Bitcoin pogłębia spadki, kryptowaluty w odwrocie. Z "trybu bestii" został tylko... kac
- Dziś będzie o tym, że miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Po euforii na rynku kryptowalut nie ma już śladu, w kilka tygodni sentyment wokół bitcoina i całej reszty cyfrowych walut odwrócił się o 180 stopni;
- Spadki sięgają kilkudziesięciu procent, a po imprezie na rynku został kac z bólem głowy;
- Wszystko dlatego, że na razie branża słyszy z ust amerykańskiego prezydenta tylko obietnice, a rozwiązanie, na które czekała szczególnie i które miało wystrzelić kryptowaluty na nowe poziomy okazało się niewypałem;
- Na razie rynek jedzie na rollercoasterze, a ostatni kryptowalutowy szczyt w Białym Domu jeszcze tę jazdę przyspieszył.
Najpierw jednak odrobina historii. Ubiegły rok to było pasmo sukcesów bitcoina i towarzyszących mu kryptowalut, które odrodziły się jak Feniks z popiołów po bolesnym upadku ze szczytu hossy w 2021 roku. Pęd po bitcoina napędziły fundusze ETF, dzięki którym kryptowaluty przeszły do inwestycyjnego mainstreamu. To wielkie światowe fundusze, dzięki którym można zainwestować w bitcoina bez potrzeby kupowania go na specjalnych giełdach. Później globalna wartość, czyli kapitalizacja bitcoina przegoniła rynek srebra. Następnie halving - czyli planowane co kilka lat ograniczenie wydobycia najsłynniejszej kryptowaluty. A na koniec - Donald Trump.
Trump i kryptowaluty
Który zmienił maskę i z zaciekłego krytyka bitcoina stał się jego zaciekłym zwolennikiem. Jeszcze kilka lat temu nazywał bitcoina 'oszustwem przeciwko dolarowi', którego wartość wzięta jest z powietrza. Ale w kampanii wyborczej radykalnie zmienił front. Może dlatego, że zobaczył, iż w kryptowaluty inwestuje nawet około 15 procent Amerykanów, czyli prawie 50 milionów osób - a to przecież atrakcyjny elektorat. W mig wykonał więc zwrot i naobiecywał: że uczyni Stany Zjednoczone 'kryptostolicą świata' i 'bitcoinowym supermocarstwem'. W tym - że utworzy strategiczną rezerwę państwa w milionie bitcoinów. Nic dziwnego, że jego wygraną ten rynek przyjął z eksplozją entuzjazmu i przy okazji kursu bitcoina.
Który rósł i rósł, z hukiem przebijając historyczny szczyt 100 tysięcy dolarów, a apogeum osiągnął w styczniu przy zaprzysiężeniu Trumpa na prezydenta. On sam zresztą i jego żona stworzyli wtedy swoje własne kryptowaluty, po które inwestorzy rzucili się, jak po klapki w promocji w supermarkecie. Wartość TrumpCoin i MelaniaCoin wystrzeliła. Ale nie na długo, choć na oficjalnych stronach obu walut możemy przeczytać, że nie mają one nic wspólnego z inwestowaniem, a są wyrazem poparcia dla ideałów, które reprezentują. I teraz czas przejść do clue tej historii - dlaczego rozgrzany do czerwoności rynek właśnie przechodzi gwałtowne oziębienie.
Po szczycie bitcoina został kac
Bo w ostatnich tygodniach rynek zaczął mieć wątpliwości. Bo nie dość, że kryptostolicy świata w Stanach Zjednoczonych nie widać, to nie widać nawet fundamentów pod jej budowę. Owszem, Trump powołał na nowego szefa amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd polityka uważanego za zwolennika kryptowalut. Powołał też specjalnego doradcę ds. kryptowalut i sztucznej inteligencji. I - nic poza tym. Dlatego rynek zaczął się zastanawiać czy rozbuchane obietnice z czasów kampanii wyborczej uda się spełnić. I wiadomo już, że nie uda się spełnić kluczowej z nich.
