,
Obserwuj
Gospodarka

"Zmiana ptasich barw" w praktyce. Kto zyska, a kto straci na obniżce stóp procentowych?

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
10.05.2025 19:08
Ostry nóż, który wzięła do ręki Rada Polityki Pieniężnej, zetnie nam procenty. Dla jednych to dobra wiadomość, bo polecą procenty, jakie banki dopisują sobie do rat naszych kredytów. Dla innych - już znacznie gorsza, bo polecą też procenty, jakie banki dopisują do pieniędzy, które u nich trzymamy.
|
|
fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER / ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Trzęsienie ziemi w stopach procentowych nie było niespodziewane. Poprzedziły je wstrząsy ostrzegawcze, najmocniejszy z nich wydarzył się na kwietniowej konferencji prasowej prezesa Narodowego Banku Polskiego, który przyleciał na nią jako 'gołąb na czele gołębi'. I to już było zaskoczenie, bo wcześniej prezes banku centralnego latał jako jastrząb na czele jastrzębi. Tak nazywa się w języku ekonomistów zwolenników i przeciwników obniżek stóp procentowych w bankach centralnych. Gołębie wolą ciąć koszty kredytu, czyli obniżać stopy procentowe, jastrzębie - je podwyższać. Skąd nagle taka zmiana ptasich barw w Radzie Polityki Pieniężnej?

Pierwsze i nie ostatnie

Okazuje się, że - po pierwsze - inflacja wciąż jest wyraźnie powyżej poziomu uważanego za optymalny dla gospodarki i naszych portfeli, ale już do tego poziomu zmierza i to szybciej niż bank centralny się spodziewał. Po drugie - hamuje dynamika wzrostu płac, czyli mówiąc wprost - pracodawcy już nie są tak chętni spełniać płacowe zachcianki pracowników. To co dla pracowników jest złą wiadomością, jest dobrym sygnałem dla inflacji - bo w kieszeniach nie będzie już tak szybko przyrastać nam pieniędzy, a więc wstrzymamy się trochę z wydatkami, a to powściągnie wzrosty cen. I po trzecie - nasza gospodarka, choć będzie w tym roku najszybciej rosnącą dużą gospodarką Unii Europejskiej, to jednak ze swoim spodziewanym trzyprocentowym wzrostem jest słabsza niż chcieliby ekonomiści. I to wszystko złożyło się na ostre cięcie stóp procentowych. Pierwsze, ale najprawdopodobniej nie ostatnie.

Bo ekonomiści tego krojenia stóp procentowych spodziewają się więcej, co uzasadniałaby całość sytuacji w gospodarce. Może latem, a później - pod koniec roku. W sumie w tym roku o mniej więcej punkt procentowy, plus dodatkowy punkt w przyszłym roku - to wciąż przewidywania, o ile oczywiście nie zdarzy się nic, co stolik z prognozami mogłoby wywrócić. Ostrożniejszy i bardziej wstrzemięźliwy jest prezes Narodowego Banku Polskiego, który w maju nie był już tak gołębi, mówił o dostosowaniu i nie przesądzał czy będą kolejne obniżki - wszystko będzie zależało od napływających danych z gospodarki. Prezes NBP wątpi, żeby za miesiąc mogło dojść do kolejnej obniżki.

Lepsze wiadomości dla kredytobiorców

Oczywiście u każdego będzie to inna skala ulgi, bo to zależy od tego kiedy kredyt mieszkaniowy był brany, na jaką kwotę i na jak długo. Najważniejsze, że niektórzy kredytobiorcy już tę ulgę poczuli, a wynika to z konstrukcji wskaźnika WIBOR, który wyznacza oprocentowanie i wysokość rat. Niejako przewiduje on przyszłość, więc od momentu kiedy 'gołąb na czele gołębi' zapowiedział możliwe obniżki, WIBOR już zaczął spadać. Dlatego niektórzy zobaczyli ulgę w ratach już teraz, a inni zobaczą niedługo, wszystko zależy od tego kiedy bank przyśle najnowszą aktualizację oprocentowania - to można sprawdzić w umowie kredytowej. Najwięcej zyskają ci, którzy zadłużyli się niedawno

Przy kredycie na pół miliona złotych, zaciągniętym w ubiegłym lub w tym roku, ulga sięgnie 170 złotych przy WIBORze trzymiesięcznym oraz 270 przy sześciomiesięcznym - wyliczają analitycy rankomat.pl. Jeśli ktoś ma kredyt starszy lub niższy, ulga będzie mniejsza, ale można zaryzykować stwierdzenie, że będzie to najczęściej około stu złotych. Na początek.

Bo jeśli spełnią się prognozy analityków i stopy procentowe spadłyby jeszcze dodatkowo do końca roku o kolejne 50 punktów bazowych, wówczas ulga się podwoi. Zawsze coś, chociaż ci, którzy zadłużyli się po pandemii, kiedy stopy procentowe były bliskie zera, wciąż będą płacili znacznie - powtórzmy, znacznie wyższe raty niż w momencie w którym brali kredyt.

Mówimy o kredytach mieszkaniowych, bo one są największe i zmiany w ich przypadku są najbardziej zauważalne. Ale niższe stopy procentowe, to też mniejsze oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych, kart kredytowych, kredytów odnawialnych, samochodowych, a dla przedsiębiorców - także leasingów. Maksymalne oprocentowanie takich instrumentów będzie teraz wynosić 17,5 procent. Nie będzie to duża ulga, ale zawsze parę złotych w kieszeni zostanie. Na przykład - jak wyliczają eksperci portalu superauto.pl, dla przedsiębiorcy spłacającego 150-tysięczny leasing na samochód, ulga sięgnie 35 złotych. Przy czym - to na start, najbliższe miesiące mogą oznaczać dalsze obniżki.

Gorsze dla oszczędzających

Czas na te gorsze informacje, które usłyszą teraz ci odkładający swoje ciężko zarobione pieniądze na bankowych lokatach, bo ich oprocentowanie również zależy od wysokości stóp procentowych. Banki, w odróżnieniu od cięcia oprocentowania kredytów, w przypadku lokat działają naprawdę szybciutko. I już to robią: przeciętnie dopisują do lokat 4 procent w skali roku, a więc za 10 tysięcy złotych na takiej półrocznej lokacie odbierzemy na koniec 160 złotych odsetek. A jeśli stopy procentowe dalej będą spadać, jak to przewidują ekonomiści, to pod koniec roku to średnie oprocentowanie może spaść do 3 procent, a więc w naszym przykładzie odbierzemy 120 złotych odsetek z każdych 10 tysięcy na półrocznej lokacie. To by oznaczało, że nie będziemy na lokatach realnie zarabiać, bo całą siłę nabywczą tego zysku zje nam inflacja. Można oczywiście szukać bankowych promocji, ale są obwarowane dodatkowymi warunkami. Bo banki mają za dużo pieniędzy i kolejnych po prostu nie chcą.

Jedni z niższych stóp procentowych się ucieszą, bo spadną im raty, inni zmartwią, bo mniej zarobią z odsetek na depozytach. Ale dla wszystkich spadające stopy procentowe niosą jedną dobrą informację: zwalnia inflacja, czyli ceny wciąż rosną, ale już coraz wolniej.