Złoty na sterydach. Nasza waluta mocna jak nigdy. Co to oznacza?
Jakie są powody tak mocnego złotego? Jeden jest znany i dotyczy stóp procentowych. Ku zgryzocie kredytobiorców są one - i na razie będą - u nas na wyższych poziomach niż w strefie euro, w której cały czas spadają - dlatego złoty umacnia się do euro. Być może spadną jeszcze w Stanach Zjednoczonych, co z kolei nie najlepiej wpływa na dolara, choć w tym przypadku dochodzą jeszcze reakcje na decyzje dotyczące ceł, jakie podejmuje amerykański prezydent.
Ale w ostatnich tygodniach do siły naszej waluty swój kamyczek dokłada jeszcze jeden czynnik - znajdujący się za naszą wschodnią granicą. Bo inwestorzy zaczęli rozgrywać jakąś potencjalną formę uspokojenia sytuacji wokół wojny w Ukrainie.
Rynki uwielbiają działać według zasady: kupuj plotki, sprzedawaj fakty, więc pogłoski o możliwym planie dojścia przynajmniej do rozejmu powodują, że wielki światowy kapitał znów bardziej łaskawie patrzy na naszą część świata i kupuje złotego, właśnie pod te plotki. Zresztą nie tylko złotego, widać to również po popycie na akcje na warszawskiej giełdzie. I choć proces pokojowy w Ukrainie może być długotrwały i wcale nie jest pewny - to toczy się pod niego rynkowa gra. I dlatego w jej rezultacie nominalny kurs euro do złotego - czyli ten, o jakim słyszycie w mediach albo widzicie w kantorze, spadł do poziomów jakich nie widzieliśmy od siedmiu lat - czyli euro jest od siedmiu lat najtańsze.
Jaki jest realny kurs złotego? Tu mamy bardzo dobre - dla naszych portfeli - informacje. Bo złoty realnie jest rekordowo mocny! Jak to możliwe, skoro przecież mieliśmy w całkiem nieodległej, kilkunastoletniej historii euro zbliżające się do 3 złotych, a dolara i franka po 2 złote - a teraz wszystkie te waluty są powyżej 4 złotych?
Bo jedno to to, co widzimy w notowaniach walutowych na tablicy w kantorze, a drugie to, ile możemy za to kupić. I tu właśnie wchodzi ukute przez ekonomistów zagadnienie realnego efektywnego kursu walutowego.
W ostatnich latach boleśnie odczuwaliśmy skutki inflacji - była bardzo wysoka, ale jednocześnie goniły ją pensje. Ale inflacja działa też między krajami: u naszych głównych partnerów ze strefy euro ceny rosły wolniej, więc dla Niemca, Słowaka czy Hiszpana przyjazd do Polski jest relatywnie droższy, niż był jeszcze kilka lat temu, a to powoduje, że dla nas wyjazd za granicę jest relatywnie tańszy. No bo jeśli ceny w sklepach wzrosły w ostatnich latach o 20 procent, a ceny w kantorze o tyle nie wzrosły, to złoty realnie się umocnił.
Jabłka mogą być jeszcze droższe? Sadownicy nie mają dobrych wieści
Czy to tylko ekonomiczna abstrakcja, czy jednak coś to dla nas oznacza? Oznacza - i to dużo! Choćby teraz, jeśli ferie zimowe chcemy spędzić na alpejskich stokach we Włoszech czy w Austrii, to zauważymy, że stać nas tam na więcej niż jeszcze kilka lat temu. To już zresztą było widać w czasie ubiegłorocznych wakacji. Można było zauważyć, że w Hiszpanii czy w Grecji nie jest już dla nas tak drogo, jak to odczuwaliśmy jeszcze kilka lat temu.
Historycznie silny złoty to problem? Też, między innymi dla Rady Polityki Pieniężnej, która decyduje o stopach procentowych, a tym samym - o kosztach naszych kredytów. Przy słabszych ostatnio danych makroekonomicznych tak mocny realnie złoty może stawiać pytanie czy obecny poziom stóp procentowych nie jest aby za wysoki - bo im wyższe stopy procentowe utrzymujemy, tym chętniej zagraniczni inwestorzy kupują złotego, a to umacnia go jeszcze bardziej i jeszcze bardziej uderza w naszych eksporterów. Zwłaszcza w sytuacji, w której i tak mają problem - na przykład fabryki produkujące części dla niemieckiej motoryzacji borykają się z zapaścią w tej branży u naszych sąsiadów.
Co będzie dalej? Statystyczny turysta może się jednak cieszyć z rekordowej siły nabywczej złotego. Z wyjątkiem króciutkiego okresu z 2008 roku, nasza waluta nigdy jeszcze nie prężyła muskułów tak bardzo jak teraz. Pytanie tylko co będzie dalej - ale gdyby ktoś znał na nie odpowiedź, zapewne słuchałby teraz tego podcastu w swoim domku przy rajskiej plaży.