Chińskie farmy memów mają używanie z pomysłów Trumpa. Amerykanom może nie być do śmiechu
- W USA brakuje wykwalifikowanej kadry, która sprosta zaawansowanej technologii. Używanie z tego ma chińska AI, tworząca setki memów z amerykańskim rządem w roli głównej;
- Problemem będzie nie tylko produkcja smartfonów czy laptopów. Amerykanie nie są w stanie poradzić sobie nawet z luksusowymi torebkami;
- Dlatego Nike, nie zważając na wyższe koszty, nie zamierza przenosić fabryk z Azji do USA. Po prostu jej produkty będą dla amerykanów dużo droższe. .
Zaczniemy od memów, jakie produkuje chińska sztuczna inteligencja, wyśmiewających amerykańskie ambicje uczynienia przemysłu wielkim. Memy są częścią chińskiej akcji propagandowej wymierzonej w Amerykę po tym jak prezydent Donald Trump nałożył na Chiny zaporowe cła. Tak wysokie, że eksportować do USA nie opłaca się żadnej branży. W sytuacji, gdy jedna szósta chińskiej produkcji trafiała do tej pory na rynek amerykański - sprawa jest więcej niż poważna.
Memy są animowane, w niektórych wersjach występują członkowie amerykańskiego rządu siedzący przy fabrycznych liniach produkcyjnych. Oględnie mówiąc memy odnoszą się do cywilizacyjnej choroby, która pokonuje Amerykanów - czyli do otyłości - oraz do poziomu technologicznego rzemiosła prezentowanego - w chińskich oczach - przez amerykański przemysł.
Dość powiedzieć, że najbardziej zaawansowaną maszyną występującą w memie jest antyczna maszyna do szycia na pedał. A skoro przy szyciu jesteśmy, wspomnijmy o ultra luksusowej torbie, którą zna cały świat i której amerykańskie przygody poznał świat, gdy zajęły się nią czołowe media.
Torba zbyt skomplikowana
Torba nazywa się Neverfull i jest flagowym produktem marki Louis Vuitton. Marka należy do największego na świecie kombinatu produkującego luksus, czyli grupy LVMH. Jej właścicielem jest francuski miliarder Bernard Arnault. Należy do ścisłej czołówki światowych bogaczy. Przejściowo zajmował nawet pierwsze miejsce, przebijając Amerykanów: właściciela Tesli Elona Muska oraz założyciela Amazona Jeffa Bezosa.
Dzisiaj wciąż jest w pierwszej piątce, ale poziom jego bogactwa zależy także od polityki prezydenta Donalda Trumpa. Ameryka jest - poza Chinami - największym rynkiem towarów luksusowych na świecie. Zaś Arnault jest ich największym producentem. Należą do niego takie marki jak: Dior, Givenchy, Fendi, Marc Jacobs, Bulgari, Tag Hauer, Moet et Chandon, Loro Piana czy w końcu Sephora.
Arnaultowi zależy na uniknięciu ceł, których administracja Trumpa używa do walki z całym światem. Bo dużą część towarów luksusowych - nie licząc alkoholi - grupa LMVH produkuje w Chinach, które są dla Trumpa największym gospodarczym wrogiem. Dlatego Bernard Arnault z rodziną brał udział w inauguracji nowego prezydenta. A jego dzieci przyjaźnią się z Ivanką Trump i jej mężem Jaredem Koushnerem. Jednak nie o osobiste sympatie tutaj chodzi, lecz o biznes i pieniądze. Oraz o fantastyczne plany uczynienia Ameryki znów wielką. I o przeszkody na drodze do realizacji tego planu. Przeszkody nie do pokonania, przynajmniej na razie.
Teraz będzie więc opis z natury - konkretnie z rancza Rochambeau nazwanego tak ku czci generała, uczestnika wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Był Francuzem, w wojnie walczył po stronie Amerykanów.
Ranczo Rochambeau to posiadłość w Teksasie w hrabstwie Johnson. Należy do królestwa luksusu, grupy LVMH. Sześć lat temu, za czasów swojej pierwszej prezydentury, Donald Trump otwierał tam osobiście najnowszą fabrykę luksusowej galanterii Louis Vouittona. Fabryka wystartowała z produkcją na rynek amerykański, wykonywaną amerykańskimi rękoma. Z amerykańskich materiałów powstawały kultowe torby i torebki, w tym nieśmiertelna Neverfull. Miało być jak nigdy. A jak wyszło? Wyszło jak zawsze. Według byłych pracowników amerykańska fabryka ma jedne z najgorszych wyników spośród wszystkich produkujących luksusowe akcesoria Vuittona.
