Publiczne miliony w blaszanej wydmuszce. Co z polskim elektrykiem?
Zacznijmy od działki w Jaworznie - to tam władze chciały kiedyś wskrzeszać polską motoryzację. Powołano w tym celu spółkę - ElectroMobility. Powstała ona na polityczny rozkaz za pieniądze spółek energetycznych. Przez dwa lata udało jej się urządzić konkurs na koncepcję polskiego auta elektrycznego, by zaraz potem zamówić ją w profesjonalnej włoskiej pracowni projektowej. Na tej podstawie powstała karoseria i część wnętrza samochodu, który otrzymał mało patriotyczne imię - Izera.
Wiadomo było, jak auto ma wyglądać, ale nie było wiadomo, jak ma jeździć. Dlatego nigdy nie wyjechało na własnych kołach na polskie drogi. Nie miało "wnętrzności" pozwalających na udział w ruchu. W końcu do dostarczenia technologii udało się namówić Chińczyków, konkretnie - firmę Geely, z którą dwa lata temu podpisano umowę. I na tym w zasadzie historia się kończy. Bo cała opowieść o Izerze to opowieść o wydmuszce. Z aluminiowej blachy.
Izera. Cztery problemy
Czy coś z tych lat i pół miliarda złotych publicznych pieniędzy można dzisiaj uratować? Teoretycznie tak, ale wyłącznie zbiorowym wysiłkiem. I na pewno nie będzie z tego polskiego samochodu na prąd, co najwyżej składane w Polsce Chińczyki. Dlaczego?
Po pierwsze - spółka ElectroMobility nie ma pieniędzy na budowę fabryki, która może kosztować kilkanaście miliardów złotych.
Miała być Izera, 'a jest ściernisko'. 'Wycięli 300 hektarów lasu, przepalili pół miliarda zł'
Po drugie - nie ma żadnej zdolności kredytowej. Nie ma majątku, bo trudno za niego uznać projekt auta, które nigdy nie powstanie, a działka pod fabrykę to zdecydowanie za mało. Nie ma więc co zastawić pod kredyt. Dlatego zdobywaniem pieniędzy ma się zająć Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska.
Po trzecie - projekt zapisany przez poprzednią ekipę polityczną na liście inwestycji w Krajowym Programie Odbudowy nie dowiózł terminów. Został więc przeniesiony z kategorii "granty" do kategorii "pożyczki". Innymi słowy - pieniędzy nie dostanie na zawsze, może je co najwyżej pożyczyć.
I na koniec największy kłopot. Po czwarte - Chińczykom (potencjalnie zainteresowanym składaniem w Polsce swoich aut) kończy się cierpliwość. Właśnie mijają dwa lata od chwili, gdy otrzymali obietnicę gwiazdki z nieba. Dzisiaj są skłonni szukać sobie innego miejsca w Europie i to pomimo niezwykle kuszącej oferty - wybudowania w Polsce za unijne pieniądze fabryki chińskich samochodów. Dzięki czemu nie będą musieli płacić w Europie wysokich ceł za auta wysyłane tutaj ze swoich fabryk.
Zainteresował Cię ten temat? Posłuchaj całego podkastu!