Czyli budowania potężnej rezerwy kryptowalut w największej gospodarce świata. Inwestorzy liczyli, że amerykańska administracja ruszy na rynkowe zakupy nie tylko bitcoinów, ale też innych cyfrowych walut takich jak solana, XRP, cardano czy ethereum. To wystrzeliłoby ich cenę, bo inwestorzy mieli nadzieję, że stanie się na tym rynku coś na kształt tego, co dzieje się na rynku złota. Na którym banki centralne świata kupują kruszec do swoich rezerw bez patrzenia na jego cenę, a to windowało ceny złota do historycznych rekordów. Zamiast takiej petardy, rynki dostały jednak... kapiszon.
Bo owszem, Trump w ostatnich dniach ogłosił powstanie strategicznej rezerwę bitcoina. Tyle, że wejdą w nią te kryptowaluty, które już państwo ma i które na przykład zostały i w przyszłości zostaną skonfiskowane przestępcom. Rezerwa ma się składać tylko z bitcoinów, a inne waluty mają trafiać na oddzielne konto. Oczekiwanych konkretów - brak. Gwarancji zakupów na rynku - brak. Harmonogramu - tym bardziej.
Co nie przeszkadza Donaldowi Trumpowi dalej roztaczać świetlistych wizji dla branży kryptowalut. W ostatnich dniach zaprosił wszystkie grube ryby tej branży na pierwszy w historii szczyt dotyczący kryptowalut, który odbył się w Białym Domu. Te grube ryby usłyszały, że nowa rezerwa będzie 'wirtualnym Fortem Knox dla cyfrowego złota, umieszczonym w skarbcu Stanów Zjednoczonych'. Fort Knox, to amerykański skarbiec, w którym trzymane są rezerwy złota. Trump wzywał również Kongres do uchwalenia przepisów, aby kryptowaluty mogły się rozwijać i przekonywał, że to ogromna szansa na wzrost gospodarczy. Grube ryby słuchały, kiwały głowami, ale ze szczytu wyszły z nosem zwieszonym na kwintę. Bo liczyły, że Trump realnie zacznie zakupy kryptowalut, a usłyszały znów tylko powtarzane obietnice snów o potędze. A kursy - zanurkowały.
Wielka ucieczka inwestorów
Na rynku, zamiast entuzjazmu, jest coraz więcej rezygnacji. Która twardo przekłada się na notowania - o których za moment - i na konkretne decyzje inwestorów: amerykański bank JPMorgan zwraca uwagę, że ze wspomnianych funduszy ETF, które rok temu pompowały bitcoina, teraz pieniądze uciekają gdzie pieprz rośnie. Inwestorzy wycofali z nich tylko w lutym 3,5 miliarda dolarów, a więc najwięcej w ich krótkiej historii.
Na koniec zerknijmy w liczby, które mówią same za siebie. Od szczytów w okolicach zaprzysiężenia Trumpa, na fali opadającego optymizmu, bitcoin z ponad 100 tysięcy dolarów spadł w okolice 80 tysięcy dolarów - to spadek o kilkanaście procent, podobnie widać na drugiej co do wielkości kryptowalucie, czyli ethereum XRP - 10 procent w dół, a Solana, wobec której były wielkie nadzieje - 30 procent w dół! Ale to i tak nic wobec wspomnianych już walut Donalda Trumpa i jego żony Melanii: obie od szczytu spadły o 80-90 procent, zostawiając inwestorów z potężnymi stratami. Kto w styczniu w szczycie kupił walutę Trumpa za 70 dolarów, teraz ma... około 10 dolarów. To jasno pokazuje: ze snów o potędze kryptowalut, na razie są koszmary inwestorów tracących pieniądze. Na kryptowalutach miały być złote góry, a na razie wszystko prowadzi ku czarnej dziurze.