,
Obserwuj
Gospodarka

Piraci i inne kawowe nieszczęścia. Arabika i robusta biją cenowe rekordy

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
03.12.2024 09:02
Na świecie jest coraz większy problem z kawą. W plantacje uderza katastrofa klimatyczna. Do listy nieszczęść dołączają piraci oraz wygrana Donalda Trumpa. W efekcie ceny arabiki są na rynkach najwyższe od 50 lat.
|
|
fot. gedsarts / pixabay

Rekordy cenowe stawiają miłośników kawy pod jedną ścianą, a producentów - pod drugą. Obie strony testują swoją odporność. Odporność na podwyżki, za którymi stoi seria niefortunnych zdarzeń. Oraz Chińczycy i Donald Trump.

Mówisz espresso - myślisz Włochy

Ten rok był kolejnym z pogodą do góry nogami. Ulewnie padało tam gdzie zwykle było sucho. Susza panowała tam, gdzie zwykle było mokro. I choć taka zmiana występuje systematycznie i zależy od temperatury wody w oceanie, a potem od kierunku i szybkości krążenia wilgoci w atmosferze, to wraz ze zmianami klimatu dzieje się to coraz szybciej i mocniej. Czyli: albo mocniej leje albo jest katastrofalnie sucho. Z tego powodu w tym roku ręce załamywali już Włosi. Bo Włosi piją hektolitry kawy i są narodem z jedną z największych w Europie konsumpcji kawy per capita, czyli na głowę. Wspierani przez turystów wypijają rocznie 6 miliardów porcji espresso. Co znaczy, że każdy od noworodka po stulatka teoretycznie wypija w ciągu roku 100 filiżanek. Kawa jest we Włoszech napojem narodowym, tak ważnym, że jej cena była regulowana przez rząd. I wciąż uznawana jest za kwestię polityczną.

Dzisiaj za espresso trzeba zapłacić we Włoszech przeważnie 1,20 euro, za cappuccino około 1,5 euro. I jest to jedna z najniższych cen na całym kontynencie. Dlatego dla Włochów przystanek w kawowym barze w drodze do pracy jest częścią codziennego rytuału. Osiągalnego tam finansowo, w przeciwieństwie do większej części Europy, w tym Polski. Rzecz w tym, że nad tę krainę powszechnej kawowej szczęśliwości nadciągnęły czarne chmury. W ostatnich trzech latach kawa podrożała o ponad połowę. Branża restauracyjna zapowiada, że poranne espresso może kosztować wkrótce już nie euro z niewielkim okładem, ale ponad 2. Włoskie organizacje konsumenckie zbroją się więc do walki o przyzwoite ceny. I straszą, że jeśli kawiarnie podniosą ceny, Włosi zrobią to, co robili w czasie pandemii. Poranną filiżankę zaparzą w domowych ekspresach, które ustawili w kuchni podczas lockdownu. I w kawowej ziemi obiecanej nastąpi kawowy koniec świata.

Początek kawowego końca świata znajduje się w Brazylii

Arabika to gatunek kawy uznawany powszechnie za szlachetniejszy, a więc droższy. Używany szczególnie w kawiarniach jako baza do kaw mlecznych. Cena arabiki właśnie przebiła swój dotychczasowy rekord z 1977 roku i jest najdroższa od blisko pół wieku! Powód? Pesymistyczne prognozy zbiorów w Brazylii.

To właśnie w Brazylii większa część świata zaopatruje się w ziarna tego gatunku. Brazylia odpowiada za 60 procent produkcji, słabe plony to wysoka cena. I tu mamy złe wiadomości, w tym dziesięcioleciu dobrych zbiorów nie było, najbliższa przyszłość też nie rysuje się różowo. Trzy lata temu brazylijskie plantacje skuł mróz. A przymrozki przyszły w porze kwitnienia i zabiły pąki. Plantacje zebrały rekordowo mało kawy, świat sięgnął więc po zapasy. W tym roku Brazylia cierpi suszę i znów zbierze mniej niż średnio wcześniej w dobrych latach. Na dodatek cenę arabiki podbija cena robusty. I teraz przenosimy się na drugą półkulę, bo ten rodzaj kawy produkowany jest głównie w Wietnamie. I ma tam ostatnio pod przysłowiową górkę.

