
Zresztą ostrzeżenia o bańce na akcjach spółek związanych ze sztuczną inteligencją słychać od jakiegoś czasu. Na razie jednak analitycy mówią, że wszyscy ze 'Wspaniałej siódemki' pokazali mocne wyniki. Co więcej - każda z tych firm zapowiada, że będzie podnosić wydatki na sztuczną inteligencję i infrastrukturę z nią związaną, w związku z tym wciąż możemy mieć do czynienia z hossą, a nie bańką.
Czy do teatrów zaczniemy chodzić w goglach do VR? Technologie w instytucjach kultury
Co więc dalej z najcenniejszą firmą świata? Perspektywy są niezłe. Bo - po pierwsze - popyt na mikroprocesory rośnie w postępie geometrycznym, a kolejne firmy zapowiadają wyższe nakłady inwestycyjne na sztuczną inteligencję. Po drugie - konkurencja NVidii wciąż słodko śpi, dlatego nie jest i nie będzie w stanie jej dogonić. Po trzecie - NVidia może w zasadzie dowolnie dyktować ceny. Po czwarte - dywersyfikuje swój biznes.
To wszystko powoduje, że giełdowi spece powoli zaczynają pytać nie 'czy', ale 'kiedy' firma osiągnie kolejny spektakularny poziom i przebije 4 biliony dolarów swojej wartości. Brakuje jej do tego 'zaledwie' 400 miliardów.