Rewolucja na Netflix. Polaków też to dotknie. Cel jest bardzo prosty
- Największa platforma filmów na żądanie właśnie zarządziła rewolucję. Nie dość, że zmienia się jej interfejs, to ma być łatwiej przeszukiwać dziesiątki filmów;
- Sztuczna inteligencja ma próbować zgadywać nasz nastrój i na tej podstawie proponować filmy i seriale;
- To kolejna odsłona walki o abonentów, w którą angażują się też pozostali giganci: Disney Plus, Max i Amazon Prime.
Na początek o małej wielkiej zmianie. Bo chodzi o aplikację w wersji telewizyjnej. Ostatnia jej przebudowa odbyła się ponad 12 lat temu, czyli w poprzedniej epoce cyfrowej. Od tamtej pory sposób wyświetlania strony głównej Netfliksa na telewizyjnym ekranie - czyli tak zwany interfejs - pozostawał ten sam, przypominając portal z poprzedniego wieku. Największą od lat zmianę Netflix reklamuje tak: "Szczęśliwe połączenie tego, co potrafimy najlepiej - najlepszej rozrywki i najnowocześniejszej technologii". I chwali się - "To nasza supermoc".
Sztuczna inteligencja trafi w nasz gust
Nowa strona główna ma być prosta graficznie, treści filmowe mają mieć pierwszeństwo wobec wszystkich pozostałych informacji. Programy mają być podzielone na podkategorie - jak teraz - ale każda będzie się wyświetlać z największą kartą - główną propozycją w sekcji.
Nie trzeba będzie klikać w konkretną ikonę, by interfejs wyświetlał informacje o danej propozycji filmowej. To oznacza zdecydowanie mniej klikania, ale mniej więcej tyle samo przewijania. Ma być bardziej intuicyjnie, łatwiej i przejrzyściej - tak jak na innych podobnych platformach, które w XXI cyfrowy wiek ze swoimi interfejsami w telewizorach wkroczyły znacznie wcześniej. Ma też być inna nowość - więcej sztucznej inteligencji.
Generatywna AI ma jeszcze lepiej trafiać w gust. Ściśle dopasowywać wyświetlane propozycje do ostatnich wyszukiwań użytkowników. A nawet do pory dnia czy... nastroju oglądającego. Jeśli w sobotnie wieczory szukałeś romantycznych komedii, proszę bardzo - mamy dla ciebie jeszcze więcej optymistycznych pozycji ze szczęśliwymi zakończeniami. W piątek horror? Mamy tego więcej. Dokumenty społeczne o najgłośniejszych przekrętach wszechczasów? Też się znajdą.
Nowością będzie tempo dostosowania. W starej wersji przestawianie kafelków zajmowało logarytmom co najmniej dobę. Teraz to samo ma zająć chwilę. Dokładnie tak jak robi to TikTok. W którym obejrzenie jednego przepisu na pieczonego kurczaka ciągnie za sobą setki kolejnych kurczaków.
Netflix jak TikTok
Będą też nowe możliwości w aplikacji na telefony. W tym np.: wyszukiwanie frazami, coś na kształt rozmowy z ChatemGPT. Bez używania słowa klucza i frustrującego przeszukiwania dziesiątek propozycji, które tylko luźno kojarzą się z przedmiotem poszukiwania. Bo zwykle nie mamy pojęcia czego dokładnie szukamy. Coś jak - wiemy, że dzwonią, ale nie wiemy, w którym kościele. Netflix też nie wie. Wiedzieć ma sztuczna inteligencja. Żeby się z nią porozumieć trzeba będzie chcieć. Znajdzie się w wersji beta na życzenie użytkownika.
I ostatni pomysł działu innowacji Netflixa: feed wertykalny. Czyli Netflix jak TikTok. Jeśli nie wiedziałeś, że tego chcesz - dostaniesz nawet jeśli nie chcesz. Poszczególne propozycje będą się wyświetlać jak filmiki na TikToku.
Cel tych wszystkich zmian? Jeszcze więcej subskrybentów. Oraz koniec z największym przekleństwem serwisów streamingowych, czyli never ending scrolling. Efektem ubocznym ma być postęp w całej branży. Bo - nie da się ukryć - największa konkurencja Netflixa w ostatniej dekadzie zajmowała się kopiowaniem jego pomysłów. Kolejnym - zyskanie przewagi w toczącej się na śmierć i życie wojnie z tradycyjną telewizją i YouTubem. Ta pierwsza systematycznie traci, YouTube pozostaje niepokonany. I choć wojny streamingowe, które z Netflixem toczyły trzy największe globalne platformy: Disney Plus, Amazon Prime i Max - w zasadzie są rozstrzygnięte, to konkurencja nie śpi.
Nawet Trump im nie szkodzi
Nad odświeżeniem swojego interfejsu telewizyjnego myśli Disney Plus. Bo - tu cytat z prezentacji dla inwestorów - za mało się w nim dzieje. Co należy rozumieć - niech rusza się i błyszczy bardziej. Jak nowy Netflix, który będzie wyświetlać na stronie głównej ruchomy obrazek zamiast nieruchomego filmowego kadru. Nad rewolucją myślą też pozostali najwięksi gracze, próbując dogonić steamingowego giganta. Bo jak zgodnie z początkiem roku ogłosili specjaliści, wojny wideo wygrał twórca usługi, z której korzystają dzisiaj miliardy widzów.
Prawie 20 lat po starcie Netflixa ze swoją platformą VOD firma ma nad innymi przewagę nie do odrobienia. I przewaga ta stale się powiększa. Pomimo rosnącej konkurencji, w ubiegłym roku Netflix odnotował największy w historii wzrost liczby abonentów. Ma już na świecie ponad 300 milionów płacących subskrybentów i coraz więcej zarabia. Jego przychody wzrosły o jedną szóstą, rekordowa jest cena akcji spółki na amerykańskiej giełdzie. W krajach gdzie serwis jest dostępny, aż 10 procent całego czasu oglądania stanowią produkcje wyświetlane na platformie.
Przeciętny użytkownik "siedzi przy Netfliksie" dwie godziny dziennie. A jest szansa, by było to jeszcze więcej. W pierwszym kwartale tego roku Netflix przebił swoje własne finansowe prognozy. Podniósł ceny, a by uniknąć podwyżek coraz więcej użytkowników wybiera wersję z reklamami. Do kasy płynie więc dodatkowy strumień gotówki - od reklamodawców. To dzisiaj już co trzeci użytkownik.
Dla analityków rynkowych Netflix to firma odporna na rynkowe sztormy. W tym generowane masowo przez zespół Donalda Trumpa i jego samego. Jest tak dobrze, że konkurencja łączy się w pakiety, by przyciągnąć w ten sposób nowych użytkowników. I - jak Max - zmienia strategię - ma teraz chodzić o jakość a nie o ilość. Jakość, jak kolejna seria 'The Last of Us', serial o ostrym dyżurze 'The Pitt' czy planowana na przyszły rok premiera wielkiej produkcji - serialu o Harrym Potterze