Robusta zalicza szczyt. Cenowy

Robusta uznawana jest za gorszą smakowo i dlatego jest tańsza. Uprawia się ją przede wszystkim w Azji południowo-wschodniej, głównie w Wietnamie. Stamtąd pochodzi ponad połowa produkcji tego gatunku, stosowanego głównie do wytwarzania kaw rozpuszczalnych, słodyczy czy napojów gazowanych z kofeiną. W tym roku tańsza robusta zaliczyła jednak szczyt cenowy.

Od dwóch lat wietnamskie plantacje systematycznie nawiedzają wszelakie pogodowe nieszczęścia. I nawet odporniejsza od arabiki robusta nie daje im rady. Rok temu w Indonezji i Wietnamowi El Niño przyniósł brak deszczu. I wyższą niż zwykle temperaturę. Kawa, która lubi wilgoć miała się z tego powodu źle. W tym roku sytuacja się powtórzyła. Z wariacjami. Bo w porze zbiorów uprawy zostały zalane deszczem. I dlatego robusty, która będąc tańszą zastępowała arabikę, też jest na rynku mniej. A to jeszcze nie wszystkie kawowe nieszczęścia.

Kawowe nieszczęścia

Nie dość, że kawy na świecie zbiera się mniej, to na cenowe rekordy składają się też piraci. Zbrojne bandy napadają na statki i blokują transport przez Kanał Suseki. To właśnie tamtędy wiedzie światowy skrót handlowy z Azji do Europy. Skrót nie działa i cena kawy rośnie, bo trzeba ją wozić objazdem. Co trwa dłużej i kosztuje drożej. Na dodatek trudno się spodziewać, że sytuacja wróci szybko do normy. To raz, a dwa: w Wietnamie kawy uprawia się coraz mniej. Farmerzy likwidują plantacje kawy i sadzą w to miejsce czarny pieprz, awokado czy superpopularne w Chinach duriany. Bo wymagają mniejszej troski i pozwalają zarobić więcej. I dlatego pomimo stale rosnących cen sprzedaży, kolejka do jej uprawy nie stoi. Przeciwnie do kolejek po cappuccino.

Na świecie pije się kawy coraz więcej. Przede wszystkim w Azji. Konsumenci w krajach, w których kawę się produkowało, ale się jej nie piło, zmieniają zwyczaje. W Indonezji, trzecim co do wielkości eksporterze kawy i jednym z najludniejszych krajów świata spożycie rośnie od dekady w tempie cztery procent rocznie. Podobnie w Chinach, gdzie coraz lepiej radzą sobie światowe sieci kawiarni, a Chińczycy na ich kształt i podobieństwo tworzą własne, podobne marki.

Do listy nieszczęść kawy dołącza także wygrana Donalda Trumpa, która umocniła dolara, a na świecie kawą handluje się właśnie w dolarach. Dla kupujących we własnych walutach cena poszła więc w górę. A to dopiero wstęp do całej serii przygód światowej gospodarki z nową administracją Białego Domu.

Z tych wszystkich powodów eksperci są zgodni: aromatyczne espresso z codziennej przyjemności stanie się nie tak codziennym luksusem. Zmiany klimatu postępują coraz szybciej i przynoszą zmiany w pogodzie, których kawa na lubi. Słabe zbiory przestaną być odstępstwem od reguły, bo staną się nową regułą. W tej sytuacji kawosze mają jedno skuteczne narzędzie w walce o rozsądne ceny. Brak zgody na podwyżki. I zamiast espresso w barze - cappuccino z domowego ekspresu.