Brakuje wykwalifikowanych rzemieślników, którzy potrafią pracować ze skórą najwyższej jakości. Ci, którzy przeszli przeszkolenie, mimo lat pracy wciąż nie dotrzymują standardów. Pracują wolno i niedokładnie. Dlatego fabryka marnuje średnio dwa razy więcej drogich materiałów niż inne zakłady na świecie, a nauka idzie opornie. Szkolenie do szycia wewnętrznej kieszeni torby Neverfull trwało kilka lat, nie mówiąc o całej reszcie. Mało tego - by podnieść wyniki produkcji menagerowie ukrywali błędy w kroju czy szyciu torebek, po kilka tysięcy dolarów każda. I to przy wynagrodzeniu 17 dolarów za godzinę, czyli dwa i pół raza więcej niż płaca minimalna. Mimo wysokich pensji manufaktura która miała zatrudniać ponad tysiąc osób zatrudnia ledwo 300. Więcej od sześciu lat nie udało się zatrudnić.
Fachowców ze świecą szukać
I teraz płynnie przejdziemy od torebek do smartfonów. I do cytatu: 'W Stanach Zjednoczonych można zorganizować spotkanie inżynierów narzędziowych i nie jestem pewien, czy moglibyśmy zapełnić pokój. W Chinach można by zapełnić kilka boisk piłkarskich' - to Tim Cook, prezes firmy Apple, tej od iPhone'ów i MacBooków.
To odpowiedź na pytanie o powody przeniesienia niemal całej produkcji do Chin. I nie są to już niskie koszty pracy w Azji, ale możliwości znalezienia odpowiednich ludzi do pracy. W tym konkretnym przypadku - zaawansowanej technologicznie pracy i podobnie jak w przypadku torebek od Vuittona - niezwykle precyzyjnej. Ale w liczbie nie setek, ale setek tysięcy osób. W tym takich z najwyższymi kwalifikacjami, znajomością najnowocześniejszych narzędzi, wysoką kulturą pracy, przy drobiazgowej kontroli jakości.
Wyszkolenie takiej masy fachowców - gdyby nawet ktoś chciał spróbować - potrwa wieki. Nawet jeśli szybko uda się postawić fabryki i wyposażyć je w odpowiedni sprzęt za dziesiątki miliardów dolarów, nie będzie mieć kto w nich pracować. Już teraz Ameryka ma ponad milion wakatów. W ciągu ośmiu następnych lat powstanie prawie 4 miliony nowych, tylko połowa zostanie zapełniona. W najbliższym czasie sama tylko marynarka wojenna będzie potrzebować 100 tysięcy więcej marynarzy. W przeciwnym razie pięć nowych łodzi podwodnych wodowanych co roku - będzie stać w dokach.
Ameryka ma braki wszędzie tam, gdzie potrzebne są fachowe umiejętności. Nie ma ludzi do pracy na platformach wiertniczych, z powodu braku siły fachowej gigantyczne opóźnienia złapała budowa nowego prezydenckiego samolotu Air Force One. Biznes rozkłada więc ręce - gotówkę na budowę nowej fabryki można wyczarować, amerykańskiej załogi wyczarować się nie da.
To po prostu się nie opłaca
I dlatego światowi potentaci z różnych branż przeprowadzać się do Ameryki nie zamierzają. Przykład? Nike - numer jeden w branży odzieży sportowej. Sneakersy produkuje niemal wyłącznie w Azji. I to się nie zmieni pomimo ceł, które firma będzie musiała płacić sprowadzając swoje buty do amerykańskich sklepów. Bo produkcja z Azji wysyłana jest nie tylko do USA, ale na cały świat. Ponadto Nike zainwestował ostatnio miliardy w nowoczesne technologie w Wietnamie. Z tych wszystkich powodów przenoszenie produkcji, budowa fabryk, poszukiwanie załóg i ich szkolenie jest dla firmy kompletnie nieopłacalne. Skończy się więc na tym, że 'najki' będą dla Amerykanów droższe i będzie ich mniej. Tu także czarów nie będzie